Marek Motyka: Szczęście, że grałem w piłkę, a nie w hokeja
19.03.2010
Pochodzący z Żywca szkoleniowiec bacznie przyglądał się półfinałowej rywalizacji GKS-u Tychy z Podhalem oraz finałowej "Szarotek” z Cracovią. - Na mecze zaprosił mnie mój przyjaciel - tłumaczy Motyka, który cieszy się, że w przeszłości był piłkarzem.
- Zawsze marudziłem, musząc grać w ochraniaczach. Nie mogę sobie wyobrazić, jak mógłbym mieć na sobie ponad 10 kilogramów sprzętu - dodaje z uśmiechem. - Trzeba to zobaczyć na własne oczy. Wówczas widać i słychać te trzeszczące kości. To sport dla prawdziwych twardzieli - dodaje.
- Zawsze marudziłem, musząc grać w ochraniaczach. Nie mogę sobie wyobrazić, jak mógłbym mieć na sobie ponad 10 kilogramów sprzętu - dodaje z uśmiechem. - Trzeba to zobaczyć na własne oczy. Wówczas widać i słychać te trzeszczące kości. To sport dla prawdziwych twardzieli - dodaje.
Polecane