Marek Mandla nie pomylił szatni. "Miałem przewodnika"
24.03.2013
Trener Polonii Łaziska Górne, który pięć lat pracował w BKS-ie Stal Bielsko-Biała, tym razem musiał przyjechać na Rychlińskiego jako rywal bialan. Dzięki temu miał przynajmniej okazję, zobaczyć jak wygląda szatnia gości i jak ogląda się mecz z ławki rezerwowych przyjezdnych. - Czy nie obawiałem się, że pomylę szatnie? Na szczęście miałem koło siebie przewodnika, który mi wskazał, gdzie się mamy przebierać. Ja bym jednak chętnie do tej szatni BKS-u poszedł. Zresztą i bez tego pogratulowałem zawodnikom, kapitanowi Łukaszowi Antczakowi - przyznaje Marek Mandla.
Jego zawodnicy, choć do przerwy przegrywali 0-2, potrafili się podnieść i zremisować. Powrót do Bielska-Białej chyba się więc udał? - Myślę, że każdy powrót tutaj będzie udany. Serce zawsze będzie bić trochę mocniej. Poszedłem nawet na górę do klubu, przywitałem się z panią Agatą i z wszystkimi serdecznie. Pięć lat spędzonych w jednym klubie, nie pozostaje bez śladu. Zawsze będę tu chętnie wracał, czy to na mecz, czy na trening, czy tak zwyczajnie, żeby porozmawiać, wymienić kilka zdań - dodaje były trener Walki Zabrze.
Od jego odejścia końcem maja poprzedniego roku, w BKS-ie trochę się zmieniło. Jak ocenia teraz tę drużynę, już z perspektywy ligowego rywala? - Ciężko mi oceniać, bo widziałem Stal dopiero po raz pierwszy. Od kiedy zostałem trenerem Polonii, już ich nie oglądałem. Mogłem jedynie mówić swoim graczom o Łukaszu Antczaku, Damianie Zdolskim, Marcinie Czaickim czy Marcinie Kocurze. I to właśnie ci zawodnicy nas ukłuli. To boli. Tak nie można grać, ale mamy młodych graczy i myślę, że z każdym meczem będą grać coraz lepiej - twierdzi.
Już wczoraj nie było jednak źle. - Trudno się podnieść w takiej sytuacji, ale udało się, co świadczy o tym, że moje słowa o grze z pasją i charakterem nie idą na marne. Mecz trwa 90 minut. Musimy odejść emocjami od bieżących wydarzeń na boisku i grać swoje. Po strzeleniu gola na 2-2 nie murowaliśmy się, tylko walczyliśmy o zwycięstwo. Myślę więc, że mecz - jak na inaugurację - był ciekawym widowiskiem. Ogromne słowa uznania dla kibiców, którzy się do tego przyczynili - kończy Marek Mandla.
Jego zawodnicy, choć do przerwy przegrywali 0-2, potrafili się podnieść i zremisować. Powrót do Bielska-Białej chyba się więc udał? - Myślę, że każdy powrót tutaj będzie udany. Serce zawsze będzie bić trochę mocniej. Poszedłem nawet na górę do klubu, przywitałem się z panią Agatą i z wszystkimi serdecznie. Pięć lat spędzonych w jednym klubie, nie pozostaje bez śladu. Zawsze będę tu chętnie wracał, czy to na mecz, czy na trening, czy tak zwyczajnie, żeby porozmawiać, wymienić kilka zdań - dodaje były trener Walki Zabrze.
Od jego odejścia końcem maja poprzedniego roku, w BKS-ie trochę się zmieniło. Jak ocenia teraz tę drużynę, już z perspektywy ligowego rywala? - Ciężko mi oceniać, bo widziałem Stal dopiero po raz pierwszy. Od kiedy zostałem trenerem Polonii, już ich nie oglądałem. Mogłem jedynie mówić swoim graczom o Łukaszu Antczaku, Damianie Zdolskim, Marcinie Czaickim czy Marcinie Kocurze. I to właśnie ci zawodnicy nas ukłuli. To boli. Tak nie można grać, ale mamy młodych graczy i myślę, że z każdym meczem będą grać coraz lepiej - twierdzi.
Już wczoraj nie było jednak źle. - Trudno się podnieść w takiej sytuacji, ale udało się, co świadczy o tym, że moje słowa o grze z pasją i charakterem nie idą na marne. Mecz trwa 90 minut. Musimy odejść emocjami od bieżących wydarzeń na boisku i grać swoje. Po strzeleniu gola na 2-2 nie murowaliśmy się, tylko walczyliśmy o zwycięstwo. Myślę więc, że mecz - jak na inaugurację - był ciekawym widowiskiem. Ogromne słowa uznania dla kibiców, którzy się do tego przyczynili - kończy Marek Mandla.
Polecane