Mandla ostro o arbitrze: Taki człowiek nie może prowadzić zawodów
12.11.2010
Nie milkną echa decyzji sędziego Damiana Picza z Opola, który w ostatniej minucie wczorajszego meczu III ligi pomiędzy BKS-em Stal Bielsko-Biała a Startem Bogdanowice nie uznał prawidłowo zdobytej zwycięskiej bramki dla gospodarzy. - Zazwyczaj powstrzymuję się od krytykowania arbitrów, każdy ma prawo do błędów. Ale oni też muszą być pod pręgierzem, gdy zrobią coś takiego. Przecież ich pracy w ogóle się nie weryfikuje! - denerwuje się Mandla.
Przeczytaj relację z tego spotkania >
- To nie była jedyna fatalna decyzja sędziego w tym meczu. Kibice domagali się karnego za faul na Łukaszu Witorze, ale tu arbiter miał rację, nie było mowy o jedenastce. Co innego spalone. To przechodziło ludzkie pojęcie! Asystent widział tylko naszych zawodników, nie zwracając uwagi, że o pięć metrów bliżej bramki stał np. Kaliciak! - denerwuje się szkoleniowiec.
Zresztą wspomniany Kaliciak sam łapał się za głowę, widząc poczynania sędziego. - Schodząc z boiska powiedział mi: "Trenerze, współczuję panu" - mówi Mandla.
- Taki człowiek nie może prowadzić meczów na tym poziomie. On był po prostu słaby. Pytacie, czego się dopatrzył w polu karnym w ostatniej minucie? Jak on się miał czegoś dopatrzeć, skoro kompletnie nic nie widział?! Moi zawodnicy, nawet ci 30-kilkuletni, schodzili z boiska ze łzami w oczach. Nie można mówić, że nic się nie stało. Oni mają rodziny, żonę, dwójkę dzieci, a tu tak po prostu pozbawia się ich pieniędzy, muszą cierpieć za błąd sędziego. Tak nie może być - kończy podirytowany opiekun bielszczan.
Przeczytaj relację z tego spotkania >
- To nie była jedyna fatalna decyzja sędziego w tym meczu. Kibice domagali się karnego za faul na Łukaszu Witorze, ale tu arbiter miał rację, nie było mowy o jedenastce. Co innego spalone. To przechodziło ludzkie pojęcie! Asystent widział tylko naszych zawodników, nie zwracając uwagi, że o pięć metrów bliżej bramki stał np. Kaliciak! - denerwuje się szkoleniowiec.
Zresztą wspomniany Kaliciak sam łapał się za głowę, widząc poczynania sędziego. - Schodząc z boiska powiedział mi: "Trenerze, współczuję panu" - mówi Mandla.
- Taki człowiek nie może prowadzić meczów na tym poziomie. On był po prostu słaby. Pytacie, czego się dopatrzył w polu karnym w ostatniej minucie? Jak on się miał czegoś dopatrzeć, skoro kompletnie nic nie widział?! Moi zawodnicy, nawet ci 30-kilkuletni, schodzili z boiska ze łzami w oczach. Nie można mówić, że nic się nie stało. Oni mają rodziny, żonę, dwójkę dzieci, a tu tak po prostu pozbawia się ich pieniędzy, muszą cierpieć za błąd sędziego. Tak nie może być - kończy podirytowany opiekun bielszczan.
Polecane