Mandla ma Walkę w sercu

03.09.2008
- Zwycięstwo nad byłym pracodawcą sprawiło mi tyle samo przyjemności, co każde inne – tak o wygranej z Walką Zabrze mówi Marek Mandla, trener BKS Bielsko-Biała.

W ostatnią niedzielę prowadzony przez Marka Mandlę BKS Bielsko-Biała pokonał Walkę Zabrze 3-0. Dla szkoleniowca bielszczan było to starcie z klubem, w którym spędził 15 lat! Na Jaskółczą trafił w 1992 roku. Po kilkunastu miesiącach w roli asystenta Adama Michalskiego, przez 7 lat pełnił funkcję pierwszego trenera IV-ligowej wówczas Walki. Później nastąpiła mała przerwa w prowadzeniu seniorów i zajął się w klubie pracą z młodzieżą. We wrześniu 2004 roku wrócił jednak na ławkę trenerską drużyny z Makoszów. Zasiadał na niej przez niespełna 3 lata.

 

– W Zabrzu spędziłem wiele wspaniałych chwil. Tego nie da się wymazać. Zresztą nawet bym nie chciał – Mandla nie kryje sentymentu. - Można powiedzieć, że cały czas mam ten klub w sercu. Pod koniec przygody z Walką udało mi się zmontować naprawdę fajną ekipę. Grali w niej przecież chociażby Łukasz Jałoszka czy Rafał Wawrzyńczok – wspomina obecny trener jedenastki z Bielska-Białej.

 

Jego pożegnanie z zespołem Zabrza, które nastąpiło nieco ponad rok temu, nie należało do idealnych. - Niektórym osobom nie podobało się, że chcę walczyć o awans i skończyło się tak, jak się skończyło. Najśmieszniejsze jest to, że panowie, którzy mnie żegnali, nie potrafili tak naprawdę podać powodów swojej decyzji. Wyniki przemawiały przecież jednoznacznie za mną. Ale już dawno nie zaprzątam sobie tym głowy. To już zamknięty etap – zaznacza Mandla.

 

Czy zatem wygraną z Walką traktuje jako swój osobisty sukces? - Zwycięstwo nad byłym pracodawcą sprawiło mi tyle samo przyjemności, co każde inne. Nie muszę nikomu niczego udowadniać – zapewnia szkoleniowiec BKS. – Przede wszystkim koncentruję się na swojej drużynie. Cieszy mnie to, że na tle rywala moi zawodnicy wypadli naprawdę imponująco. W naszej grze widać było wyższą kulturę. Oglądaliśmy wczoraj zapis tego spotkania i – powiem szczerze – gdyby zmierzyć czas posiadania piłki, to proporcje wyglądałyby 70:30 na naszą korzyść – cieszy się Marek Mandla.

autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również