"Mamy skład, który w sparingach dotrzymywał kroku Tychom"

01.08.2013
Kamil Łączek zrezygnował z walki o miejsce w składzie I-ligowego GKS-u Tychy, po to by trafić do grającego dwie ligi niżej Nadwiślana Góra. Uważa jednak, że... wiele nie stracił.
Tomasz Fornalik chciał jeszcze przyglądać się bocznemu obrońcy, ale Łączek zdecydował się zrezygnować z walki o miejsce w składzie I-ligowca i wybrał beniaminka III ligi Nadwiślana Góra. - Trener Fornalik zachował się wobec mnie bardzo fair, ale ja postanowiłem działać szybciej. Przerwa między sezonami to nie jest zimowy okres transferowy, w którym zawodnik ma dużo czasu. Chciałem jak najszybciej znaleźć się w zespole, w którym będę grał i dlatego skorzystałem z oferty Roberta Szustera, dyrektora sportowego beniaminka III ligi. Zanim jednak powiedziałem ostatnie słowo, porozmawiałem sobie szczerze z Damianem Furczykiem, z którym swego czasu występowałem w Tychach. Potwierdził on każde słowo wypowiedziane przez dyrektora, utwierdzając mnie w przekonaniu, że to dobry krok. Ważna jest również osoba trenera Adama Noconia, który sprowadzał mnie do GKS-u, co wcale nie oznacza, że liczę na ulgi - mówi w rozmowie ze "Sportem".

-  Od razu zorientowałem się, że w Nadwiślanie jest mocna drużyna. Każdy musi walczyć o miejsce w podstawowej jedenastce, a ja mam się tu od kogo uczyć. To, że poprzedni sezon zaczynałem w I lidze, a wiosną regularnie grałem w II-ligowym Ruchu Zdzieszowice, wcale nie oznacza, że - wybierając Nadwiślana - zrobiłem krok w tył. Przygotowujemy się co prawda do debiutu w III lidze, ale mamy taki skład, który w sparingach potrafił dotrzymać kroku Tychom, czy bezpośrednim rezerwom Górnika Zabrze - stwierdza Łączek.

Co ciekawe, zawodnik zrezygnował z gry w Tychach, mimo że... przeprowadził się do tego miasta. - Z tym miastem mam same miłe wspomnienia. Mieszka mi się tu bardzo dobrze. Tu zadebiutowałem w II lidze, tu dostałem szansę gry na zapleczu ekstraklasy, ale niestety jej nie wykorzystałem. Gdy podczas meczu w Niecieczy powinęła mi się noga, to Mateusz Mączyński - zresztą mój bardzo dobry kolega - wskoczył na moje miejsce i tak się rozwinął, że trafił do młodzieżowej reprezentacji Polski. Nie mogę mieć o to do niego pretensji. Żal mogę mieć do samego siebie, ale zamiast się żalić, wolę się wziąć do solidnej pracy i pokazać, że nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa. Myślę, że Nadwiślan to bardzo dobry klub, żeby znowu ostro ruszyć do przodu - kończy wypowiedź dla "Sportu".
źródło: Sport

Przeczytaj również