Mają trawę jak na "Śląskim", więcej fanów niż Dolcan, a grają w B-klasie
09.08.2009
ŁKS w tym roku obchodzi 90. urodziny. A jak świętować, to na całego! Z takiego założenia wychodzą działacze klubu i na przyjęcie urodzinowe postanowili zaprosić Ruch Chorzów. - Dyrektor Ruchu, Mirosław Mosór, powiedział, że Łagiewnikom nie odmówi. W najgorszym wypadku zagramy z chorzowską młodzieżą - chwali się Marcin Griner, sekretarz ŁKS-u i dodaje, że dla kibiców to prawdziwa gratka. - W końcu mieszkańcy Łagiewnik, mimo że to administracyjnie Bytom, kibicują "Niebieskim". Na początku września spodziewamy się tu tłumów - dodaje.
Ale także w rozgrywkach ligowych Łagiewniki mają ambitne cele. - Ostatnio do awansu zabrakło nam punktu. Teraz musi się już udać, bo założyliśmy sobie, że za dwa lata będziemy grać w lidze okręgowej. A budżet mamy nawet na IV ligę - przyznaje Griner. I okazuje się, że to żadne przechwałki. Zespół z południowej dzielnicy Bytomia to z pewnością najbardziej profesjonalny klub w B-klasie.
Wystarczy tylko powiedzieć, że zawodnicy w każdy poniedziałek korzystają z odnowy biologicznej. Tymczasem funkcja masażysty jest rzadkością nawet w wyższych ligach. - U nas to wszystko jest, dlatego wstyd, że jeszcze gramy w takiej lidze - kręci głową klubowy sekretarz. - Nawet trawę mamy taką jak na Stadionie Śląskim - dodaje z powagą Griner.
Sprawy organizacyjne to jedno. Ale i te sportowe ponoć mają się równie dobrze. - W zespole nie ma zawodników "z ulicy". Trzon tworzy trio: Darek Buchta, Alan Pieczyński i Piotr Bąk. Ten ostatni grał kiedyś w futsalowej kadrze Polski - kontynuuje Griner, który zapytany o to, czy zawodnicy mają dla kogo grać, śmieje się: - Proszę mi wierzyć, na mecze o punkty przychodzi więcej kibiców niż na I-ligowy Dolcan Ząbki.
Co ciekawe, po raz pierwszy ŁKS będzie też reprezentowany przez zawodniczki. Panie same postanowiły, że chcą grać i zgłosiły się do II ligi. Najwyższej w historii klubu...
Ale także w rozgrywkach ligowych Łagiewniki mają ambitne cele. - Ostatnio do awansu zabrakło nam punktu. Teraz musi się już udać, bo założyliśmy sobie, że za dwa lata będziemy grać w lidze okręgowej. A budżet mamy nawet na IV ligę - przyznaje Griner. I okazuje się, że to żadne przechwałki. Zespół z południowej dzielnicy Bytomia to z pewnością najbardziej profesjonalny klub w B-klasie.
Wystarczy tylko powiedzieć, że zawodnicy w każdy poniedziałek korzystają z odnowy biologicznej. Tymczasem funkcja masażysty jest rzadkością nawet w wyższych ligach. - U nas to wszystko jest, dlatego wstyd, że jeszcze gramy w takiej lidze - kręci głową klubowy sekretarz. - Nawet trawę mamy taką jak na Stadionie Śląskim - dodaje z powagą Griner.
Sprawy organizacyjne to jedno. Ale i te sportowe ponoć mają się równie dobrze. - W zespole nie ma zawodników "z ulicy". Trzon tworzy trio: Darek Buchta, Alan Pieczyński i Piotr Bąk. Ten ostatni grał kiedyś w futsalowej kadrze Polski - kontynuuje Griner, który zapytany o to, czy zawodnicy mają dla kogo grać, śmieje się: - Proszę mi wierzyć, na mecze o punkty przychodzi więcej kibiców niż na I-ligowy Dolcan Ząbki.
Co ciekawe, po raz pierwszy ŁKS będzie też reprezentowany przez zawodniczki. Panie same postanowiły, że chcą grać i zgłosiły się do II ligi. Najwyższej w historii klubu...
Polecane