Którego polityka Antonii Piechniczek wziąłby do kadry?
08.04.2012
EURO 2012 coraz bliżej. Niestety, żaden mecz nie odbędzie się na Śląsku, do nas nie przyjadą też piłkarze z innych reprezentacji. Mimo wszystko to wielka impreza. Czy gdyby miał okazję, Antonii Piechniczek powołałby do kadry Donalda Tuska? - Jako menedżera, owszem. Wtedy by nam ptasiego mleka nie brakowało. Oj, świetnie by się sprawdził. Czuje piłkę - mówi o premierze były senator. Nie jest jednak przekonany, czy Tusk dobrze sprawdziłby się jako gracz. - To indywidualista. Jest zdolny do wybitnych zagrań, ale może też zakiwać się na śmierć. Zawsze starałem się wyważyć proporcje, brać do składu indywidualistów, takich jak Zbyszek Boniek, i solidnych robotników, jak Romek Wójcicki, bo piłka, choć tak kochamy Messiego czy Ronaldo, to przede wszystkim gra zespołowa i potrzebny jest gen współpracy. Jasne, solowe akcje zachwycają, ale ktoś temu Messiemu też musi podać - uważa trener, który z drużyną narodową zdobył trzecie miejsce na mundialu w Hiszpanii.
- Lubię jego styl gry. Nigdy nie odpuszcza. Zaczai się, przeczeka kryzys na boisku, a potem ruszy do ataku. Tak zupełnie poważnie, to bardzo żałuję, że to nie on odpowiada za całość przygotowań do Euro. Spałbym spokojnie - mówi o Grzegorzu Schetynie. O ile były marszałek sejmu ma uznanie u byłego selekcjonera, o tyle minister sportu już nie. Piechniczek nie wziął by ją nawet na ławkę rezerwowych swojej drużyny! - I nie ma z tym nic wspólnego męski szowinizm, który zarzuca się krytykom pani minister. Muszę to powiedzieć: ona się po prostu na piłce nie zna, a moim zdaniem to niedopuszczalne. Nie w tym momencie naszej piłkarskiej historii - argumentuje urodzony w Chorzowie, dziś już prawie 70-letni Piechniczek.
Trener podkreśla, że jeżeli nasi piłkarze wyjdą z grupy podczas Euro, to będzie ich stać na Ferrari. - Po mistrzostwach świata w RFN drużyna orłów Górskiego dostała takie premie, za które po dodaniu niewielkiej kwoty mogli sobie kupić po BMW i kilku z nich takimi limuzynami wróciło do kraju. My, też za trzecie w końcu miejsce, dostaliśmy talony, ale na samochody marki Dacia. Dziś to się śmieję. Ale cóż, kryzys był, stan wojenny. Dziś wszystko łatwiej przychodzi. Piłkarz podpisuje kontrakt i czy gra, czy nie gra, swoje pieniądze dostaje. Jak ja grałem, to moja pensja była może dwa razy większa od wynagrodzenia dołowego sztygara. Teraz to wielokrotność - wspomina szkoleniowiec.
A nasi piłkarze to wyjdą w ogóle z grupy? - To łatwa grupa. Naprawdę łatwa. Mamy wielką szansę. Musimy. Kluczowy jest pierwszy mecz z Grecją. Trzeba go wygrać. Bez gadania. Wtedy wszystko pójdzie lepiej - mówi. Oby tylko zaangażowanie naszych piłkarzy było podobne do optymizmu pana Antoniego.
- Piłka to dziś sława, wywiady w gazetach, telewizje, a na wyobraźnię działa przykład Davida Beckhama, chyba największego piłkarskiego celebryty. Ale zawsze będę powtarzał, lepiej mieć jednocześnie jego urodę i jego talent, bo lepiej być pięknym, młodym i bogatym niż przeciwnie. Jak nie przeszkadza w graniu, niech wrzucają na głowę co chcą - mówi o piłkarzach celebrytach. Problem jest wtedy, kiedy u fryzjera spędzają więcej czasu niż na treningu.
- Lubię jego styl gry. Nigdy nie odpuszcza. Zaczai się, przeczeka kryzys na boisku, a potem ruszy do ataku. Tak zupełnie poważnie, to bardzo żałuję, że to nie on odpowiada za całość przygotowań do Euro. Spałbym spokojnie - mówi o Grzegorzu Schetynie. O ile były marszałek sejmu ma uznanie u byłego selekcjonera, o tyle minister sportu już nie. Piechniczek nie wziął by ją nawet na ławkę rezerwowych swojej drużyny! - I nie ma z tym nic wspólnego męski szowinizm, który zarzuca się krytykom pani minister. Muszę to powiedzieć: ona się po prostu na piłce nie zna, a moim zdaniem to niedopuszczalne. Nie w tym momencie naszej piłkarskiej historii - argumentuje urodzony w Chorzowie, dziś już prawie 70-letni Piechniczek.
Trener podkreśla, że jeżeli nasi piłkarze wyjdą z grupy podczas Euro, to będzie ich stać na Ferrari. - Po mistrzostwach świata w RFN drużyna orłów Górskiego dostała takie premie, za które po dodaniu niewielkiej kwoty mogli sobie kupić po BMW i kilku z nich takimi limuzynami wróciło do kraju. My, też za trzecie w końcu miejsce, dostaliśmy talony, ale na samochody marki Dacia. Dziś to się śmieję. Ale cóż, kryzys był, stan wojenny. Dziś wszystko łatwiej przychodzi. Piłkarz podpisuje kontrakt i czy gra, czy nie gra, swoje pieniądze dostaje. Jak ja grałem, to moja pensja była może dwa razy większa od wynagrodzenia dołowego sztygara. Teraz to wielokrotność - wspomina szkoleniowiec.
A nasi piłkarze to wyjdą w ogóle z grupy? - To łatwa grupa. Naprawdę łatwa. Mamy wielką szansę. Musimy. Kluczowy jest pierwszy mecz z Grecją. Trzeba go wygrać. Bez gadania. Wtedy wszystko pójdzie lepiej - mówi. Oby tylko zaangażowanie naszych piłkarzy było podobne do optymizmu pana Antoniego.
- Piłka to dziś sława, wywiady w gazetach, telewizje, a na wyobraźnię działa przykład Davida Beckhama, chyba największego piłkarskiego celebryty. Ale zawsze będę powtarzał, lepiej mieć jednocześnie jego urodę i jego talent, bo lepiej być pięknym, młodym i bogatym niż przeciwnie. Jak nie przeszkadza w graniu, niech wrzucają na głowę co chcą - mówi o piłkarzach celebrytach. Problem jest wtedy, kiedy u fryzjera spędzają więcej czasu niż na treningu.
Polecane