Krakus, który dobrym trenerem został dopiero na Śląsku

28.12.2010
Adam Nawałka to tylko trener i aż trener. Gdyby nie on, GKS-u Katowice mogłoby dziś nie być nawet w II lidze, a Górnik Zabrze najpewniej nadal grałby na boiskach takich klubów jak Dolcan Ząbki.
Jeśli dobrym trenerem jest ten, który potrafi z przeciętnej drużyny zrobić drużynę nieprzeciętną, to Adam Nawałka długo dobrym trenerem nie był. Owszem, prowadził Wisłę Kraków i nawet zdobył z nią mistrzostwo Polski, ale na Reymonta postrzegano go raczej tylko jako trenera-strażaka, który zawsze pomoże "swojemu" klubowi, kiedy ten akurat będzie w potrzebie. Specjalnych fajerwerków nie było też, gdy zdecydował się opuścić Kraków. Tak w Zagłębiu Lubin, jak i Jagiellonii Białystok szybko go zwalniano...

Przełomem okazało się "powołanie" od Leo Beenhakkera, ówczesnego selekcjonera, do sztabu kadry. - Okres, w którym pomagałem Leo, był dla mnie bezcennym doświadczeniem. Znacznie wzbogaciłem swój warsztat. Było od kogo się uczyć. Mam też wiele pomysłów wyniesionych podczas stażów w takich klubach jak AS Roma czy Bayer Leverkusen. Już moja w tym głowa, by przyniosły one pozytywny skutek! - zapewniał Nawałka.

Wszystkie te pomysły przyszło mu jednak wdrażać w dramatycznie trudnych warunkach. I nie chodzi nawet o porównanie do Romy czy Bayeru... We wrześniu 2008 roku Nawałka przyjął bowiem ofertę Jana Furtoka, prezesa GKS-u Katowice. Czy zdawał sobie sprawę, na co się porywa? Raczej nie. Zwłaszcza że najgorsze na Bukowej dopiero miało nadejść. Nadeszło zresztą bardzo szybko. W zimie klub stanął nad przepaścią. I finansową, i sportową. W tę pierwszą szczęśliwie udało się jeszcze nie obsunąć, ale ucieczka od tej drugiej jawiła się jako niemożliwe. Zespół opuścili przecież niemal wszyscy ograni zawodnicy.

Nawałka mógł powiedzieć po prostu, że w takich realiach to on pracował nie będzie, a zrobił wręcz odwrotnie - sprawił katowickiej młodzieży przyspieszony kurs dojrzewania i w kapitalnym stylu uratował I ligę! Aż strach pomyśleć, co by się stało z klubem, gdyby ta sztuka się nie udała... Tyle że pod względem finansowym GKS nadal miał się fatalnie. W znalezieniu sponsora nie pomogła nawet kolejna bardzo dobra runda. Inne kluby szybko wyczuły okazję. Pojawiły się oferty. Inna sprawa, że szkoleniowiec nie miał zamiaru się na nie rzucać. Chciał zostać w GieKSie, ale postawił jego władzom warunek - normalność. Dla katowiczan na tamten moment to było za dużo.

Dużo naraz chcieli zaś od Nawałki w Górniku Zabrze. Problem polegał na tym, że Roosevelta nie zastał drużyny, tylko zlepek indywidualności. Zdołał jednak szybko te klocki poukładać. Ale trudno oprzeć się wrażeniu, że wielu tego nie doceniło. Jakby założyli, że Górnikowi ekstraklasa się po prostu należała. Tymczasem Górnikowi z pierwszej części poprzedniego sezonu, a więc jeszcze bez Nawałki, ekstraklasa nie należała się na pewno...
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również