Komentarz SS: Piłka w cieniu strzałów 

27.02.2022

Nie mają łatwego zadania piłkarze pierwszej i drugiej ligi, którzy właśnie inaugurują wiosenne zmagania. Wybiegają na boiska z transparentami „No war” i w cieniu wydarzeń na Ukrainie. I chociaż nie chcemy zapominać o tragedii, która dzieje się tuż obok, to wszyscy mamy nadzieję, że boiskowe 90 minut pozwoli nam złapać chwilę oddechu i relaksu. 

Łukasz Laskowski/PressFocus

Są takie momenty, gdy czeka się na coś bardzo długo, z wielką niecierpliwością odlicza dni, a gdy w końcu to nadchodzi, to nie odczuwa się oczekiwanej radości. Podobnie jest i w ten weekend, gdy startują rozgrywki I i II ligi, w których łącznie bierze udział siedem naszych drużyn. Gdy kilkaset kilometrów obok wybuchają bomby, to raczej ciężko skupić się na rozrywce i przyjemnościach – bo jak poważnie nie traktujemy kopania w piłkę – to w całym szerokim rozumieniu, tak właśnie trzeba traktować futbol.  

Ale jak brutalnie to nie zabrzmi, życie musi toczyć się dalej. Może właśnie ze względu na to, co się dzieje gdzieś daleko. Również to piłkarskie życie. A Jastrzębianie wczoraj pokazali, że nie zamierzają wiosną jedynie ograniczyć się do roli statystów i ta runda wcale nie musi być ich przygotowaniem do gry w drugiej lidze. Przekonał się o tym Łódzki Klub Sportowy, który ma przecież zgoła inne cele, niż klub z ulicy Harcerskiej. Dla naszych dwóch najlepszych pierwszoligowych ekip – GKS-u Tychy i Podbeskidzia Bielsko-Biała, których kibice po zimowym okienku transferowym mogą mieć zgoła odmienne nastroje, papierkiem lakmusowym był już pierwszy mecz.  

W Sosnowcu po inauguracji mogą być delikatnie rozczarowani, ale z drugiej strony w końcu udało się przełamać serię porażek z Odrą Opole. W Katowicach chcą potwierdzić, że systematycznie pracując można być coraz bardziej stabilnym, a dowodem na to nie musi być jedynie przedłużenie umowy z trenerem Rafałem Górakiem. Skra Częstochowa mierzy się jutro na wyjeździe z Miedzią Legnica i w tym wypadku nie rywal – lider pierwszoligowych rozgrywek – jest tutaj największym wyzwaniem dla zespołu trenera Jakuba Dziółki. Częstochowianie cały czas muszą grać poza własnym stadionem, ale wkrótce być może na dłużej na domowe mecze przeniosą się do Wodzisławia Śląskiego. W ostateczności zostanie obiekt w Sosnowcu, z którym władze Skry mają podpisaną umowę. Będzie więc stabilnie, nadal jednak nienormalnie... 

Dzisiaj w drugiej lidze do gry przystępuje Ruch. W Chorzowie działacze zrobili niemal wszystko, by po ewentualnym niepowodzeniu w walce o ligowy awans nikt nie mógł mieć pretensji, że o szansę nie powalczono. Ruch zrobił siedem transferów, co jak na wątły dość budżet chorzowian już jest dość znaczącym faktem. Ale przede wszystkim chorzowianie wzmocnili pozycje, na których jesienią luki były widoczne. - Na pewno jesteśmy silniejsi niż jesienią. Sam odszedł od nas tylko jeden zawodnik, reszcie sami podziękowaliśmy wzmacniając drużynę i podnosząc jej poziom. Wzmocniliśmy pozycje, na których były luki, tak by mieć kilka wariantów gry, by ewentualne roszady nie powodowały u nas kolejnych przesunięć. Na pewno podziękowania do działaczy za ten okres transferowy – mówił trener Ruchu, Jarosław Skrobacz.  

Rywale Niebieskich jednak też nie próżnowali, a pierwsze mecze pokazują, że czołowe ekipy od początku są przygotowane do gry o awans. Ruch w pierwszym meczu zmierzy się z rezerwami Lecha, czyli bezpośrednim zapleczem pierwszej drużyny Kolejorza. Na pewno nie będzie to łatwy mecz, a że młodzież w Poznaniu jest dobrze szkolona pokazuje chociażby przykład Filipa Nawrockiego czy też Jakuba Malca. Dwaj piłkarze, którzy grają w Ruchu i mają szansę dzisiaj zagrać w pierwszym składzie, przez ostatnie lata byli właśnie szkoleni w poznańskiej Akademii Lecha. Zapowiada się więc w Chorzowie ciekawe spotkanie. Niech piłkarze chociaż na chwilę pozwolą zająć głowę innym myślami niż te, które absorbują od kilku dni.  

autor: TD

Przeczytaj również