Kolejny sędziowski skandal w IV lidze? Znów chodzi o mecz Myszkowa

26.10.2009
- Jak bramka może paść w trzeciej minucie dodatkowego czasu gry, skoro sędzia doliczył tylko 60 sekund?! - wścieka się Jacek Maciński, trener Włodara Częstochowa.
Niepokojąco sporo krytyki spada od początku sezonu na rozjemców spotkań IV ligi. Również i w minionej kolejce bez takiej się nie obeszło. Choć słowo "krytyka" w tym przypadku wszystkiego do końca nie oddaje, bo - jak przekonuje Jacek Maciński, szkoleniowiec Włodara Częstochowa - pan Michał Zając wynik sobotniej rywalizacji w Myszkowie po prostu wypaczył!

- Obie drużyny prezentowały dobry poziom. Ale nie sędzia - kręci głową Maciński. - Gospodarze wyszli na prowadzenie trzy minuty po regulaminowym czasie gry pierwszej połowy, choć arbiter doliczył do niej tylko 60 sekund. Sama bramka padła po rzucie wolnym, który - nie mam żadnych wątpliwości - powinien był zostać podyktowany na naszą korzyść - uważa trener Włodara.

Również po przerwie - zdaniem gości - pan z gwizdkiem za wszelką cenę starał się być w centrum uwagi. - Dowodów jest kilka. Rywal wybił piłkę z linii bramkowej ręką, nasz piłkarz został ewidentnie sfaulowany w "szesnastce", w końcu myszkowianie podwyższyli wynik po ewidentnym spalonym... Sędzia nawet nie zareagował! - wścieka się Maciński.

Przypomnijmy, że to nie pierwszy raz, gdy w ten sposób o pracy rozjemcy wypowiada się przeciwnik aktualnego wicelidera IV ligi I grupy. Wcześniej mnóstwo zamieszania wywołała postawa pana Bogdana Drobota, który prowadził pojedynek MKS-u z Przyszłością Ciochowice.

Przeczytaj o wydarzeniach z meczu Przyszłości Ciochowice z MKS-em Myszków>
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również