"Jeżeli sędzia uznał, że faulu nie było, to znaczy, że go nie było"

12.11.2011
Spore kontrowersje wzbudziła praca sędziego Michała Zająca z Sosnowca podczas dzisiejszego meczu IV ligi pomiędzy Rekordem Bielsko-Biała a Wisłą Ustronianka (2-0). Goście czuli się przez niego skrzywdzeni.
- Wszyscy widzieli, że ja byłem przy piłce i bramkarz we mnie wszedł. Wszyscy oprócz sędziego. Byłem faulowany - zapewniał Paweł Leśniewicz, napastnik Wisły Ustronianki, kiedy w 18. minucie opuszczał boisko z powodu kontuzji. - Nie jestem w stanie stwierdzić teraz, czy uraz jest poważny - dodał. Spotkanie w Cygańskim Lesie zakończyło się dla niego przedwcześnie właśnie z powodu wspomnianej kontrowersyjnej sytuacji.

Przeczytaj tekst "Umiesz patrzeć, patrz na siebie" o tym, jak Wisła powinna być wdzięczna sędziemu.

Bramkarz gości Krzysztof Żerdka w 17. minucie złapał piłkę po rzucie rożnym i z całej siły wykopał ją do przodu. Jeden z obrońców Rekordu źle obliczył tor lotu futbolówki, więc ta obsunęła mu się po głowie i pozwoliła Leśniewiczowi wyjść sam na sam z bramkarzem. Krzysztof Michałowski wyszedł z bramki i runął na szarżującego napastnika. Nie do końca wiadomo, czy trafił w piłkę. Sam sędzia też nie mógł być tego pewny, bo akcja toczyła się tak szybko, że w momencie starcia arbiter stał w okolicy linii środkowej boiska, a do zdarzenia doszło w polu karnym. Niczego nieprawidłowego nie zauważył również jego asystent.

- Karny ewidentny! - krzyczał wściekły Ireneusz Kościelniak, trener gości. Po końcowym gwizdku nie chciał nam jednak udzielić komentarza. - Nie będę po tym meczu nic mówił. Był pan na meczu? To pan widział, co wyprawiał ten sędzia - rzucił tylko. Od momentu tego starcia zawodnicy Wisły cały czas kłócili się z sędzią i momentami sami starali się wymierzać sprawiedliwość. Gdyby nie brak konsekwencji ze strony arbitra, mogło się to skończyć kilkoma kartkami.

Ciekawe spojrzenie na tę sprawę przedstawił Bartosz Woźniak, napastnik Rekordu, który sam jest sędzią w niższych ligach. - To jest trudny temat i o samej sytuacji nie będę mówił. Ale mieliśmy dzisiaj do czynienia z sędzią ligowym, który prowadzi zawody na wyższych szczeblach - w I i II lidze, więc można powiedzieć, że to profesjonalista. Jeśli on uznał, że nie było karnego, to... nie było karnego. Zawodnicy z Wisły muszą się z tym pogodzić. To była sytuacja stykowa, więc pewnie stąd te pretensje, ale arbitrowi musimy zaufać - stwierdził strzelec pierwszego gola w tym meczu.

Warto bowiem uzupełnić, że sędzia Zając w tym sezonie prowadził wyłącznie mecze I ligi bądź Młodej Ekstraklasy,a  dzisiejsze spotkanie było jego pierwszym "zejściem" do niższych lig.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również