"Jestem zszokowany! Czegoś takiego w życiu jeszcze nie widziałem"
24.09.2009
- Unikam oceniania pracy sędziów, bo każdy ma prawo do błędów - mówi Krzysztof Kiełb. Podkreśla jednak zarazem, że obok tego, co w sobotę podczas meczu z MKS-em Myszków zaprezentował Bogdan Drobot, obojętnie przejść nie może. - Jestem zszokowany! Wiele lat "siedzę" w piłce nożnej, ale czegoś takiego jeszcze nie widziałem - nie kryje.
Co dokładnie ma na myśli? - Weźmy choćby taką sytuację... Jeden z rywali zderzył się w polu karnym z moim zawodnikiem. Obywaj wpadli na bramkarza. Zupełnie przypadkowe zdarzenie. Takie, jakich na murawie wiele. Gra toczyła się więc dalej. Ale tylko kilkanaście sekund, bo gdy piłka była już w środkowej strefie boiska, sędzia nagle zdecydował się odgwizdać rzut karny! Pokazał też mojemu piłkarzowi żółtą kartkę. A że było to już jego drugie napomnienie, od tej pory graliśmy w osłabieniu - tłumaczy Kiełb. Wskazuje również na problemy arbitra ze... słuchem.
- Mój zawodnik został ewidentnie sfaulowany, gdy szarżował na bramkę MKS-u. Sędzia użył gwizdka, więc chłopak wziął futbolówkę w ręce, by ustawić ją sobie do stałego fragmentu gry. Wtedy arbiter zarządził rzut wolny dla myszkowian za zagranie rękę! Tłumaczył się, że wcześniej odgwizdał przewinienie przeciwnika, bo sygnalizację swojego asystenta pomylił z jakimś odgłosem z trybun... Przecież to niedorzeczne! - piekli się szkoleniowiec beniaminka.
Jego zdaniem, Drobot kompletnie wypaczył wynik zawodów. - Dwie pierwsze bramki straciliśmy po własnych błędach i pretensje o nie możemy mieć tylko do nas samych. Kuriozalnych decyzji było jednak tyle, że co byśmy nie robili, to w żadnym wypadku nie byłoby nas stać nawet na remis - uważa Kiełb. A przypomnijmy, że to nie pierwszy w tym sezonie przypadek, gdy trener IV-ligowego klubu posądza rozjemcę o stronnicze sędziowanie...
Co dokładnie ma na myśli? - Weźmy choćby taką sytuację... Jeden z rywali zderzył się w polu karnym z moim zawodnikiem. Obywaj wpadli na bramkarza. Zupełnie przypadkowe zdarzenie. Takie, jakich na murawie wiele. Gra toczyła się więc dalej. Ale tylko kilkanaście sekund, bo gdy piłka była już w środkowej strefie boiska, sędzia nagle zdecydował się odgwizdać rzut karny! Pokazał też mojemu piłkarzowi żółtą kartkę. A że było to już jego drugie napomnienie, od tej pory graliśmy w osłabieniu - tłumaczy Kiełb. Wskazuje również na problemy arbitra ze... słuchem.
- Mój zawodnik został ewidentnie sfaulowany, gdy szarżował na bramkę MKS-u. Sędzia użył gwizdka, więc chłopak wziął futbolówkę w ręce, by ustawić ją sobie do stałego fragmentu gry. Wtedy arbiter zarządził rzut wolny dla myszkowian za zagranie rękę! Tłumaczył się, że wcześniej odgwizdał przewinienie przeciwnika, bo sygnalizację swojego asystenta pomylił z jakimś odgłosem z trybun... Przecież to niedorzeczne! - piekli się szkoleniowiec beniaminka.
Jego zdaniem, Drobot kompletnie wypaczył wynik zawodów. - Dwie pierwsze bramki straciliśmy po własnych błędach i pretensje o nie możemy mieć tylko do nas samych. Kuriozalnych decyzji było jednak tyle, że co byśmy nie robili, to w żadnym wypadku nie byłoby nas stać nawet na remis - uważa Kiełb. A przypomnijmy, że to nie pierwszy w tym sezonie przypadek, gdy trener IV-ligowego klubu posądza rozjemcę o stronnicze sędziowanie...
Polecane