Jan Woś: Znowu przyjeżdża lider. Widać to taka święta ziemia
26.04.2013
Woś z wielkim szacunkiem wypowiada się o pracy, jaką w Pawłowicach wykonuje trener Mirosław Szwarga. Obaj panowie znają się zresztą z Odry Wodzisław. - Znowu przyjeżdża do nas lider. Widać tu już taka święta ziemia. Pamiętam Mirka Szwargę, z którym w drugiej połowie lat 90. graliśmy w Odrze Wodzisław, jako człowieka skromnego, małomównego, ale wykonującego ogromną robotę jako defensywny pomocnik. Nie pchał się przed telewizyjne kamery, nie przeprowadzano z nim wielkich wywiadów w gazetach, bo zwyczajnie nie zabiegał o popularność. Z tego, co pamiętam, to w ekstraklasie strzelił dla Odry jedną bramkę. Była ona jednak bardzo ważna, bo zdobyta w 90. minucie i w meczu z rodzącą się wtedy wielką Wisłą Kraków, dała nam remis 1-1 - mówi szkoleniowiec częstochowian.
- Z III-ligowych boisk Mirek kojarzy mi się już znacznie gorzej, bo w sierpniu 2011 roku Pniówek zremisował ze Skrą w Częstochowie 0-0, a mógł wygrać, bo miał dwie znakomite okazje bramkowe. W ubiegłym roku zostaliśmy pokonani dwa razy. Wielu się dziwi, że Pniówek jest obecnie liderem tabeli, ale ja wiem doskonale, że to efekt pracy typowej dla trenera Szwargi: mało rozgłosu, dużo dobrej roboty i skuteczność do bólu - podkreśla.
Woś nie ma jednak zamiaru przesadnie przejmować się rywalami. - Mamy jasny cel, czyli awans. Ale żeby się przebić na szczyt tabeli musimy zacząć wygrywać na swoim boisku, na którym trzy ostatnie mecze zremisowaliśmy, co jest naszym problemem. Na wyjazdach kompletujemy punkty, ale to nie wystarczy. Musimy wrócić do swojej gry, którą na naszym boisku potrafiliśmy zagonić rywali i dobić ich w końcówce, tak jak to robiliśmy w rundzie jesiennej - kończy Jan Woś.
- Z III-ligowych boisk Mirek kojarzy mi się już znacznie gorzej, bo w sierpniu 2011 roku Pniówek zremisował ze Skrą w Częstochowie 0-0, a mógł wygrać, bo miał dwie znakomite okazje bramkowe. W ubiegłym roku zostaliśmy pokonani dwa razy. Wielu się dziwi, że Pniówek jest obecnie liderem tabeli, ale ja wiem doskonale, że to efekt pracy typowej dla trenera Szwargi: mało rozgłosu, dużo dobrej roboty i skuteczność do bólu - podkreśla.
Woś nie ma jednak zamiaru przesadnie przejmować się rywalami. - Mamy jasny cel, czyli awans. Ale żeby się przebić na szczyt tabeli musimy zacząć wygrywać na swoim boisku, na którym trzy ostatnie mecze zremisowaliśmy, co jest naszym problemem. Na wyjazdach kompletujemy punkty, ale to nie wystarczy. Musimy wrócić do swojej gry, którą na naszym boisku potrafiliśmy zagonić rywali i dobić ich w końcówce, tak jak to robiliśmy w rundzie jesiennej - kończy Jan Woś.
Polecane