Grunwald - Gwarek 1-0. Pokonali swoich byłych kolegów z Halemby
30.09.2009
- Śmiałem się przed meczem w rozmowie z prezesem Gwarka, że już niewiele potrzeba, by jego drużyna w całości składała się z byłych graczy Grunwaldu - mówił Teodor Wawoczny, patrząc na kadrę swojego rywala. Dość powiedzieć, że cały trzon, trener, a nawet masażysta byli kiedyś związani z klubem z Rudy Śląskiej. - Nie odeszli z powodu konfliktu. Po prostu zadecydowały czynniki ekonomiczne. Gwarek mógł zapewnić im lepsze warunki - tłumaczył Wawoczny.
Efekt? - Byłem jedynym rdzennym ornontowiczaninem w wyjściowym składzie - przyznał Piotr Michalak. Dobrze zbudowany napastnik powinien w to środowe popołudnie rozwiązać worek z bramkami. Miał pierwszą stuprocentową sytuację, lecz trafił w bramkarza. Może ta sytuacja wywołała efekt domina, bo potem grzeszyli nieskutecznością niemal wszyscy. - Niesamowite! Przecież tyloma sytuacjami można by obdzielić kilka spotkań - kręcił głową Grzegorz Kapica, trener, a kiedyś król strzelców ekstraklasy.
Zdecydowanym faworytem byli goście, którzy narzucili warunki. Zepchnęli rudzian do defensywy. - Nie ma co mówić, pierwsza połowa należała do Gwarka - przyznał Dariusz Kot. Skoro jednak nawet doświadczony Janiak marnował sytuacje sam na sam, to znak, że ornontowiczanie byli kompletnie rozkojarzeni. Kiedy już udało im się oszukać Janosza, bramkarza rudzian, to piłkę z linii bramkowej wybił Łęcki. - Poszliśmy w drugiej połowie na wymianę ciosów. I udało się! - zacierał ręce Kot, który po jednej z kontr technicznym strzałem przelobował Matyjaszczyka. Wcześniej jego koledzy - z Sadlokiem na czele - zaprzepaścili znacznie łatwiejsze okazje. - Pomysł, jak pokonać bramkarza, wpadł mi do głowy w ostatniej chwili. Radość jest ogromna, bo wiadomo, że graliśmy ze swoimi byłymi kolegami. Z wieloma z nich występowałem jeszcze w tamtej rundzie. Uchodziliśmy za tych słabszych, więc chcieliśmy coś udowodnić - podkreślił autor zwycięskiego trafienia.
- Trudno o punkty, gdy się jest tak nieskutecznym. Rywal nastawił się na kontry i jedna z nich mu wyszła. Musimy się szybko podnieć, bo przed nami ważny mecz w Czańcu. Mamy cztery punkty straty do Polonii Łaziska, a wiadomo, że cel mamy jeden: awans - nie krył Michalak.
Mecz z trybun oglądali tacy piłkarze jak Sławomir Jarczyk (kiedyś Ruch Chorzów i Górnik Zabrze), czy Sebastian Gielza (nie tak dawno GKS Katowice, a obecnie Ruch Radzionków). - Gwarek zapłacił wysoką cenę za nonszalancję. Jego obrońcy poszli do przodu i zaczęli popełniać błędy. Powinni się z tym wstrzymać do samego końca, a wtedy by wygrali - ocenił napastnik "Cidrów".
Efekt? - Byłem jedynym rdzennym ornontowiczaninem w wyjściowym składzie - przyznał Piotr Michalak. Dobrze zbudowany napastnik powinien w to środowe popołudnie rozwiązać worek z bramkami. Miał pierwszą stuprocentową sytuację, lecz trafił w bramkarza. Może ta sytuacja wywołała efekt domina, bo potem grzeszyli nieskutecznością niemal wszyscy. - Niesamowite! Przecież tyloma sytuacjami można by obdzielić kilka spotkań - kręcił głową Grzegorz Kapica, trener, a kiedyś król strzelców ekstraklasy.
Zdecydowanym faworytem byli goście, którzy narzucili warunki. Zepchnęli rudzian do defensywy. - Nie ma co mówić, pierwsza połowa należała do Gwarka - przyznał Dariusz Kot. Skoro jednak nawet doświadczony Janiak marnował sytuacje sam na sam, to znak, że ornontowiczanie byli kompletnie rozkojarzeni. Kiedy już udało im się oszukać Janosza, bramkarza rudzian, to piłkę z linii bramkowej wybił Łęcki. - Poszliśmy w drugiej połowie na wymianę ciosów. I udało się! - zacierał ręce Kot, który po jednej z kontr technicznym strzałem przelobował Matyjaszczyka. Wcześniej jego koledzy - z Sadlokiem na czele - zaprzepaścili znacznie łatwiejsze okazje. - Pomysł, jak pokonać bramkarza, wpadł mi do głowy w ostatniej chwili. Radość jest ogromna, bo wiadomo, że graliśmy ze swoimi byłymi kolegami. Z wieloma z nich występowałem jeszcze w tamtej rundzie. Uchodziliśmy za tych słabszych, więc chcieliśmy coś udowodnić - podkreślił autor zwycięskiego trafienia.
- Trudno o punkty, gdy się jest tak nieskutecznym. Rywal nastawił się na kontry i jedna z nich mu wyszła. Musimy się szybko podnieć, bo przed nami ważny mecz w Czańcu. Mamy cztery punkty straty do Polonii Łaziska, a wiadomo, że cel mamy jeden: awans - nie krył Michalak.
Mecz z trybun oglądali tacy piłkarze jak Sławomir Jarczyk (kiedyś Ruch Chorzów i Górnik Zabrze), czy Sebastian Gielza (nie tak dawno GKS Katowice, a obecnie Ruch Radzionków). - Gwarek zapłacił wysoką cenę za nonszalancję. Jego obrońcy poszli do przodu i zaczęli popełniać błędy. Powinni się z tym wstrzymać do samego końca, a wtedy by wygrali - ocenił napastnik "Cidrów".
Polecane