Grunwald - AKS Mikołów 1-2. Goście rzutem na taśmę zdobyli trzy punkty
23.08.2009
Gdyby po pierwszej połowie goście prowadzili różnicą kilku bramek, to piłkarze Grunwaldu mogliby mieć pretensje tylko i wyłącznie do siebie. Tak jednak się nie stało z powodu kiepskiej skuteczności AKS-u. - Mocno na nas ciążyło piętno braku gola w IV lidze i widać było, że to "siedzi" w głowach zawodników - tłumaczył Rafał Krzyżanowski, grający trener mikołowian. Dogodnych sytuacji nie wykorzystali m.in. Robert Prus, Małysa i Kutka. Ten ostatni zdołał się jednak zrehabilitować, gdy po dośrodkowaniu Wąchały, skierował głową piłkę do siatki, mimo zaledwie 168 cm wzrostu. - To moja pierwsza bramka strzelona tą częścią ciała - cieszył się po spotkaniu autor wyrównującej bramki.
Zanim jednak do tego doszło to gospodarze objęli prowadzenie. Wszystko za sprawą Mamosa, który widząc lukę w defensywie gości odpowiednio się ustawił, a gdy otrzymał piłkę, pewnie skierował ją obok wychodzącego z bramki Kowalczyka. - Bałem się, że ten gol podłamie mój zespół - mówił trener Krzyżanowski. Przy stanie remisowym, w końcówce spotkania, po rzucie rożnym przed doskonałą sytuacją na uzyskanie prowadzenia znalazł się Sadlok. Jednak jego strzał najpierw obronił golkiper gości, a dobitkę z linii bramkowej wybił Górnioczek.
Ta niewykorzystana sytuacja szybko się zemściła. Zawodnicy AKS-u wyprowadzili kontrę, która rozstrzygnęła losy spotkania. Piłkę otrzymał wprowadzony w drugiej połowie Piszczek i po minięciu Jarosza, pewnie skierował ją do pustej bramki. - Niepotrzebnie wszyscy ruszyli do tego rzutu rożnego. Czasem kiedy nie można wygrać meczu, to trzeba się się zadowolić remisem. Moi zawodnicy zapomnieli o tym - z irytacją mówi Teodor Wawoczny, szkoleniowiec Grunwaldu Ruda Śląska. - Miałem szukać okazji w polu karnym, przytrafiła się tylko jedna, ale udało się ją wykorzystać i zgarnęliśmy pełną pulę - radował się po meczu dżoker w ekipie gości.
Pod szatniami:
Rafał Krzyżanowski (trener AKS-u): Mieliśmy kilka sytuacji w pierwszej połowie, ale ponownie dała o sobie znać nieskuteczność z dwóch poprzednich spotkań. Mimo niekorzystnego wyniku, potrafiliśmy się jednak podnieść. Mieliśmy trochę szczęścia, bo drużyna Grunwaldu, już prowadząc, nadal stwarzała po stałych fragmentach gry sporo zagrożenia pod naszą bramką. Cieszę się z pierwszego zwycięstwa, tym bardziej, że Grunwald jest dość solidnym zespołem jak na IV-ligę.
Teodor Wawoczny (trener Grunwaldu): Rozegraliśmy bardzo słabą pierwszą połowę. Po przerwie było już lepiej, ale sytuacje, które nie zostały wykorzystane przez Sadloka mocno się na nas zemściły. Szkoda trzech punktów, bo były w naszym zasięgu. Jest to jednak młody zespół i dobre mecze będzie przeplatał słabszymi.
Piotr Piszczek (napastnik AKS-u); Ważne, że zdobyliśmy trzy punkty, bo było nie wesoło po pierwszych dwóch meczach. Gdybyśmy strzelili coś w pierwszych 30 minutach, to mecz ułożyłby się inaczej, a tak rywal poczuł swoją szansę. Po cichu liczę na to, że ta bramka pomoże mi w wywalczeniu miejsca w pierwszym składzie.
Sebastian Kutka (pomocnik AKS-u): Piłka idealnie trafiła na moją głowę i nie pozstało mi nic innego, jak skierować ją do siatki. Gdybym wcześniej wykorzystał swoją szansę, to nie byłoby takiej dramaturgii do samego końca.
Zanim jednak do tego doszło to gospodarze objęli prowadzenie. Wszystko za sprawą Mamosa, który widząc lukę w defensywie gości odpowiednio się ustawił, a gdy otrzymał piłkę, pewnie skierował ją obok wychodzącego z bramki Kowalczyka. - Bałem się, że ten gol podłamie mój zespół - mówił trener Krzyżanowski. Przy stanie remisowym, w końcówce spotkania, po rzucie rożnym przed doskonałą sytuacją na uzyskanie prowadzenia znalazł się Sadlok. Jednak jego strzał najpierw obronił golkiper gości, a dobitkę z linii bramkowej wybił Górnioczek.
Ta niewykorzystana sytuacja szybko się zemściła. Zawodnicy AKS-u wyprowadzili kontrę, która rozstrzygnęła losy spotkania. Piłkę otrzymał wprowadzony w drugiej połowie Piszczek i po minięciu Jarosza, pewnie skierował ją do pustej bramki. - Niepotrzebnie wszyscy ruszyli do tego rzutu rożnego. Czasem kiedy nie można wygrać meczu, to trzeba się się zadowolić remisem. Moi zawodnicy zapomnieli o tym - z irytacją mówi Teodor Wawoczny, szkoleniowiec Grunwaldu Ruda Śląska. - Miałem szukać okazji w polu karnym, przytrafiła się tylko jedna, ale udało się ją wykorzystać i zgarnęliśmy pełną pulę - radował się po meczu dżoker w ekipie gości.
Pod szatniami:
Rafał Krzyżanowski (trener AKS-u): Mieliśmy kilka sytuacji w pierwszej połowie, ale ponownie dała o sobie znać nieskuteczność z dwóch poprzednich spotkań. Mimo niekorzystnego wyniku, potrafiliśmy się jednak podnieść. Mieliśmy trochę szczęścia, bo drużyna Grunwaldu, już prowadząc, nadal stwarzała po stałych fragmentach gry sporo zagrożenia pod naszą bramką. Cieszę się z pierwszego zwycięstwa, tym bardziej, że Grunwald jest dość solidnym zespołem jak na IV-ligę.
Teodor Wawoczny (trener Grunwaldu): Rozegraliśmy bardzo słabą pierwszą połowę. Po przerwie było już lepiej, ale sytuacje, które nie zostały wykorzystane przez Sadloka mocno się na nas zemściły. Szkoda trzech punktów, bo były w naszym zasięgu. Jest to jednak młody zespół i dobre mecze będzie przeplatał słabszymi.
Piotr Piszczek (napastnik AKS-u); Ważne, że zdobyliśmy trzy punkty, bo było nie wesoło po pierwszych dwóch meczach. Gdybyśmy strzelili coś w pierwszych 30 minutach, to mecz ułożyłby się inaczej, a tak rywal poczuł swoją szansę. Po cichu liczę na to, że ta bramka pomoże mi w wywalczeniu miejsca w pierwszym składzie.
Sebastian Kutka (pomocnik AKS-u): Piłka idealnie trafiła na moją głowę i nie pozstało mi nic innego, jak skierować ją do siatki. Gdybym wcześniej wykorzystał swoją szansę, to nie byłoby takiej dramaturgii do samego końca.
Polecane