Granie za obiecane, życiowa porażka, czyli temat długów w naszych klubach

30.08.2012
"Teraz czerpię przyjemność z tego, że gram". "To pierwszy klub, który mi regularnie płaci" - mówią piłkarze, którzy wyjechali ze Śląska. Temat długów wobec zawodników to specjalność naszych drużyn?
Rafał Górak przyznał, że przez 13 miesięcy pracy w GKS-ie Katowice dostał tylko kilka pensji. Tomasz Rzepka powiedział "dość" i postanowił zająć się własnym biznesem. Dwa nasze kluby do teraz nie mogą dokonywać transferów. Powód? Zaległości wobec zawodników...

- O Jezus Maria! Nie wiem, czy nam starczy czasu, by porozmawiać na ten temat - rozpoczyna dyskusję Krzysztof Markowski. Można go nazwać weteranem walki o swoje pieniądze. - Przejście z jednego klubu do drugiego to było jak z "deszczu pod rynnę". Jeśli w pierwszym zespole, a potem w kolejnym nie płaci się, to się wszystkiego odechciewa. To wszystko traci sens - przyznaje.

Markowski miał problemy z otrzymywaniem pieniędzy na czas w Ruchu Radzionków, GKS-ie Katowice i Odrze Wodzisław. - Największe zadłużenie? Z moich ostatnich 12 miesięcy w Odrze, 11 byłem bez wypłaty. Co jest najśmieszniejsze - pieniążki są nie do odzyskania. Klub ogłosił upadłość. Ci, którzy upomnieli się jako pierwsi, to coś odzyskali. Reszta obeszła się smakiem. Nie ma sensu zakładanie spraw. To są następne koszty. Co z tego, że człowiek będzie miał wyrok sądu, bo sprawa wygrana jest na 100 procent. Nie ma jednak szans na wyegzekwowanie tego. Nie ma z czego ściągnąć pieniędzy - rozkłada ręce zawodnik.

- W Radzionkowie też zostawiłem pieniążki i ich nie odzyskałem. Spółka ogłosiła upadłość. Z GKS-em Katowice też był problem w sądzie. Nikt nie poczuwał się do odpowiedzialności za długi. Te pieniądze jednak odzyskałem. Potem była Odra, to była moja największa życiowa porażka... - wspomina Markowski. - W ostateczności można wziąć "za dupę" PZPN, bo jeśli rozmawiamy o przypadku klubu z Wodzisławia, ktoś dał im licencję na grę - zauważa.

O długach można porozmawiać też z Sebastianem Nowakiem, byłym bramkarzem Ruchu Chorzów i Górnika Zabrze. - Dalej mam do czynienia z tym tematem - przyznaje. - Ciężko określić, przez jaki okres byłem najdłużej bez pensji. Mieliśmy płacone zaliczki, ale jakby tak uzbierać to wszystko razem, to wyszedłby rok. Nie było jednak tak, że przez 12 miesięcy nic nie dostawałem. Na przykład jedną pensję dostałem po trzech miesiącach, po kolejnych trzech dwie i tak to się zbierało. Była też taka sytuacja, że w 2011 roku miałem spłacane zaległości za 2009 rok - mówi golkiper.

Zaległości były w obu utytułowanych zespołach. - Podpisywałem porozumienia. Różnica w porównaniu była taka, że w Ruchu były one realizowane. Nie musiałem się prosić. Była to jednak zdecydowanie mniejsza kwota. Zostało to rozłożone na miesięczne raty - wyjaśnia Nowak. Przy Roosevelta było trochę problemów, o których bramkarz wspominał w rozmowie z naszym portalem.

- W Zabrzu zmieniali się prezesi. Za Tomasza Młynarczyka, jak się dogadałem, tak było. Później to się zmieniło. Po artykule na portalu SportSlaski.pl podejście się zmieniło i część zaległości mi wypłacono. Jestem po słowie z wiceprezesem Górnika, Krzysztofem Grabowskim. Mam obiecane, że jeśli jeszcze jakiś transfer wypali, to dostanę ostatnią ratę. Czekam cierpliwie i... trzymam kciuki za Prejuce'a Nakoulmę - uśmiecha się nasz rozmówca.

- W każdym śląskim klubie, w którym grałem, tak było. To przykre. W Polonii Warszawa nie miałem problemów - przyznaje Markowski. - Przed tym sezonem dostałem dwie propozycje ze śląskich zespołów. Nazw nie zdradzę, ale jeden z nich nie przystąpił do rozgrywek I ligi, a drugi dostał szansę grania. Nie chciałem jednak brnąć w tę spiralę długów i kolejnego grania za "obiecane". Teraz czerpię przyjemność z tego, że gram - mówi zawodnik Kolejarza Stróże.

- Tak naprawdę, Termalica Bruk-Bet Nieciecza to... pierwszy klub, który mi regularnie płaci. Pensja wypłacana jest co miesiąc. Na życie i bieżące wydatki mam. Szkoda, że na Śląsku są pewne problemy. Oby to się zmieniło i wyprostowało. Wykonujemy swoją pracę. Jeśli ktoś podpisuje kontrakty, to musi je realizować - kończy Nowak.
autor: Adrian Waloszczyk

Przeczytaj również