Grał w Podbeskidziu, teraz jest w IV lidze i tęskni do "wielkiej" piłki
12.09.2011
Kariera pochodzącego z Pszczyny zawodnika spowolniła, bo wydawało się, że stać go na dużo więcej niż grę w IV lidze. Jako junior Górnika Zabrze wyjechał do grającego wówczas w 1. Bundeslidze Energie Cottbus. W Niemczech nie zagrał ani jednego meczu w lidze, ale przez dwa i pół sezonu trenował z pierwszą drużyną. Po półrocznym pobycie w rezerwach zdecydował się na powrót do Polski. Do Bielska-Białej ściągnął go Marcin Brosz. Jego Podbeskidzie miało znów walczyć o awans...
Tymczasem wyniki "Górali" wołały o pomstę do nieba. Po kolejnym fatalnym meczu (1-4 z Wartą Poznań), Kanik wskoczył do pierwszego składu, jako defensywny pomocnik. Wiedział, że musi się odwdzięczyć Broszowi i... nie czekał z tym przesadnie długo. W 2. minucie spotkania z Dolcanem Ząbki, huknął do bramki, a Podbeskidzie ostatecznie wygrało 4-0. Później tak dobrze już nie było, ale zawodnik wystąpił łącznie w 19 spotkaniach I-ligowych. W podstawowym składzie wystawiał go również Robert Kasperczyk, nowy trener bielszczan.
Po sezonie jednak, kiedy z wypożyczenia wrócił Piotr Koman, a w kadrze wciąż był Łukasz Matusiak, Kanikowi zalecono, by szukał nowego klubu. Znalazł go w Czechowicach, do których najpierw był wypożyczony, a teraz jest już definitywnie zawodnikiem MRKS-u. W niedzielę na boisku na "Górce" spotkał się z dawnymi znajomymi, a jego zespół po emocjonującym meczu zremisował z drugą drużyną Podbeskidzia.

- Jesteśmy dość zadowoleni z tego wyniku. W pierwszej połowie mecz niby mieliśmy pod kontrolą, ale straciliśmy dwie głupie bramki. Wierzyliśmy jednak, że możemy to odrobić. Walczyliśmy do końca i w ostatniej minucie się udało. Uważam, że byliśmy lepszą drużyną - mówi Kanik. MRKS kontynuuje więc serię dobrych występów, choć przed sezonem mało kto się tego spodziewał. - Gramy bez żadnego ciśnienia, na totalnym spokoju i nikt nam nic nie narzuca. Kadrę mamy wąską, ale gramy to, co potrafimy i na razie wygrywamy - tłumaczy piłkarz, który w IV-ligowcu jest stoperem, co nie przeszkodziło mu zdobyć bramki w meczu z bielszczanami.
Czy w ten sposób przypomni o sobie na szczeblu centralnym? - Pewnie, że tęskno do większej piłki, ale życie tak się nie raz układa, że nie zawsze jest tak, jak chcemy. Trzeba robić swoje konsekwentnie i może kiedyś się poszczęści. Liczę, że wrócę, lecz podchodzę do tego realnie - jest tak, jak jest i nie napalam się, że nagle wszystko się odmieni - kończy Łukasz Kanik. Szkoda, by taki zawodnik długo grał na szczeblu IV ligi...
Tymczasem wyniki "Górali" wołały o pomstę do nieba. Po kolejnym fatalnym meczu (1-4 z Wartą Poznań), Kanik wskoczył do pierwszego składu, jako defensywny pomocnik. Wiedział, że musi się odwdzięczyć Broszowi i... nie czekał z tym przesadnie długo. W 2. minucie spotkania z Dolcanem Ząbki, huknął do bramki, a Podbeskidzie ostatecznie wygrało 4-0. Później tak dobrze już nie było, ale zawodnik wystąpił łącznie w 19 spotkaniach I-ligowych. W podstawowym składzie wystawiał go również Robert Kasperczyk, nowy trener bielszczan.
Po sezonie jednak, kiedy z wypożyczenia wrócił Piotr Koman, a w kadrze wciąż był Łukasz Matusiak, Kanikowi zalecono, by szukał nowego klubu. Znalazł go w Czechowicach, do których najpierw był wypożyczony, a teraz jest już definitywnie zawodnikiem MRKS-u. W niedzielę na boisku na "Górce" spotkał się z dawnymi znajomymi, a jego zespół po emocjonującym meczu zremisował z drugą drużyną Podbeskidzia.

- Jesteśmy dość zadowoleni z tego wyniku. W pierwszej połowie mecz niby mieliśmy pod kontrolą, ale straciliśmy dwie głupie bramki. Wierzyliśmy jednak, że możemy to odrobić. Walczyliśmy do końca i w ostatniej minucie się udało. Uważam, że byliśmy lepszą drużyną - mówi Kanik. MRKS kontynuuje więc serię dobrych występów, choć przed sezonem mało kto się tego spodziewał. - Gramy bez żadnego ciśnienia, na totalnym spokoju i nikt nam nic nie narzuca. Kadrę mamy wąską, ale gramy to, co potrafimy i na razie wygrywamy - tłumaczy piłkarz, który w IV-ligowcu jest stoperem, co nie przeszkodziło mu zdobyć bramki w meczu z bielszczanami.
Czy w ten sposób przypomni o sobie na szczeblu centralnym? - Pewnie, że tęskno do większej piłki, ale życie tak się nie raz układa, że nie zawsze jest tak, jak chcemy. Trzeba robić swoje konsekwentnie i może kiedyś się poszczęści. Liczę, że wrócę, lecz podchodzę do tego realnie - jest tak, jak jest i nie napalam się, że nagle wszystko się odmieni - kończy Łukasz Kanik. Szkoda, by taki zawodnik długo grał na szczeblu IV ligi...
Polecane