Grał w Odrze Wodzisław i GieKSie. Dziś jest... policjantem
18.01.2013
Krysiński odszedł z GieKSy w 2009 roku, mając 33 lata. - Zdałem sobie sprawę, że latka lecą. Nawet nie po samym sobie, ale po córce, która chodziła już wtedy do przedszkola. Nie chciałem dłużej wozić jej i żony po kraju, więc wybrałem powrót do rodzinnej Łodzi - wspomina. Ale z piłką kończyć nie zamierzał. - I tak trafiłem do Pelikana Łowicz, mojego pierwszego klubu. Historia zatoczyła koło, bo okazał się też być tym ostatnim. Plan był trochę inny, ale po spędzeniu sezonu w Łowiczu ofert nie miałem. A niższych lig wolałem uniknąć - dodaje.
Nie myślał też o trenerce. - Ostatni sezon w Katowicach i ten w Łowiczu mocno mi piłkę obrzydziły. Zabiły we mnie to, co kochałem. Wieczne przepychanki, jakieś historie wyssane z palca. Zresztą z trenerki - przynajmniej na początkowym etapie - rodziny bym nie utrzymał - zaznacza. Żona Kinga namawiała go, by spróbował w policji. Zawsze chciała być policjantką, a skoro się nie udało, to chciała mieć choć męża policjanta. Krysiński był do tego sceptycznie nastawiony. - Uważałem, że moje 34 lata to za dużo. Twierdziłem, że takiego "starucha" nie potrzebują - mówi. Ale w końcu spróbował.
- W końcu poszedłem złożyć papiery. Szczerze? Po to, by usłyszeć, że się nie nadaję, wrócić do domu i powiedzieć: "Kochanie, chciałem, ale nie wyszło. Trudno" - uśmiecha się. Przebrnął jednak kolejne etapy rekrutacji, zaczęło mu nawet zależeć i po intensywnej szkole policyjnej w Pile, trafił do łódzkiego oddziału prewencji. I to w osobliwym rejonie. Były "ełkaesiak" trafił do dzielnicy Łódź-Widzew... - Jako cywil nigdy się tam nie zapuszczałem, a tu nagle przyszło mi bywać tam codziennie. Z początku czułem się, jakbym miał napisane na czole "ełkaesiak" i przyciągał zło - nie ukrywa.
Z kibicami futbolu ma do czynienia częściej. - Weekendy pochłaniają nam zazwyczaj mecze. ŁKS, Widzew, Bełchatów. Tak jak po skończeniu z piłką brakowało mi adrenaliny, tak kiedy prowadziliśmy kibiców Widzewa na mecz z ŁKS-em znowu ją poczułem. Gdy spotykam kogoś znajomego, w pierwszym momencie z reguły mnie nie poznaje. Nikomu przez myśl nie przejdzie, że mogę być policjantem. Jak Michał Osiński usłyszał, że ktoś z radiowozu woła go po nazwisku, strach go trochę obleciał. Jest szacunek do munduru... - kończy Marcin Krysiński rozmowę z dziennikiem "Sport".
Nie myślał też o trenerce. - Ostatni sezon w Katowicach i ten w Łowiczu mocno mi piłkę obrzydziły. Zabiły we mnie to, co kochałem. Wieczne przepychanki, jakieś historie wyssane z palca. Zresztą z trenerki - przynajmniej na początkowym etapie - rodziny bym nie utrzymał - zaznacza. Żona Kinga namawiała go, by spróbował w policji. Zawsze chciała być policjantką, a skoro się nie udało, to chciała mieć choć męża policjanta. Krysiński był do tego sceptycznie nastawiony. - Uważałem, że moje 34 lata to za dużo. Twierdziłem, że takiego "starucha" nie potrzebują - mówi. Ale w końcu spróbował.
- W końcu poszedłem złożyć papiery. Szczerze? Po to, by usłyszeć, że się nie nadaję, wrócić do domu i powiedzieć: "Kochanie, chciałem, ale nie wyszło. Trudno" - uśmiecha się. Przebrnął jednak kolejne etapy rekrutacji, zaczęło mu nawet zależeć i po intensywnej szkole policyjnej w Pile, trafił do łódzkiego oddziału prewencji. I to w osobliwym rejonie. Były "ełkaesiak" trafił do dzielnicy Łódź-Widzew... - Jako cywil nigdy się tam nie zapuszczałem, a tu nagle przyszło mi bywać tam codziennie. Z początku czułem się, jakbym miał napisane na czole "ełkaesiak" i przyciągał zło - nie ukrywa.
Z kibicami futbolu ma do czynienia częściej. - Weekendy pochłaniają nam zazwyczaj mecze. ŁKS, Widzew, Bełchatów. Tak jak po skończeniu z piłką brakowało mi adrenaliny, tak kiedy prowadziliśmy kibiców Widzewa na mecz z ŁKS-em znowu ją poczułem. Gdy spotykam kogoś znajomego, w pierwszym momencie z reguły mnie nie poznaje. Nikomu przez myśl nie przejdzie, że mogę być policjantem. Jak Michał Osiński usłyszał, że ktoś z radiowozu woła go po nazwisku, strach go trochę obleciał. Jest szacunek do munduru... - kończy Marcin Krysiński rozmowę z dziennikiem "Sport".
Polecane
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku