Grał w Katowicach, teraz kpi z powołań Franciszka Smudy

15.12.2010
- Gorszy od Brzyskiego i Glika nie jestem - przekonuje Mirosław Sznaucner. Piłkarza tego dobrze pamiętają kibice GKS-u Katowice. Od kilku lat regularnie gra w silnych greckich klubach. Co z tego?
Powołania do reprezentacji nie potrafi się bowiem doczekać. - Może faksy mamy w klubie popsute? - śmieje się pomocnik PAOK-u Saloniki. Sznaucner chwali sobie grę w tym klubie. - W Lidze Europy mamy tylko punkt mniej niż Villarreal, a za nami są Dinamo Zagrzeb i Brugge. W Grecji jesteśmy w czołówce. Słabo? Znają mnie tu wszyscy, szanują i doceniają - zapewnia.

Obrońca urodzony w Będzinie wychowywał się w Katowicach. Zaczynał karierę w HKS Szopiencie, potem grał w GKS-ie Katowice oraz Iraklisie Saloniki. Dziś obserwuje z boku to, co robi Franciszek Smuda.

- Powołanie Tomka Brzyskiego to chyba żart. Czy to jest piłkarz do kadry? Drugi to Kamil Glik. Gdzie on występował? W Piaście Gliwice? Ludzie, ten klub spadł z ekstraklasy. Chłopak jedzie do Palermo, jest tam rezerwowym, a powołania dostaje. Dalej jest Darek Pietrasiak, mój rówieśnik i dobry kumpel. Też środkowy obrońca. Kiedy przyszło co do czego, zagrał na środku pomocy. Pomieszanie z poplątaniem - irytuje się w rozmowie z Polska The Times.

Jego diagnoza problemu? - Nie mam 18 lat, żeby nie wiedzieć, co w trawie piszczy. Menedżerowie znają się z trenerem, jeden czy drugi podpowie, żeby jakiegoś zawodnika sprawdzić, i tak to się kręci - uważa Sznaucner.

Przeczytaj cały wywiad z Mirosławem Sznaucnerem >
źródło: SportSlaski.pl / Polska The Times

Przeczytaj również