Gracz Rekordu po meczu z Czańcem: Nasze boisko nam nie leży!
09.09.2011
Mecz, który rozpoczynał 6. kolejkę II grupy IV ligi zapowiadał się jako hit i nie zawiódł. Beskidzkie derby przyniosły jednak powrót do tradycji. W ostatnich siedmiu latach obie ekipy mierzyły się ze sobą po raz 13. Bilans jest miażdżący na korzyść czanieckiej drużyny, która wygrała dziewięć spotkań, trzy zremisowała, a uległa tylko raz, wiosną tego roku...
- Wiosną zdarzył nam się wypadek przy pracy. Chcieliśmy wrócić na właściwe tory w meczach z Rekordem i to nam się udało. Wiedzieliśmy, że to będzie ciężki mecz i taki był, bo graliśmy z dobrą drużyną. Tyle, że my byliśmy konsekwentni w tyłach i to po raz kolejny. Mamy tylko dwie stracone bramki w tym sezonie, więc ta defensywa przynosi efekty. Oprócz tego wyprowadzamy groźne kontry, wykorzystując fakt, że z przodu mamy zawodników z potencjałem szybkościowym - tłumaczył Maciej Żak, kapitan gości.
Z kolei gospodarze, którzy ostrzeliwali bramkę Marcina Soldaka przez całą drugą połowę, byli po ostatnim gwizdku niepocieszeni. - Przeciwnik wykorzystał nasze słabości, a my nie strzelaliśmy w sytuacjach 100-procentowych - mówił Grzegorz Bogdan. - Rywale mają na nas patent, choć był taki moment, kiedy wydawało się, że ich przełamaliśmy. Teraz jednak oni znów okazali się lepsi, więc cieszą się u nas. I to najbardziej boli, że znów przegrywamy na własnym stadionie. Ewidentnie to boisko nam nie leży. Chyba wolimy grać na wyjazdach. Wtedy jest spokojniej, bez presji i napięć. Jesteśmy zupełnie inną drużyną - dodał.
Faktycznie, zespół z Cygańskiego Lasu przegrał po raz drugi w tym sezonie i obie porażki zaliczył na boisku przy Startowej. Dziś nie musiało się jednak wcale tak skończyć. - Rekord grał w piłkę, a my graliśmy... na bramki. Wyszło 2-0 i bardzo się z tego cieszymy - zakończył Żak.
- Wiosną zdarzył nam się wypadek przy pracy. Chcieliśmy wrócić na właściwe tory w meczach z Rekordem i to nam się udało. Wiedzieliśmy, że to będzie ciężki mecz i taki był, bo graliśmy z dobrą drużyną. Tyle, że my byliśmy konsekwentni w tyłach i to po raz kolejny. Mamy tylko dwie stracone bramki w tym sezonie, więc ta defensywa przynosi efekty. Oprócz tego wyprowadzamy groźne kontry, wykorzystując fakt, że z przodu mamy zawodników z potencjałem szybkościowym - tłumaczył Maciej Żak, kapitan gości.
Z kolei gospodarze, którzy ostrzeliwali bramkę Marcina Soldaka przez całą drugą połowę, byli po ostatnim gwizdku niepocieszeni. - Przeciwnik wykorzystał nasze słabości, a my nie strzelaliśmy w sytuacjach 100-procentowych - mówił Grzegorz Bogdan. - Rywale mają na nas patent, choć był taki moment, kiedy wydawało się, że ich przełamaliśmy. Teraz jednak oni znów okazali się lepsi, więc cieszą się u nas. I to najbardziej boli, że znów przegrywamy na własnym stadionie. Ewidentnie to boisko nam nie leży. Chyba wolimy grać na wyjazdach. Wtedy jest spokojniej, bez presji i napięć. Jesteśmy zupełnie inną drużyną - dodał.
Faktycznie, zespół z Cygańskiego Lasu przegrał po raz drugi w tym sezonie i obie porażki zaliczył na boisku przy Startowej. Dziś nie musiało się jednak wcale tak skończyć. - Rekord grał w piłkę, a my graliśmy... na bramki. Wyszło 2-0 i bardzo się z tego cieszymy - zakończył Żak.
Polecane