GKS Tychy - Zagłębie 5-2. "Zbyt tanio sprzedaliśmy te gole"
05.02.2010
Blisko trzy miesiące trwały przepychanki pomiędzy Zagłębiem a PZHL-em o zatwierdzenie do gry Łukasza Zachariasza oraz Martina Balcika. Sosnowiczanie zalegali z wypłatami swoim byłym graczom, przez co związek nałożył na klub zakaz transferów. Długi zostały uregulowane i pozyskani w listopadzie hokeiści mogli wyjechać na lód.
- Strasznie długo to trwało, ale w końcu się udało - cieszył się Zachariasz, który nie mógł jednak zaliczyć pojedynku do udanych. - Złapaliśmy mnóstwo niepotrzebnych kar, a z takim przeciwnikiem jak Tychy w ten sposób nie da się wygrać - zauważył napastnik, który otrzymał karę meczu.
Tych przewinień było tyle, że momentami na przymusowym odpoczynku siedziało trzech zawodników przyjezdnych. Spośród pięciu podwójnych przewag, GKS nie wykorzystał ani jednej. - Słabo wypadliśmy w tym elemencie. Musimy się poprawić, gdyż to może decydować w play-off - powiedział Tomasz Proszkiewicz, napastnik miejscowych.
Z tego faktu pocieszony był szkoleniowiec rywali. - To jedyny pozytyw tego spotkania, że mogliśmy potrenować grę w osłabieniu. Tylko to wyszło nam pozytywnie - stwierdził Milan Skokan, który pozwolił sobie na małą dygresję. - Widzisz Janku, pokazaliśmy wam, nad czym musicie pracować - żartował Słowak, który przed laty trenował opiekuna gospodarzy.
Oprócz słabszej postawy całego zespołu, jego zmartwieniem była również dyspozycja młodego bramkarza - Nowaka. - Zaufałem Bartkowi i dałem odpocząć pierwszemu golkiperowi, ale zbyt tanio sprzedaliśmy gole - martwił się Skokan. 20-latek zjechał do boksu, po tym jak puścił trzecią bramkę. Zaskoczył go wówczas "wrzutką z niebieskiej" Garbocz. Krążek skozłował przed nim podobnie jak w pojedynku obu zespołów w Sosnowcu, kiedy to Śmiełowski "przymierzył" z połowy tafli.
- Strasznie długo to trwało, ale w końcu się udało - cieszył się Zachariasz, który nie mógł jednak zaliczyć pojedynku do udanych. - Złapaliśmy mnóstwo niepotrzebnych kar, a z takim przeciwnikiem jak Tychy w ten sposób nie da się wygrać - zauważył napastnik, który otrzymał karę meczu.
Tych przewinień było tyle, że momentami na przymusowym odpoczynku siedziało trzech zawodników przyjezdnych. Spośród pięciu podwójnych przewag, GKS nie wykorzystał ani jednej. - Słabo wypadliśmy w tym elemencie. Musimy się poprawić, gdyż to może decydować w play-off - powiedział Tomasz Proszkiewicz, napastnik miejscowych.
Z tego faktu pocieszony był szkoleniowiec rywali. - To jedyny pozytyw tego spotkania, że mogliśmy potrenować grę w osłabieniu. Tylko to wyszło nam pozytywnie - stwierdził Milan Skokan, który pozwolił sobie na małą dygresję. - Widzisz Janku, pokazaliśmy wam, nad czym musicie pracować - żartował Słowak, który przed laty trenował opiekuna gospodarzy.
Oprócz słabszej postawy całego zespołu, jego zmartwieniem była również dyspozycja młodego bramkarza - Nowaka. - Zaufałem Bartkowi i dałem odpocząć pierwszemu golkiperowi, ale zbyt tanio sprzedaliśmy gole - martwił się Skokan. 20-latek zjechał do boksu, po tym jak puścił trzecią bramkę. Zaskoczył go wówczas "wrzutką z niebieskiej" Garbocz. Krążek skozłował przed nim podobnie jak w pojedynku obu zespołów w Sosnowcu, kiedy to Śmiełowski "przymierzył" z połowy tafli.
Polecane
Polska Hokej Liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku