GKS Tychy - Zagłębie 3-4 k. Po raz pierwszy polegli przy de Gaulle'a
10.11.2009
- Nawet nie wiedziałem, że wygraliśmy w Tychach jako pierwsi. Ktoś w końcu odczarował lodowisko - cieszył się Jaros po spotkaniu, które dla niektórych rozpoczęło się z opóźnieniem, bądź zakończyło przedwcześnie. Już w pierwszej tercji Sarnik został odesłany do szatni. Były zawodnik gospodarzy niebezpiecznie z tyłu przy bandzie zaatakował rywala i otrzymał karę meczu. Jego los po bójce w drugiej odsłonie podzielili Dronia i Krzak oraz kontuzjowany Garbocz. - Miałem problem z mięśniem czworogłowym - wyjaśniał środkowy miejscowych.
Na lodzie pojawił się za to Teddy Da Costa, którego po godzinie 17:00 z lotniska w Pyrzowicach odebrał prezes gości, Adam Bernat. "Polski Francuz” przebywał na zgrupowaniu kadry "Trójkolorowych”. Gdy dotarł, jego koledzy już prowadzili, mimo iż to gospodarze szybko otworzyli wynik. - Przespaliśmy pierwszą tercję - Arkadiusz Sobecki, bramkarz tyszan, tłumaczył powody straty dwóch bramek. - Chcieliśmy się zrewanżować za wcześniejszą porażkę u siebie (Zagłębie przegrało wtedy 2-5 - przyp. red.). Wówczas rywale nas ośmieszyli i musieliśmy się odgryźć - mówił za to Jaros, wyjaśniając dobrą dyspozycję swoją i kolegów. - Zabrakło jej jednak sędziom. Jeżeli jest mecz na szczycie, to powinni prezentować się równie wysoko - dodał. - Nie było to na poziomie spotkania - przytakiwał Milan Skokan, trener sosnowiczan.
GKS wykorzystując przewagi odrobił straty. - Niepotrzebnie złapaliśmy tyle kar. Byliśmy lepsi i powinniśmy zakończyć w regulaminowym czasie - żałował Jaros, że doszło do dogrywki, która nie przyniosła rozstrzygnięcia. W karnych lepsi byli goście. Paciga, Jaros i Luka wykorzystali, natomiast Sokół i Proszkiewicz pomylili się. Czym kierował się Jan Vavrecka, trener tyszan, delegując do jednej z prób Sokoła, który w tej potyczce, zgodnie z założeniami (miał odpocząć) zaliczył tylko epizod? - Zasugerowałem się głosem bramkarzy - odpowiedział trener. - Polecaliśmy Łukasza, gdyż dobrze spisuje się w pojedynkach "oko w oko" - tłumaczył Sobecki.
Na lodzie pojawił się za to Teddy Da Costa, którego po godzinie 17:00 z lotniska w Pyrzowicach odebrał prezes gości, Adam Bernat. "Polski Francuz” przebywał na zgrupowaniu kadry "Trójkolorowych”. Gdy dotarł, jego koledzy już prowadzili, mimo iż to gospodarze szybko otworzyli wynik. - Przespaliśmy pierwszą tercję - Arkadiusz Sobecki, bramkarz tyszan, tłumaczył powody straty dwóch bramek. - Chcieliśmy się zrewanżować za wcześniejszą porażkę u siebie (Zagłębie przegrało wtedy 2-5 - przyp. red.). Wówczas rywale nas ośmieszyli i musieliśmy się odgryźć - mówił za to Jaros, wyjaśniając dobrą dyspozycję swoją i kolegów. - Zabrakło jej jednak sędziom. Jeżeli jest mecz na szczycie, to powinni prezentować się równie wysoko - dodał. - Nie było to na poziomie spotkania - przytakiwał Milan Skokan, trener sosnowiczan.
GKS wykorzystując przewagi odrobił straty. - Niepotrzebnie złapaliśmy tyle kar. Byliśmy lepsi i powinniśmy zakończyć w regulaminowym czasie - żałował Jaros, że doszło do dogrywki, która nie przyniosła rozstrzygnięcia. W karnych lepsi byli goście. Paciga, Jaros i Luka wykorzystali, natomiast Sokół i Proszkiewicz pomylili się. Czym kierował się Jan Vavrecka, trener tyszan, delegując do jednej z prób Sokoła, który w tej potyczce, zgodnie z założeniami (miał odpocząć) zaliczył tylko epizod? - Zasugerowałem się głosem bramkarzy - odpowiedział trener. - Polecaliśmy Łukasza, gdyż dobrze spisuje się w pojedynkach "oko w oko" - tłumaczył Sobecki.
Polecane
Polska Hokej Liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku