GKS Tychy - Cracovia 3-2. Ciekawe widowisko
Podopieczni Jiriego Sejby w dotychczasowych spotkaniach mieli problemy z dobrym wejściem w mecz. W czterech spotkaniach jako pierwsi tracili bramkę, wszystkie rozstrzygali jednak na swoją korzyść. Tylko w meczu z Ciarko Sanok otworzyli wynik, wówczas przegrali.
W dzisiejszej potyczce tyszanie po raz drugi w sezonie cieszyli się z prowadzenia przed rywalami. W 10. minucie wykorzystali grę w przewadze, po akcji Michała Kotlorza krążek z najbliższej odległości w bramce umieścił Kacper Guzik. Gdy wydawało się, że pierwsza tercja zakończy się skromnym prowadzeniem GKS-u, na indywidualną akcję zdecydował się Marek Kalus, doprowadził do wyrównania.
Początek drugiej części meczu był wyrównany, do głosu dochodzili raz jedni, raz drudzy. Mniej więcej po upływie 30 minuty zarysowała się przewaga gospodarzy. Rafał Radziszewski kilka razy wykazał się bramkarskim kunsztem. Obronił strzały Marcina Kolusza, Adriana Parzyszka i Jakuba Ferensa. Z uderzeniem Josefa Vitka, który przed szansą na gola stanął po podaniu Mikołaja Łopuskiego, nie poradził sobie.
Ostatni etap rywalizacji rozpoczął się od naporu Cracovii, Stefan Zigardy trzykrotnie ratował swój zespół przed utratą bramki. Reakcja tyszan na ataki gości była, reakcją najlepszą z możliwych. Indywidualną szarżę celnym uderzeniem zwieńczył Maxim Kartoshin. W 55. minucie krakowianie złapali kontakt, na listę strzelców wpisał się Petr Dvorak. Na więcej przyjezdnych nie było stać, emocji w końcówce jednak nie brakowało.