"Gdybyśmy strzelili, pewnie wygralibyśmy ten mecz 6-1"
12.08.2012
Choć BKS Stal Bielsko-Biała zajął w zeszłym sezonie niższe miejsce w tabeli od swojego wczorajszego rywala, nikt nawet nie próbował mówić, że remis z Leśnicą jest sukcesem. - Było blisko, żeby tym razem ich pokonać. Mieliśmy sytuacje, których nie wykorzystaliśmy i stąd ten remis. W drugiej połowie LZS nie stworzył żadnej sytuacji - zwracał uwagę Damian Zdolski. Wtórowali mu inni. - W drugiej połowie bramka rywali była zaczarowana - powiedział bramkarz Paweł Góra.
Tuż po zakończeniu spotkania, trener Jan Furlepa nie czekał na nikogo, tylko wściekły zszedł od razu do szatni. Gdy dotarli do niego zawodnicy, zamknął drzwi i... rozpoczął tyradę. Szkoleniowiec był na swoich zawodników wściekły. - O co chodziło? Głównie o ten brak skuteczności. Było kilka sytuacji i wystarczyło tylko jedną wykorzystać. Widzieliśmy, jak padła bramka dla nas i jak reagował bramkarz, gdy piłka leciała w jego stronę. Był bardzo nerwowy. Gdybyśmy trafili raz, pewnie skończyłoby się 5-1 albo 6-1... Ciężko określić, czego nam zabrakło pod bramką? Może ten stres związany z debiutem powodował, że nasi młodzi zawodnicy pudłowali? Albo mieli w głowach, że znowu zremisujemy? - zastanawiał się Piotr Czak, asystent Furlepy.
Symptomatyczne, że drugi trener Stali użył słowa "znowu", choć przecież była to dopiero... pierwsza kolejka. W Bielsku-Białej wszyscy jednak wspominają koszmar remisów z poprzedniego sezonu. - Oby te remisy nie wróciły. Mam nadzieję, że to nasz ostatni remis na tym stadionie w rundzie jesiennej - przyznał Góra. - Trudno powiedzieć, czy to ten sam problem, co w poprzednich rozgrywkach. Sytuacji mieliśmy przecież mnóstwo. W grze też było widać postęp, nie było bronienia wyniku, trener dokonywał ofensywnych zmian, w końcówce graliśmy na trzech obrońców. Myślę, że w kolejnych spotkaniach będzie to odzwierciedlone także w rezultacie meczu - wyraził nadzieję Czak.
Na pewno byłoby o to łatwiej, gdyby bielszczanie mieli w sytuacjach podbramkowych tyle szczęścia, ile miał w 33. minucie Damian Zdolski? - Nie da się ukryć, że to był bardzo szczęśliwy gol. Dostałem od "Antka" (Łukasz Antczak - przyp. M.T) prostopadłą piłkę, "nawinąłem" gościa do środka i mierzyłem po długim słupku. Niezbyt mi to "siadło", więc piłka poleciała w sam środek. A że bramkarz przepuścił? Gdyby nie było strzałów, to by nie było goli! - powiedział zawodnik, który w drugiej połowie nietypowo dla siebie wystąpił na lewej obronie. - Miałem już kiedyś styczność z tą pozycją, więc nie było to dla mnie problemem - zakończył.
Tuż po zakończeniu spotkania, trener Jan Furlepa nie czekał na nikogo, tylko wściekły zszedł od razu do szatni. Gdy dotarli do niego zawodnicy, zamknął drzwi i... rozpoczął tyradę. Szkoleniowiec był na swoich zawodników wściekły. - O co chodziło? Głównie o ten brak skuteczności. Było kilka sytuacji i wystarczyło tylko jedną wykorzystać. Widzieliśmy, jak padła bramka dla nas i jak reagował bramkarz, gdy piłka leciała w jego stronę. Był bardzo nerwowy. Gdybyśmy trafili raz, pewnie skończyłoby się 5-1 albo 6-1... Ciężko określić, czego nam zabrakło pod bramką? Może ten stres związany z debiutem powodował, że nasi młodzi zawodnicy pudłowali? Albo mieli w głowach, że znowu zremisujemy? - zastanawiał się Piotr Czak, asystent Furlepy.
Symptomatyczne, że drugi trener Stali użył słowa "znowu", choć przecież była to dopiero... pierwsza kolejka. W Bielsku-Białej wszyscy jednak wspominają koszmar remisów z poprzedniego sezonu. - Oby te remisy nie wróciły. Mam nadzieję, że to nasz ostatni remis na tym stadionie w rundzie jesiennej - przyznał Góra. - Trudno powiedzieć, czy to ten sam problem, co w poprzednich rozgrywkach. Sytuacji mieliśmy przecież mnóstwo. W grze też było widać postęp, nie było bronienia wyniku, trener dokonywał ofensywnych zmian, w końcówce graliśmy na trzech obrońców. Myślę, że w kolejnych spotkaniach będzie to odzwierciedlone także w rezultacie meczu - wyraził nadzieję Czak.
Na pewno byłoby o to łatwiej, gdyby bielszczanie mieli w sytuacjach podbramkowych tyle szczęścia, ile miał w 33. minucie Damian Zdolski? - Nie da się ukryć, że to był bardzo szczęśliwy gol. Dostałem od "Antka" (Łukasz Antczak - przyp. M.T) prostopadłą piłkę, "nawinąłem" gościa do środka i mierzyłem po długim słupku. Niezbyt mi to "siadło", więc piłka poleciała w sam środek. A że bramkarz przepuścił? Gdyby nie było strzałów, to by nie było goli! - powiedział zawodnik, który w drugiej połowie nietypowo dla siebie wystąpił na lewej obronie. - Miałem już kiedyś styczność z tą pozycją, więc nie było to dla mnie problemem - zakończył.
Polecane