"Gdyby ktoś mi powiedział, że to przegramy, nie uwierzyłbym"

01.05.2013
Jan Furlepa po raz pierwszy - jako trener BKS-u Stal Bielsko-Biała - przegrał mecz przy Rychlińskiego. - Kiedyś ten moment musiał nadejść, ale że akurat dziś? - dziwił się doświadczony szkoleniowiec.
Bialanie dali się pobić Przyszłości Rogów, choć pierwsza połowa kompletnie na to nie wskazywała. - Do dzisiaj w Bielsku-Białej nie przegrałem, takie są fakty. Trzeba było się spodziewać, że kiedyś ten moment nadejdzie, ale... nie w tym meczu. Naprawdę, gdyby ktoś mi powiedział, że to spotkanie przegramy, to bym nie uwierzył. Szkoda, że przegraliśmy z Przyszłością, która też walczy o awans. Mieliśmy przewagę, ale można się było spodziewać, że oni przyjadą tutaj nastawieni na kontry i stałe fragmenty gry. Tak też się stało. Szkoda, bo uważam, że z pięciu sytuacji bramkowych, przynajmniej jedna powinna była być zamieniona na gola. Jak nie da się meczu wygrać, to trzeba go chociaż zremisować, a nam się nawet to nie udało. W końcówce wpuściłem juniora (Michał Warchał - przyp. MT), licząc, że jemu uda się wepchnąć tę piłkę do bramki, ale tak się nie stało - rozkładał ręce Furlepa.

Do swojego zespołu nie ma jednak wielkich pretensji. - Trzeba pochwalić zespół za walkę i ambicję. Musimy wyciągnąć z tego wnioski. Nie udało się wygrać, więc teraz trzeba to odbić w kolejnych meczach. Mieliśmy trzy spotkania w tygodniu, dziś przegraliśmy, ale gramy dalej - podkreślił.

Kluczowe dla wyniku tego spotkania było pierwsze 15 minut drugiej połowy, gdy rogowianie totalnie zdominowali gospodarzy i zdobyli jedyną bramkę. - Nie mogliśmy sobie poradzić z szybkim pomocnikiem Benauerem, po prawej stronie. Trochę się rozciągnęliśmy na placu, przeciwnik to wykorzystał. Wiedzieliśmy, kto ma kryć Pontusa, ale wygrał pojedynek z naszym zawodnikiem i strzelił bramkę - zakończył Jan Furlepa.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również