Gdy widzi w telewizji prezesa PZPN-u… przełącza kanał

15.05.2009
- Na co liczyliśmy na Śląsku? Że dadzą nam Euro za historię, tradycję, za to, że wygraliśmy tutaj kilka międzypaństwowych meczów? - mówi Radosław Gilewicz oburzony decyzją UEFA.
Radosław Gilewicz nie ukrywa swojego rozgoryczenia po tym, gdy władze UEFA zrezygnowały ze Stadionu Śląskiego jako areny Euro 2012. - Od pierwszego dnia konkurencji wiedzieliśmy, że jesteśmy tylko rezerwowym teamem. Można się było spodziewać, że na tym miejscu zostaniemy. Gdy jednak ogłoszono werdykt, ogarnęło mnie spore rozczarowanie. Byłem wściekły jako Ślązak, bo z Krakowem mieliśmy jako jedyni w Polsce nie wirtualne, a gotowe stadiony. Czułem przez skórę, że nie dano nam najmniejszych szans - mówi Gilewicz.

- Z upływem czasu górę brała refleksja, że do UEFA nie możemy mieć większych pretensji. Bo tak naprawdę na co liczyliśmy na Śląsku? Że dadzą nam Euro za historię, tradycję, za to, że wygraliśmy tutaj kilka międzypaństwowych meczów? To śmieszne. A kto miał się o to starać? Nie mamy na Śląsku tego kalibru polityków, jak Schetyna czy Tusk. Ba, w tym regionie nie ma ani jednego polityka europejskiej klasy. Liczyłem na autorytety trenera Piechniczka czy Bugdoła. Tylko że oni zamiast walczyć przed, wiedzą, co mówić po porażce. Oni pokazali nam, że Śląsk nie ma siły przebicia - dodaje były reprezentant Polski.

Gilewicz uważa, że mogliśmy - zgodnie z wolą Zbigniewa Bońka - walczyć siłą oferty sześciu stadionów. - Tymczasem Michel Platini powiedział, że Grzegorz Lato zaproponował cztery polskie miasta. Jeśli tak było, to jest to dla mnie kolejny skandal! To nieprawdopodobne, ale Lato został wybrany na prezesa PZPN-u głosami Śląska. Związek kompletnie nam nie pomógł, jak również nie pomógł Stadionowi Śląskiemu. Przyznam szczerze - nie po drodze mi z tym ludźmi. Jak widzę Grzegorza Latę w telewizji, to przełączam kanał - kończy były piłkarz.
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również