Furtok odpowiada: Chyba że byłem niewygodny dla "warszafki"

02.03.2010
Nie będzie już pełnił funkcji dyrektora reprezentacji. Jan Furtok został mocno skrytykowany przez media po zgrupowaniu w Tajlandii. Ostatecznie w ubiegłym tygodniu doszło do jego rozstania z kadrą.
- Przyznam szczerze, że zgadzając się na pracę z reprezentacją miałem mgliste pojęcie o czekających mnie obowiązkach - przyznaje Furtok, który za główny problem, aby swobodnie radzić sobie na nowym stanowisku, wskazał słabą znajomość języka angielskiego. Znacznie lepiej radzi sobie z niemieckim.

Niemniej były zawodnik, trener i prezes GKS-u Katowice był mocno zaskoczony medialnym ostrzałem, jaki został w niego skierowany. - To było smutne i śmeiszne zarazem, co wypisywano na mój temat. Że spóźniłem się na kolację, że nie wiedziałem, ilu piłkarzy jest w autokarze, że rozpłakałem się w hotelu nie mogąc sobie poradzić. A ja nie pamiętam, kiedy ostatnio płakałem! I po co komu ta nagonka na mnie? - pyta Furtok i nabiera podejrzeń. - No chyba, że chodziło o to, że gość ze Śląska był niewygodny dla "warszafki", zajmował komuś miejsce, więc trzeba było mu przyłożyć - dodaje na łamach "Sportu".
źródło: SportSlaski.pl / SPORT

Przeczytaj również