FELIETON: Zmiany, zmiany… i nic się nie zmienia
11.07.2014
Wtedy też na dwa miesiące przed ligą więcej było niewiadomych niż spraw jasnych i klarownych. Wtedy też na czele związku stał prezes, którego chciały pozbyć się kluby, trwała wojna o statut, zjazd wyborczy i ligę zawodową, a nad głowami wszystkich wisiała groźba lokautu. Wygląda więc na to, że znowu zrobiliśmy jeden krok do przodu, a potem zaraz dwa wstecz.
A wszystko było już na dobrej drodze. Prezes Chwałka przejął obowiązki sternika – podobno tymczasowo - i zajął się wyprowadzaniem spraw związku na prostą. Minister sportu aktywnie wspierał działania porządkowe, liga - po trudach i znojach ostatecznie zawodowa - była naprawdę interesująca, no i wreszcie reprezentacja grała, jak z nut. Więc co się znowu popsuło?
Okazuje się, że prezes Chwałka wcale nie jest taki tymczasowy i choć mówi, że w każdej chwili może ustąpić, to nie ustępuje. Zjazdu wyborczego, jak nie było tak nie ma. Podobno statut nie pozwala. Pachnie mi tu strasznie poprzednim prezesem…
I nie mam tu na myśli konkretnie osoby nowego prezesa, ale sytuację. Znowu sternik związku staje ością w gardle działaczom, znowu zamiast szanowanym szefem jest wrogiem numer jeden. Ale tak być musi, bo inaczej nie pozwala statut.
Szczerze mówiąc od miesięcy dostaję dreszczy na dźwięk słowa „statut”. Prawo, przepisy i uchwały to nie moja dziedzina i często muszę coś przeczytać kilka razy, żeby zrozumieć. Nie rozumiem jednak, jak to możliwe, że tzw. opozycja (zapachniało polityką) domaga się czegoś, co jest podobno niezgodne ze statutem, który sami przecież stworzyli (a przynajmniej się na niego zgodzili). Nowy statut, który taki zjazd dopuszcza, nie został zarejestrowany i żadnych władz nie można wybierać, bo potem może się np. okazać, że prezesów jest dwóch. Gdy o tym pomyślę, pierwsze co przychodzi mi do głowy, to: „Ratunku!”
Działacze klubowi nie chcą Chwałki na stanowisku prezesa. Chcą Czerkawskiego. Czerkawski podobno chce, Chwałka podobno nie jest przyspawany do stołka. Wydaje się więc, że to wszystko jest bardzo proste. Albo prawie proste, bo przecież statut… Tak sobie jednak myślę… kiedy ostatnio prezes PZHL-u nie odchodził w atmosferze powszechnej nienawiści? Hajduga, Ingielewicz, Hałasik… A przecież sami ich wybrali. Każdy z nich miał być zbawcą polskiego hokeja, w każdym pokładano nadzieję.
Pisałam już kiedyś, że nie możemy sobie pozwolić na zmarnowanie potencjału Mariusza Czerkawskiego. Że powinno się go wykorzystać w najlepszy z możliwych sposobów i że jest być może jedyną obecnie szansą na zjednoczenie zwaśnionego środowiska. Ale jeśli ma zostać wybrany na prezesa, jeśli tego właśnie chce rzeczone środowisko, powinno się to stać w świetle prawa, zgodnie z tymi wszystkimi uchwałami, statutami i całą resztą. I najpierw z tym wszystkim trzeba się uporać.
Był taki moment, kilka miesięcy temu, gdy myślałam, że w polskim hokeju wszyscy zmierzają w jednym, dobrym kierunku. Że w trudnym momencie jednoczą się, by wyprowadzić dyscyplinę na prostą. Radość trwała krótko. Opadł kurz po sukcesie na mistrzostwach i wróciły stare dramaty. Problemy z ligą, przepychanki między działaczami, bankrutujące kluby. Związek dramatycznie zadłużony i wciąż bez sponsora, reprezentacja bez trenera, kluby bez licencji. Światełko w tunelu wciąż bardzo odległe. Jeden krok w przód, dwa (a może pięć) w tył…
Olga Rybicka
Reporterka sportowa
TVP Katowice
A wszystko było już na dobrej drodze. Prezes Chwałka przejął obowiązki sternika – podobno tymczasowo - i zajął się wyprowadzaniem spraw związku na prostą. Minister sportu aktywnie wspierał działania porządkowe, liga - po trudach i znojach ostatecznie zawodowa - była naprawdę interesująca, no i wreszcie reprezentacja grała, jak z nut. Więc co się znowu popsuło?
Okazuje się, że prezes Chwałka wcale nie jest taki tymczasowy i choć mówi, że w każdej chwili może ustąpić, to nie ustępuje. Zjazdu wyborczego, jak nie było tak nie ma. Podobno statut nie pozwala. Pachnie mi tu strasznie poprzednim prezesem…
I nie mam tu na myśli konkretnie osoby nowego prezesa, ale sytuację. Znowu sternik związku staje ością w gardle działaczom, znowu zamiast szanowanym szefem jest wrogiem numer jeden. Ale tak być musi, bo inaczej nie pozwala statut.
Szczerze mówiąc od miesięcy dostaję dreszczy na dźwięk słowa „statut”. Prawo, przepisy i uchwały to nie moja dziedzina i często muszę coś przeczytać kilka razy, żeby zrozumieć. Nie rozumiem jednak, jak to możliwe, że tzw. opozycja (zapachniało polityką) domaga się czegoś, co jest podobno niezgodne ze statutem, który sami przecież stworzyli (a przynajmniej się na niego zgodzili). Nowy statut, który taki zjazd dopuszcza, nie został zarejestrowany i żadnych władz nie można wybierać, bo potem może się np. okazać, że prezesów jest dwóch. Gdy o tym pomyślę, pierwsze co przychodzi mi do głowy, to: „Ratunku!”
Działacze klubowi nie chcą Chwałki na stanowisku prezesa. Chcą Czerkawskiego. Czerkawski podobno chce, Chwałka podobno nie jest przyspawany do stołka. Wydaje się więc, że to wszystko jest bardzo proste. Albo prawie proste, bo przecież statut… Tak sobie jednak myślę… kiedy ostatnio prezes PZHL-u nie odchodził w atmosferze powszechnej nienawiści? Hajduga, Ingielewicz, Hałasik… A przecież sami ich wybrali. Każdy z nich miał być zbawcą polskiego hokeja, w każdym pokładano nadzieję.
Pisałam już kiedyś, że nie możemy sobie pozwolić na zmarnowanie potencjału Mariusza Czerkawskiego. Że powinno się go wykorzystać w najlepszy z możliwych sposobów i że jest być może jedyną obecnie szansą na zjednoczenie zwaśnionego środowiska. Ale jeśli ma zostać wybrany na prezesa, jeśli tego właśnie chce rzeczone środowisko, powinno się to stać w świetle prawa, zgodnie z tymi wszystkimi uchwałami, statutami i całą resztą. I najpierw z tym wszystkim trzeba się uporać.
Był taki moment, kilka miesięcy temu, gdy myślałam, że w polskim hokeju wszyscy zmierzają w jednym, dobrym kierunku. Że w trudnym momencie jednoczą się, by wyprowadzić dyscyplinę na prostą. Radość trwała krótko. Opadł kurz po sukcesie na mistrzostwach i wróciły stare dramaty. Problemy z ligą, przepychanki między działaczami, bankrutujące kluby. Związek dramatycznie zadłużony i wciąż bez sponsora, reprezentacja bez trenera, kluby bez licencji. Światełko w tunelu wciąż bardzo odległe. Jeden krok w przód, dwa (a może pięć) w tył…
Olga Rybicka
Reporterka sportowa
TVP Katowice
Polecane