FELIETON: Niby coś się zmienia, ale nie tak bardzo…
15.08.2014
Czas akcji: środa, godzina 19.00. Miejsce akcji: stadion przy Bukowej w Katowicach. Bohaterowie: piłkarze pierwszoligowego beniaminka Chrobrego Głogów, którzy do rozgrywek pucharowych podeszli poważnie i choć byli drużyną zdecydowanie słabszą od drugiego garnituru GieKSy, to ZASŁUŻENIE awansowali do kolejnej rundy. W nagrodę ich następnym rywalem będzie ekstraklasowa Jagiellonia Białystok.
GKS został słusznie skarcony za minimalizm i lekceważenie. Nie rywala, bo tak naprawdę mało istotne było, z kim akurat grali, ale turnieju. Jedynego, który dałby katowiczanom w najbliższym czasie możliwość zmierzenia się z drużyną z ekstraklasy, bo w to, że GieKSa wywalczy w tym sezonie awans, jakoś trudno mi uwierzyć.
Nie jestem w stanie zliczyć, ile razy w przedsezonowych wywiadach słyszałam od trenerów naszych zespołów, że mecze wstępnych rund PP traktują tylko jak jeden z etapów przygotowań, że priorytetowo traktują rozgrywki ligowe. Z jednej strony – trudno z tym polemizować. To liga jest najważniejsza, to ona daje zarobek zawodnikom i sztabom szkoleniowym. To w lidze toczy się walka o utrzymanie czy o awans, o to, by za rok zagrać szczebel wyżej. Z drugiej… wstępne rundy pucharowe to raptem jeden, dwa mecze na samym początku sezonu. Drugoligowcom trzy zwycięstwa dają szansę na spotkanie z zespołem z ekstraklasy. Wątpię, żeby Rozwój żałował, że w zeszłym roku zaczął sezon od lania w Kluczborku, skoro dwa tygodnie później na Zgody przyjechała warszawska Legia i o drugoligowcu głośno było w całej Polsce. Chociaż patrząc na to, jaki skład trener Brehmer wystawił w meczu z GKS-m Tychy, kończącym pucharową przygodę drugiego katowickiego klubu, być może nie mam racji.
Prezes Boniek robi, co może, by rozgrywkom pucharowym przywrócić dawną świetność. Więc jest odpowiednia oprawa, transmisje telewizyjne, losowanie w blasku fleszy (szkoda tylko, że nie można go było obejrzeć w przekazie na żywo, skoro już zostało z takim rozmachem zorganizowane – ktoś znalazł transmisję?). Wreszcie jest przecież wspaniała nagroda dla zwycięzcy – miejsce w eliminacjach Ligi Europy. I to ciągle za mało. Ciągle dla wielu drużyn to tylko coś pomiędzy kolejną jednostką treningową a niechcianym sparingiem. Szkoda.
Oczywiście urok pucharowych rozgrywek w dużej mierze polega na niespodziankach. W pierwszych rundach decyduje przecież tylko jeden mecz i to na boisku słabszego teoretycznie zespołu. Często więc wśród ligowych mocarzy zaplącze się jakiś „kopciuszek” z Bytowa, Sanoka czy ostatnio Rzeszowa. Nie zawsze dlatego, że rywal ich zlekceważył i wystawił rezerwowy skład. A mecz z Legią, Lechem czy innym ekstraklasowym mocarzem to zawsze święto. Powód do dumy i zysk marketingowy, którego nie da się przeliczyć na pieniądze. Rok po słynnym na cały kraj pucharowym starciu z Wisłą Kraków Bytovia awansowała do drugiej ligi, a teraz gra już na zapleczu ekstraklasy. Kto wie, czy to właśnie nie zamieszanie wokół mało wtedy jeszcze znanego klubiku skłoniło tytularnego sponsora do zaangażowania większych środków.
Znajomy, z którym oglądałam środowy mecz na Bukowej, marzył o wylosowaniu w kolejnej rundzie Ruchu Chorzów. A mnie się marzy, żeby nasze drużyny traktowały te rozgrywki poważnie. Żebym już nigdy nie żałowała, że w wolnym czasie poszłam na stadion zamiast na przykład na zakupy…
Olga Rybicka
Reporterka sportowa
TVP Katowice
GKS został słusznie skarcony za minimalizm i lekceważenie. Nie rywala, bo tak naprawdę mało istotne było, z kim akurat grali, ale turnieju. Jedynego, który dałby katowiczanom w najbliższym czasie możliwość zmierzenia się z drużyną z ekstraklasy, bo w to, że GieKSa wywalczy w tym sezonie awans, jakoś trudno mi uwierzyć.
Nie jestem w stanie zliczyć, ile razy w przedsezonowych wywiadach słyszałam od trenerów naszych zespołów, że mecze wstępnych rund PP traktują tylko jak jeden z etapów przygotowań, że priorytetowo traktują rozgrywki ligowe. Z jednej strony – trudno z tym polemizować. To liga jest najważniejsza, to ona daje zarobek zawodnikom i sztabom szkoleniowym. To w lidze toczy się walka o utrzymanie czy o awans, o to, by za rok zagrać szczebel wyżej. Z drugiej… wstępne rundy pucharowe to raptem jeden, dwa mecze na samym początku sezonu. Drugoligowcom trzy zwycięstwa dają szansę na spotkanie z zespołem z ekstraklasy. Wątpię, żeby Rozwój żałował, że w zeszłym roku zaczął sezon od lania w Kluczborku, skoro dwa tygodnie później na Zgody przyjechała warszawska Legia i o drugoligowcu głośno było w całej Polsce. Chociaż patrząc na to, jaki skład trener Brehmer wystawił w meczu z GKS-m Tychy, kończącym pucharową przygodę drugiego katowickiego klubu, być może nie mam racji.
Prezes Boniek robi, co może, by rozgrywkom pucharowym przywrócić dawną świetność. Więc jest odpowiednia oprawa, transmisje telewizyjne, losowanie w blasku fleszy (szkoda tylko, że nie można go było obejrzeć w przekazie na żywo, skoro już zostało z takim rozmachem zorganizowane – ktoś znalazł transmisję?). Wreszcie jest przecież wspaniała nagroda dla zwycięzcy – miejsce w eliminacjach Ligi Europy. I to ciągle za mało. Ciągle dla wielu drużyn to tylko coś pomiędzy kolejną jednostką treningową a niechcianym sparingiem. Szkoda.
Oczywiście urok pucharowych rozgrywek w dużej mierze polega na niespodziankach. W pierwszych rundach decyduje przecież tylko jeden mecz i to na boisku słabszego teoretycznie zespołu. Często więc wśród ligowych mocarzy zaplącze się jakiś „kopciuszek” z Bytowa, Sanoka czy ostatnio Rzeszowa. Nie zawsze dlatego, że rywal ich zlekceważył i wystawił rezerwowy skład. A mecz z Legią, Lechem czy innym ekstraklasowym mocarzem to zawsze święto. Powód do dumy i zysk marketingowy, którego nie da się przeliczyć na pieniądze. Rok po słynnym na cały kraj pucharowym starciu z Wisłą Kraków Bytovia awansowała do drugiej ligi, a teraz gra już na zapleczu ekstraklasy. Kto wie, czy to właśnie nie zamieszanie wokół mało wtedy jeszcze znanego klubiku skłoniło tytularnego sponsora do zaangażowania większych środków.
Znajomy, z którym oglądałam środowy mecz na Bukowej, marzył o wylosowaniu w kolejnej rundzie Ruchu Chorzów. A mnie się marzy, żeby nasze drużyny traktowały te rozgrywki poważnie. Żebym już nigdy nie żałowała, że w wolnym czasie poszłam na stadion zamiast na przykład na zakupy…
Olga Rybicka
Reporterka sportowa
TVP Katowice
Polecane