FELIETON: Jacek Trzeciak znów w Polonii? Takich ludzi już nie ma...

04.07.2014
Polonia Bytom przed kilkoma tygodniami spadła do trzeciej ligi. To było nieuniknione - od miesięcy klub z Olimpijskiej nieubłaganie dryfował w tym kierunku, organizacyjnie był tam już od dawna - w tym sezonie dopełniono po prostu formalności na boisku.
Być może dobrze się stało, bo od czasu spadku z ekstraklasy było tylko gorzej i gorzej i choć niewiele brakowało, by bytomianie uratowali miejsce na szczeblu centralnym, to szczęśliwie Komisja Odwoławcza nie miała litości. Dlaczego szczęśliwie? Bo gdyby nie spadek w trzecioligowe odmęty, Polonia pewnie przez kolejne sezony dryfowałaby na krawędzi. A tak nie ma siły - w Bytomiu muszą wprowadzić nowe porządki. Odważniej postawić na młodych, postarać się o stabilne podstawy i powolutku odbudować klub, mocniejszy niż przedtem. I tym właśnie miałby zająć się Jacek Trzeciak.

Trzeciak - ikona Polonii. Dziś mało kto już pewnie pamięta, że przy Olimpijskiej pojawił się dziesięć lat temu, że nie wyrósł wcale w duchu klubu. Że przyszedł tu i po prostu Polonię pokochał. Miłością prawdziwą, ale często gorzką. Czasem nieodwzajemnioną. Jak w minionym sezonie, gdy po słabszym początku rozgrywek zwolniono go prawie z dnia na dzień, choć murem stanęli za nim kibice i piłkarze. Jego następcy niczego specjalnego w Bytomiu nie zwojowali. W przeciwieństwie do Trzeciaka, który po zwolnieniu świetnie sobie radzi pracując dla Urzędu Miasta (pełni funkcję koordynatora ds. młodzieży, zajmuje się tworzeniem Szkoły Mistrzostwa Sportowego) i tę pracę niezwykle sobie ceni. Gdyby tylko nie ta Polonia… Bo właśnie teraz Polonia chce go z powrotem.

Mój redakcyjny kolega przed kilkoma dniami przygotowując materiał o tym ewentualnym powrocie zapytał trenera Trzeciaka wprost: „Po co Ci to?”. Nie potrafił udzielić prostej odpowiedzi. Bo, jak w kliku zdaniach zawrzeć tę miłość do klubu, o której mówi od lat? Miłość, którą pokazuje na każdym kroku? Jak teraz, gdy mając dobrą, interesującą pracę nie potrafi odmówić Polonii, która znów potrzebuje jego pomocy.

Z jednej strony - miłość, z drugiej - być może również ciekawe wyzwanie: budowa nowej Polonii. Od podstaw, bo jak sam mówi - tak nisko klub z Olimpijskiej nie upadł nigdy i nie chodzi tu jedynie o klasę rozgrywkową. Dla człowieka, który tak mocno związał swoje życie z Polonią, to może być nie lada pokusa - uczestniczyć w odbudowie tego, co kocha. Jak się jej oprzeć?

Wciąż się jednak waha. Bój między sercem a rozumem na razie wygrywa rozum. Bo w Bytomiu ważne kontrakty ma może dwóch zawodników, a chętni do gry w Polonii nie pchają się drzwiami i oknami. Żeby budować trzeba mieć materiał, a o ten przy Olimpijskiej naprawdę trudno.

Trener Trzeciak mówi o „potrzebie zrobienia czegoś” dla Polonii, nie jest jednak cudotwórcą. Ma chęci i entuzjazm, ale żeby wynikło z tego coś dobrego, musi mieć warunki do pracy i przede wszystkim z kim pracować. Swoją drogą sytuacja przy Olimpijskiej musi być naprawdę kiepska - inaczej pewnie by się nie zastanawiał. I myślę sobie, że to najgorsze, co mogłoby Polonię spotkać, bo w trudnych chwilach klubom potrzebni są ludzie gotowi zrobić coś z miłości. Dziś takich ludzi jest coraz mniej. A klubów potrzebujących Trzeciaków coraz więcej.


Olga Rybicka
Reporterka sportowa
TVP Katowice

źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również