FELIETON: Gdzieś w równoległym świecie… Kraków Arena odlatuje, jak Spodek

19.09.2014
Po tym, jak polscy siatkarze wygrali „grupę śmierci” i zdołali wywalczyć awans do strefy medalowej, pomyślałam sobie, że wszystko jest możliwe. Że skoro na przekór losowaniu, kiepskim sędziom, zakodowanym mistrzostwom chłopcy Antigi zagrają w Katowicach, to być może któregoś dnia (konkretnie w kwietniu przyszłego roku) podobne emocje będą towarzyszyć w Krakowie naszym hokeistom.
Tak, wiem, chyba zwariowałam porównując dyscyplinę, na punkcie której Polska oszalała już kilkanaście lat temu i w której od dawna odnosimy sukcesy, do uważanego za niszowy i poważanego tylko przez wąskie grono entuzjastów sportu, w którym na arenie światowej niewiele znaczymy. A co tam, marzyć przecież wolno…

Bo żeby w Polsce być hokeistą, trzeba być trochę i marzycielem i wariatem. Przygoda zaczyna się w dzieciństwie: pierwsze łyżwy, pierwsze treningi. Rodzice wykładają spore sumy, wożą do klubu, opłacają obozy… Jeśli jesteś dobry, trafisz najpierw do SMS-u, a potem do którejś z ligowych drużyn. Jeśli jesteś dobry, będzie to ktoś z finansowego topu: Sanok, Tychy, Jastrzębie, może Cracovia… Tam powinieneś zarobić na w miarę godne życie. Jeśli masz mniej szczęścia, wylądujesz w jednym z tych biedniejszych klubów, lub – nie daj Boże – w takim, w którym pieniądze zarabiasz tylko na papierze. Jeden słaby rok, drugi, trzeci – masz szczęście, jeśli nie musisz pożyczać pieniędzy, żeby przeżyć. Szukasz sobie pracy, z której utrzymujesz siebie i rodzinę, w hokeja grasz już tylko dla przyjemności, coraz rzadziej, w końcu przestajesz. Koniec przygody.

Na grze w reprezentacji też się nie dorobisz. Dopiero od kilku lat za pobyt na zgrupowaniu hokeiści dostają w miarę przyzwoite pieniądze (ale np. premii za kwietniowy awans jeszcze nie dostali), ale spotkań jest sporo, zawsze istnieje ryzyko złapania kontuzji – w klubie nie byliby zachwyceni. I tak kręcą nosem, gdy pół zespołu pojedzie na kadrę i nie ma z kim trenować.

Ale grasz w kadrze. Pod okiem rosyjskich trenerów zrobiłeś spore postępy, lepiej radzisz sobie też w klubie. Świetny turniej EIHC w Gdańsku, a potem Wilno i wspaniały awans… I wreszcie kapitalna informacja z wczoraj: już na pewno mistrzostwa odbędą się w Polsce, w nowiutkiej, pięknej Kraków Arenie, gdzie mecze hokeja będzie mogło oglądać nawet 15 tysięcy widzów… Zaraz… Ile? 15 tysięcy? Na hokeju? Grasz w hokeja od dawna i z taką publicznością nigdy nie miałeś do czynienia… Ale chciałbyś to zobaczyć, zagrać dla takich trybun pierwszy raz w życiu…

Ja też bym chciała to zobaczyć. Nawet, jeśli nasi hokeiści nie będą w Krakowie walczyć o medale, jak siatkarze w Spodku. Dla nich każdy mecz w grupie A pierwszej dywizji będzie, jak starcie z Brazylią czy Rosją. Mam nadzieję, nie – jestem pewna – że wsparcia im nie zabraknie. Zasługują na to. Zapracowali.

PS. Autorka zapewnia, że pisząc powyższy tekst była w pełni władz umysłowych.


Olga Rybicka
Reporterka sportowa
TVP Katowice

źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również