FELIETON: Co jest z tymi kibicami? Zmieniły się czasy, zwyczaje czy ludzie?

17.10.2014
Jako dziecko byłam zafascynowana kibicowską kulturą. Na meczach zamiast wydarzeń boiskowych zawsze śledziłam doping, przysłuchiwałam się śpiewom, zapamiętywałam piosenki. Marzyłam, że kiedyś będę stać wśród nich. Dziś wydaje mi się to straszliwie odległe, jakby dotyczyło innej osoby.
Kibicowanie zawsze kojarzyło mi się ze wspieraniem swojej drużyny. Czy nie o to w tym chodzi? Doping ma wspomóc piłkarzy, ponieść ich do zwycięstwa - grają przecież właśnie dla kibiców. Oczywiście - również dla pieniędzy, prestiżu i wygodnego życia, ale i dla tych ludzi, którzy przychodzą na trybuny. Zaraz… ci ludzie na pewno przychodzą dla nich?

Ostatnio na trybunach i stadionach dzieje się wiele, zwłaszcza, gdy chodzi o rzeczy, których nie chciałabym tam widzieć. Gwizdy, interwencje pod szatnią, no i wreszcie wybuchowa „niespodzianka” na Cichej. Bez względu na późniejsze śledztwo i ostateczne rozstrzygnięcie - to była gruba przesada i trzeba to powiedzieć otwarcie. Mam gdzieś animozje między kibicami, chuligańskie hierarchie i tego typu historie. Nie wolno nastawać na czyjeś życie w imię źle pojętej miłości do klubu - nic tego nie usprawiedliwia. W Stanach sprawcy tego zamieszania odsiadywaliby pewnie właśnie dożywocie za terroryzm.

Jeśli mam być szczera - lubię porządek. Lubię, gdy każdy zajmuje się tym, co do niego należy. I moim skromnym zdaniem kibic nie powinien wyrażać swojego zdania pięścią i kamieniem, nawet jeśli nie jest zadowolony z tego, co widzi na boisku.

Kiedy zmieniła się rola kibica? Kiedy zamiast człowiekiem kochającym swój klub na dobre i na złe, wspierającym swoją drużynę, stał się agresorem, realnym zagrożeniem? Kiedy „Jesteśmy z Wami” stało się pustym sloganem?

Być może takie sytuacje dotyczą klubów z ambicjami, znudzonych odgrywanymi wciąż drugoplanowymi rolami. Może to wyraz frustracji, spowodowanej niemożnością dogonienia marzeń. Może… Ale to niczego nie usprawiedliwia. I nie wierzę, że może pomóc.

Oczywiście kibic ma prawo wymagać, ma prawo oczekiwać od swojego klubu i swoich piłkarzy zwycięstw, dobrych widowisk, zaangażowania od pierwszej do ostatniej minuty. Jasna sprawa. Gdy jadę na mecz, zawody żużlowe czy na rajd też tego oczekuję. I też bywam rozczarowana, jeśli dostanę mniej, niż się spodziewałam. Bo za to zapłaciłam.

Zapomnieliśmy chyba, że dzisiaj sport jest zawodem, pracą. Piłkarz wybiega na boisko za pieniądze, a tych przywiązanych do konkretnego klubu (jak np. pożegnany uroczyście w niedzielę Jarosław Kaszowski) jest już niewielu. I nie można wymagać, by za klub umierali. Umieralibyście za swoją firmę, fabrykę czy sklep?

I jeszcze jedno. Każda taka sytuacja, każdy taki „występ” robi krzywdę klubowi, który przecież kochacie. Nie mówię tylko o ewentualnych karach, zamykaniu stadionów czy nakładanych ograniczeniach. Przekaz, który idzie w świat, jest nieciekawy, a i sami kibice wystawiają sobie fatalną opinię. Pomyślcie, czy chcecie być postrzegani jako bezmyślni bandyci.


Olga Rybicka
Reporterka sportowa
TVP Katowice

źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również