Dramatyczna sytuacja III-ligowca. "Rzeczywistość jest brutalna"
25.08.2013
III-ligowiec z Rogowa jeszcze w zeszłym sezonie przeżywał najlepszy czas w swojej historii. Przynajmniej na boisku, gdzie Przyszłość była mistrzem jesieni, a później długo utrzymywała się na fotelu lidera. Ostatecznie finiszowała na trzeci miejscu, co jednak wobec sporych problemów finansowych, pogłębionych jeszcze śmiercią prezesa klubu, trzeba było uznać za spory sukces. Po wakacjach jednak sen się skończył.
W pierwszych czterech meczach, Przyszłość zdobyła dwa punkty i nie strzeliła ani jednego gola. - Ci, którzy są w klubie na co dzień, mogli się spodziewać, że tak to będzie wyglądać. Nie wiedziałem tylko, że będzie aż tak słabo, ale nie ukrywam, że mamy potężne problemy w klubie. Ta drużyna rodziła się w wielkich bólach i późno. Wpływa to trochę na naszą postawę. Liczyłem jednak, że będzie trochę lepiej. Zawsze jednak o porażkach przesądzają jakieś niuanse - mówi trener Tomasz Sosna.
Wygląda więc na to, że chaosu w klubie nie sposób wiecznie zakrywać dobrze grającą drużyną. - Prędzej czy później musi się to odbić. Chłopcy się starają i o to nie mogę mieć do nich pretensji, jednak mogę się dziwić wyborom, jakie podejmują czasem na boisku. Będę musiał sporo pogłówkować, co teraz zrobić. Morale tej drużyny jest teraz bardzo nisko. Musimy się jednak wziąć w garść. Co nie zabiło tej szatni, to ją wzmocni. O problemach już powiedzieliśmy, a teraz trzeba pokazać charakter - podkreśla.
Czy jednak były piłkarz Polonii Bytom nie ma czasem ochoty tym rzucić? - Gdybym chciał rzucić, nie zdecydowałbym się tu pozostać. Zdawałem sobie sprawę, jaki to będzie sezon, zwłaszcza przy tej nieszczęsnej reorganizacji. Wiedzieliśmy, co nas czeka, ale co innego wiedzieć, a co innego to przeżywać. Rzeczywistość jest brutalna. Najłatwiej byłoby jednak siąść, załamać się, poddać i rzucić tym wszystkim, ale póki co takiej potrzeby nie odczuwam - kończy trener Przyszłości Rogów.
W pierwszych czterech meczach, Przyszłość zdobyła dwa punkty i nie strzeliła ani jednego gola. - Ci, którzy są w klubie na co dzień, mogli się spodziewać, że tak to będzie wyglądać. Nie wiedziałem tylko, że będzie aż tak słabo, ale nie ukrywam, że mamy potężne problemy w klubie. Ta drużyna rodziła się w wielkich bólach i późno. Wpływa to trochę na naszą postawę. Liczyłem jednak, że będzie trochę lepiej. Zawsze jednak o porażkach przesądzają jakieś niuanse - mówi trener Tomasz Sosna.
Wygląda więc na to, że chaosu w klubie nie sposób wiecznie zakrywać dobrze grającą drużyną. - Prędzej czy później musi się to odbić. Chłopcy się starają i o to nie mogę mieć do nich pretensji, jednak mogę się dziwić wyborom, jakie podejmują czasem na boisku. Będę musiał sporo pogłówkować, co teraz zrobić. Morale tej drużyny jest teraz bardzo nisko. Musimy się jednak wziąć w garść. Co nie zabiło tej szatni, to ją wzmocni. O problemach już powiedzieliśmy, a teraz trzeba pokazać charakter - podkreśla.
Czy jednak były piłkarz Polonii Bytom nie ma czasem ochoty tym rzucić? - Gdybym chciał rzucić, nie zdecydowałbym się tu pozostać. Zdawałem sobie sprawę, jaki to będzie sezon, zwłaszcza przy tej nieszczęsnej reorganizacji. Wiedzieliśmy, co nas czeka, ale co innego wiedzieć, a co innego to przeżywać. Rzeczywistość jest brutalna. Najłatwiej byłoby jednak siąść, załamać się, poddać i rzucić tym wszystkim, ale póki co takiej potrzeby nie odczuwam - kończy trener Przyszłości Rogów.
Polecane