"Dobrze, że asystent mnie powstrzymał, bo chciałem go zdjąć od razu"
09.10.2011
W ostatnim meczu z Unią Racibórz, szkoleniowiec IV-ligowca wystawił od pierwszej minuty zarówno Victora Ohakę, jak i Christiana Gaineta. Trudno właściwie powiedzieć, który z nich spisywał się gorzej, jednak obaj grali wyjątkowo beznadziejnie. Apogeum była sytuacja z 25. minuty, kiedy raciborzanie prowadzili 1-0, gdy Gainet przedarł się przez linię obrony, podał do Ohaki, a ten - mając przed sobą tylko bramkarza - zdecydował się podawać do stojącego obok Grzegorza Sztorca. Uczynił to jednak tak fatalnie, że Dawid Mańczyk bez najmniejszych problemów złapał piłkę.
- Po tym, co zrobił, chciałem go od razu zmienić, ale asystent trochę mnie uspokoił i dobrze się stało. Później, gdyby do przerwy utrzymywał się wynik 0-1, miałem go zmienić w szatni. Ale Sztorc strzelił w 45. minucie na 1-1 i dałem jeszcze Victorowi szansę - tłumaczy Madeja. Efekt? Nigeryjski napastnik zdobył w drugiej połowie zwycięską bramkę po ładnym strzale z półobrotu. To jednak nie oznacza, że można go oceniać pozytywnie... - Strzelił gola, ale potem wszyscy widzieli. W końcówce wychodziliśmy trzech na jednego, a on i tak trafił w bramkarza - nie dowierza trener MRKS-u.
Na następny, arcytrudny mecz z LKS-em Czaniec, wróci już do środka pola Łukasz Szędzielarz, pauzujący za kartki. Jest też szansa, że wystąpią Marcin Folwarski i Piotr Nikodem. Gdyby tak się stało, sytuacja kadrowa w zespole IV-ligowca może się poprawić, a wtedy dla graczy z Afryki znów może zabraknąć miejsca w składzie...
- Po tym, co zrobił, chciałem go od razu zmienić, ale asystent trochę mnie uspokoił i dobrze się stało. Później, gdyby do przerwy utrzymywał się wynik 0-1, miałem go zmienić w szatni. Ale Sztorc strzelił w 45. minucie na 1-1 i dałem jeszcze Victorowi szansę - tłumaczy Madeja. Efekt? Nigeryjski napastnik zdobył w drugiej połowie zwycięską bramkę po ładnym strzale z półobrotu. To jednak nie oznacza, że można go oceniać pozytywnie... - Strzelił gola, ale potem wszyscy widzieli. W końcówce wychodziliśmy trzech na jednego, a on i tak trafił w bramkarza - nie dowierza trener MRKS-u.
Na następny, arcytrudny mecz z LKS-em Czaniec, wróci już do środka pola Łukasz Szędzielarz, pauzujący za kartki. Jest też szansa, że wystąpią Marcin Folwarski i Piotr Nikodem. Gdyby tak się stało, sytuacja kadrowa w zespole IV-ligowca może się poprawić, a wtedy dla graczy z Afryki znów może zabraknąć miejsca w składzie...
Polecane