Powrót tyszan po przerwie zimowej obfitował w gole, lecz do pełni szczęścia zabrakło trzech punktów. Druga żółta kartka pokazana Marcinowi Biernatowi w ostatnich minutach meczu zdecydowanie utrudniła gospodarzom "dowiezienie" prowadzenia, a rzut karny wykorzystany przez Sandecję Nowy Sącz powstrzymał radość GKS-u z udanej inauguracji wiosny.
Czerwona kartka i rzut karny w końcówce. GKS Tychy tylko z remisem
„Drużyna jest gotowa. Jesteśmy w dobrej formie fizycznej i psychicznej. Czujemy się silni, dlatego chcemy zacząć rundę wiosenną od zwycięstwa” – stwierdził w przedmeczowym materiale przygotowanym przez klubową telewizję trener tyszan.
Na weryfikację słów Ryszarda Tarasiewicza nie trzeba było długo czekać, gdyż już w 5. minucie meczu GKS objął prowadzenie w starciu z dwunastą siłą Fortuny 1. Ligi, Sandecją Nowy Sącz. Sprytem wykazał się duet środkowych pomocników Szumilas – Grzeszczyk i po kombinacyjnym rozegraniu rzutu wolnego w bocznej strefie boiska strzał pierwszego z nich znalazł drogę do siatki gości. Premierowa bramka „Trójkolorowych” po przerwie zimowej była czwartym trafieniem 23-latka w bieżącym sezonie.
Dobrze przepracowany okres przygotowawczy, podczas którego tyszanie wyjechali na dziewięciodniowy obóz do Grodziska Wielkopolskiego, pozwolił gospodarzom kontrolować wydarzenia w początkowej fazie meczu. Mimo, iż gra w pierwszej połowie toczyła się głównie na połowie Sandecji, defensywa GKS-u zdrzemnęła się w 31. minucie, pozwalając przeciwnikowi na posłanie dośrodkowania przeszywającego ich pole karne. Piłka przemierzyła całą długość bramki i niefortunnie odbiła się od wracającego do obrony Dominika Połapa.
Odpowiedź na gola straconego po pechowej interwencji wychowanka tyskiego zespołu nadeszła błyskawicznie, gdyż jeszcze przed upływem 40. minuty prawą stroną przedarł się Maciej Mańka. Boczny obrońca wygrał starcie z defensorem przyjezdnych, a zawodnik próbujący naprawić błąd kolegi nieprzepisowo zatrzymał tyszanina, nie pozostawiając sędziemu wątpliwości co do podyktowania rzutu karnego. Do piłki ustawionej na „wapnie” podszedł najlepszy strzelec oraz kapitan GKS-u Łukasz Grzeszczyk, który pewnym strzałem przywrócił swojej drużynie prowadzenie przed końcem pierwszej połowy.
Fakt, iż obaj zawodnicy pozyskani zimą przez „Trójkolorowych” zaczęli to spotkanie na ławce rezerwowych, rozbudzał nadzieje kibiców zgromadzonych przy Edukacji 7 na obejrzenie co najmniej równie emocjonującej drugiej odsłony. Oczekiwania debiutu Wilsona Kamavuki oraz Omara Monterde potęgował przedmeczowy komentarz Ryszarda Tarasiewicza, który stwierdził, że: „Nie mogliśmy wykonać lepszych transferów. Ściągnęliśmy piłkarzy pasujących do naszej koncepcji oraz wnoszących dużo jakości do drużyny”.
Zamiast porywającego widowiska, po przerwie publiczność obejrzała jednak mało dynamiczną rywalizację. Stagnację przerwały dopiero około 70. minuty dwie wyśmienite okazje Sandecji. Pierwszą szansę na wyrównanie zniweczył nowosądeczanom Konrad Jałocha, popisując się efektowną, dwukrotną obroną groźnych strzałów. Za zmarnowanie kolejnej sytuacji odpowiedzialni byli już wyłącznie goście, gdyż po wymanewrowaniu obrońcy Dominik Kun nie trafił z trzynastu metrów w światło bramki.
Reakcją Tarasiewicza na większą swobodę rywali w akcjach ofensywnych było wprowadzenie na boisko Wilsona Kamavuaki, który miał unormować grę tyszan z pozycji defensywnego pomocnika. Doświadczenie 29-letniego reprezentanta Demokratycznej Republiki Konga, mogącego pochwalić się trzynastoma występami na poziomie niemieckiej Bundesligi, nie zapobiegło wypracowaniu przez Sandecję kolejnych okazji strzeleckich, a trudną sytuację pogorszyła w 85. minucie druga żółta kartka Marcina Biernata.
Kulminacją nieszczęścia tyszan okazał się rzut karny podyktowany przeciwko gospodarzom zaledwie kilka chwil po usunięciu z boiska ich czołowego defensora. „Jedenastkę” pewnie wykorzystał wybitny egzekutor Michal Piter-Bučko, a remisowy stan spotkania utrzymał się na tablicy wyników do ostatniego gwizdka sędziego.
Powrót tyszan nie spełnił zatem oczekiwań oraz szumnych zapowiedzi. Omar Monterde cały mecz obejrzał z ławki rezerwowych, a Wilson Kamavuaka z pewnością nie może mówić o udanej zmianie, o czym zresztą świadczyła złość zawodnika po zakończeniu zmagań. Remisowy rezultat osiągnięty w osłabiających morale okolicznościach umożliwił GKS-owi awans z ósmej na szóstą lokatę, lecz trudno wyrokować czy podopieczni Tarasiewicza utrzymają tę pozycję do końca kolejki.
GKS Tychy – Sandecja Nowy Sącz 2:2 (2:1)
1:0 – Wojciech Szumilas 5’
1:1 – Dominik Połap (sam.) 31’
2:1 – Łukasz Grzeszczyk 38’
2:2 – Michal Piter-Bučko 87’
GKS: Jałocha – Mańka, Biernat, Sołowiej, Kallaste (79’ Kamavuaka) – Daniel, Szumilas (68’ Krišto)– Połap, Grzeszczyk, Steblecki – Lewicki (90+1’ Piątkowski).
Trener: Ryszard Tarasiewicz.
Sandecja: Bielica – Danek, Basta (33’ Baran), Piter-Bučko, Flis, Kun – Walski, Kanach – Chmiel, Ogorzały - Gabrych.
Trener: Tomasz Kafarski.
Sędzia: Damian Sylwestrzak (Wrocław).
Żółte kartki: Biernat, Kallaste (GKS).
Czerwone kartki: Biernat (GKS)
Widzów: 3218.