Czerkawski i Gilewicz, czyli dwaj przyjaciele z podwórka
28.06.2009
Obaj nasi byli sportowcy dorastali w Tychach i to w tym mieście nabierali szlifów w dyscyplinach, dzięki którym usłyszał potem o nich świat. - Zaczynaliśmy kariery jednocześnie. Wychowywaliśmy się 400-500 metrów od siebie. Latem kopaliśmy razem piłkę, a zimą uderzaliśmy krążek. Zbieg okoliczności sprawił, że w tym samym roku ja postanowiłem zakończyć karierę hokeisty, a Radek rozegrał swój pożegnalny mecz piłkarski - zauważa Czerkawski, który został zaproszony na zeszłotygodniowy benefis Gilewicza. - Nie wahałem się ani sekundy, aby przyjechać i... pobiegać, bo słowo "granie" to w moim przypadku za dużo powiedziane - śmieje się były zawodnik NHL.
Po wspomnianym benefisie doszło do konfliktu Gilewicza z władzami piłkarskiego GKS-u Tychy. Lepsze relacje ma z hokejowymi działaczami tego klubu Czerkawski. - Po całym mieście jeżdżą plakaty z moją twarzą. Normalnie za to są pieniądze, ale mnie cieszy po prostu, że mamy hokej w ekstralidze. Co z piłką? Są plany zbudowania nowego stadionu. To podstawa, bo spontanicznymi zrzutkami wielkiego futbolu nie da się zrobić - odpowiada Mariusz.
Po wspomnianym benefisie doszło do konfliktu Gilewicza z władzami piłkarskiego GKS-u Tychy. Lepsze relacje ma z hokejowymi działaczami tego klubu Czerkawski. - Po całym mieście jeżdżą plakaty z moją twarzą. Normalnie za to są pieniądze, ale mnie cieszy po prostu, że mamy hokej w ekstralidze. Co z piłką? Są plany zbudowania nowego stadionu. To podstawa, bo spontanicznymi zrzutkami wielkiego futbolu nie da się zrobić - odpowiada Mariusz.
Polecane