"Czekam na ofertę z Barcelony, ale nie wiem, czy mają tam mój numer"

16.06.2009
- Historia zatoczyła koło. Dwa lata temu przyjechaliśmy z Odrą do Kluczborka i robiliśmy za gwiazdy. Teraz MKS święci triumfy, a opolskiej ekipy praktycznie już nie ma - podkreśla trener Andrzej Prawda.
Długo spekulowało się, że następcą Andrzeja Polaka na trenerskiej ławce Kluczborka może zostać Andrzej Prawda. Wczoraj działacze beniaminka I ligi zdecydowali się jednak postawić na Grzegorza Kowalskiego. - Ale do momentu podania tej informacji telefon dzwonił w najlepsze. Pogłoski o moim rzekomym romansie z MKS-em dotarły nawet do Warszawy - uśmiecha się Prawda, który nie kryje, że gdyby dostał ofertę ze Sportowej, to byłby nią mocno zainteresowany.

Nie pozostaje mu więc nic innego, jak skupić się na pracy z Victorią Chróścice. - Wciąż czekam na sygnał z Barcelony, ale coś nie dzwonią. Może nie mają mojego numeru? - śmieje się były opiekun Odry Opole. A propos klubu z Oleskiej... - Historia zatoczyła koło. Gdy dwa lata temu przyjechaliśmy z Odrą na teren Kluczborka, by rozegrać sparing, robiliśmy za gwiazdy. Teraz MKS święci triumfy, a opolskiej ekipy praktycznie już nie ma - przypomina Prawda.

Ale na status, jaki jeszcze do niedawna miała w regionie Odra, beniaminek musi dopiero zapracować. - Obserwuję ten klub i widzę, jak mądrze jest budowany. Tamtejsi działacze podkreślają zresztą, że nie dopuszczą choćby do powstania kominów płacowych. Ale - moim zdaniem - bez dwóch-trzech wzmocnień ani rusz. Ci chłopcy mają umiejętności, ale to do skutecznej walki na tym froncie nie wystarczy. Potrzeba jeszcze boiskowego cwaniactwa, które dać mogą tylko zawodnicy z co najmniej I-ligowym doświadczeniem - zauważa szkoleniowiec Victorii. Tymczasem skład MKS-u może niebawem zasilić kilku graczy - a jakże! - Odry Opole.
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również