Czaniec - BKS 3-4. Fenomenalny przedsmak III ligi!
28.07.2012
W Czańcu mierzyły się dwie najlepsze obecnie - nie licząc Podbeskidzia - drużyny regionu. Obie już za dwa tygodnie rozpoczną rywalizację w III lidze śląsko-opolskiej i obie są pewnymi niewiadomymi. LKS jest absolutnym beniaminkiem, a więc nikt do końca nie wie, czego się po nim spodziewać. BKS natomiast, choć na tym szczeblu ograny, prowadzi nowy trener Jan Furlepa.
Smażący się w upale kibice mogli szybko zacząć przecierać oczy ze zdumienia. To, co prezentowała Stal, było niesamowite. Szybkie wymiany krótkich piłek, wychodzenie na pozycje, pełne zgranie. W skrócie: tiki-taka. Widać było, że piłkarze w czasie Euro 2012 nie próżnowali. Efekt? Piorunujący. 7. minuta, po wrzucie z autu obrońcy gospodarzy za krótko wybijają piłkę, z woleja z 16 metrów w róg bramki uderza Dariusz Rucki II. 12. minuta, Maksymilian Wojtasik mija jak tyczki czanieckich defensorów i z 20 metrów strzela w samo okienko. 19. minuta, imponujący rajd Wojtasika prawą stroną, zejście do środka, wyłożenie piłki "na patelni" Adrianowi Olszowskiemu. W 20 minut wszystko było teoretycznie "pozamiatane", a BKS wyglądał na tle LKS-u jak zespół grający trzy klasy rozgrywkowe wyżej...
Przyszła jednak 23. minuta i - z racji upału - sędzia Tomasz Wajda zarządził przerwę na uzupełnienie płynów. Stali w tym momencie ktoś jakby odciął prąd. Marcin Biskup, trener gospodarzy, nie był zdenerwowany, uspokajał swoich graczy, co było konieczne, by uniknąć pogromu. Nikt się nawet nie spodziewał, że beniaminek może jeszcze powalczyć o wygraną.
Tymczasem końcówka pierwszej połowy kompletnie odmieniła sytuację. LKS zaczął grać zabójcze prostopadłe piłki, które obnażyły braki obrony BKS-u. Dwa takie zagrania pomiędzy środkowych obrońców, dwa pewne strzały Kamila Karcza, napastnika znanego z występów w Cracovii i nikt już szans gospodarzy nie przekreślał.
Wydawało się, że ostatecznie przekreślił je ekstraklasowy sędzia Wajda, który tuż po przerwie skrzywdził zawodników Biskupa. Karcz był w polu karnym ewidentnie faulowany przez Konrada Sieńkowskiego, jednak arbiter, zamiast podyktować "jedenastkę", wyrzucił napastnika LKS-u z boiska za rzekome symulowanie. Wprawdzie ambitny beniaminek 10 minut później i tak wykonywał rzut karny, po faulu Dariusza Ruckiego I, pewnie wykorzystany przez Wojciecha Sadloka, ale strata zawodnika okazała się w końcówce kluczowa. Gdy wydawało się, że dojdzie do dogrywki, Mariusz Mikoda precyzyjnie dograł na krótki słupek na głowę Wojtasika, a ten z bliska skierował piłkę do siatki po rękach bramkarza, znakomicie podsumowując swój efektowny występ. W tej formie, 19-latek wypożyczony z Podbeskidzia, może być postrachem III-ligowych boisk.
Smażący się w upale kibice mogli szybko zacząć przecierać oczy ze zdumienia. To, co prezentowała Stal, było niesamowite. Szybkie wymiany krótkich piłek, wychodzenie na pozycje, pełne zgranie. W skrócie: tiki-taka. Widać było, że piłkarze w czasie Euro 2012 nie próżnowali. Efekt? Piorunujący. 7. minuta, po wrzucie z autu obrońcy gospodarzy za krótko wybijają piłkę, z woleja z 16 metrów w róg bramki uderza Dariusz Rucki II. 12. minuta, Maksymilian Wojtasik mija jak tyczki czanieckich defensorów i z 20 metrów strzela w samo okienko. 19. minuta, imponujący rajd Wojtasika prawą stroną, zejście do środka, wyłożenie piłki "na patelni" Adrianowi Olszowskiemu. W 20 minut wszystko było teoretycznie "pozamiatane", a BKS wyglądał na tle LKS-u jak zespół grający trzy klasy rozgrywkowe wyżej...
Przyszła jednak 23. minuta i - z racji upału - sędzia Tomasz Wajda zarządził przerwę na uzupełnienie płynów. Stali w tym momencie ktoś jakby odciął prąd. Marcin Biskup, trener gospodarzy, nie był zdenerwowany, uspokajał swoich graczy, co było konieczne, by uniknąć pogromu. Nikt się nawet nie spodziewał, że beniaminek może jeszcze powalczyć o wygraną.
Tymczasem końcówka pierwszej połowy kompletnie odmieniła sytuację. LKS zaczął grać zabójcze prostopadłe piłki, które obnażyły braki obrony BKS-u. Dwa takie zagrania pomiędzy środkowych obrońców, dwa pewne strzały Kamila Karcza, napastnika znanego z występów w Cracovii i nikt już szans gospodarzy nie przekreślał.
Wydawało się, że ostatecznie przekreślił je ekstraklasowy sędzia Wajda, który tuż po przerwie skrzywdził zawodników Biskupa. Karcz był w polu karnym ewidentnie faulowany przez Konrada Sieńkowskiego, jednak arbiter, zamiast podyktować "jedenastkę", wyrzucił napastnika LKS-u z boiska za rzekome symulowanie. Wprawdzie ambitny beniaminek 10 minut później i tak wykonywał rzut karny, po faulu Dariusza Ruckiego I, pewnie wykorzystany przez Wojciecha Sadloka, ale strata zawodnika okazała się w końcówce kluczowa. Gdy wydawało się, że dojdzie do dogrywki, Mariusz Mikoda precyzyjnie dograł na krótki słupek na głowę Wojtasika, a ten z bliska skierował piłkę do siatki po rękach bramkarza, znakomicie podsumowując swój efektowny występ. W tej formie, 19-latek wypożyczony z Podbeskidzia, może być postrachem III-ligowych boisk.
Polecane