Cracovia - Zagłębie 11-2. Zmasakrowani, zdemolowani pod Wawelem...
14.10.2012
Zagłębie, które w piątek było bliskie sprawienia megasensacji, czyli ogrania u siebie mistrza z Sanoka, zaczęło mecz zgoła inaczej niż dwa dni temu. Tam po pierwszej tercji sosnowiczanie prowadzili dwoma bramkami, tu byli tłem dla dobrze grającej Cracovii. Już po niewiele ponad trzech minutach gospodarze objęli prowadzenie. Damian Słaboń uderzył z czterech metrów, krążek odbił Tomasz Dzwonek, ale przy dobitce Leszka Laszkiewicza bramkarz Zagłębia był już bezradny. Podobnie zresztą jak dwie minuty później po strzale Jarosława Kłysa z niebieskiej linii, który zwieńczył grę w przewadze "Pasów".
Po takich dwóch nokdaunach na początek, Zagłębie już do końca tercji nie mogło się pozbierać. Grę prowadzili zawodnicy Rudolfa Rohaczka, którzy mieli jeszcze kilka okazji do podwyższenia wyniku. Sosnowiczanie z rzadka potrafili wymienić kilka podań, próbowali swoich szans głównie w kontratakach, ale nawet gdy już udawało im się dojść do dogodnych sytuacji, zawsze dobrze zachowywał się Rafał Radziszewski. Na domiar złego, na 16 sekund przed końcem otwierającej tercji Aron Chmielewski obił bandę, wycofał do wjeżdżającego na wprost bramki Josefa Fojtika. Jego strzał zdołał jeszcze odbić Dzwonek, ale cóż miał bramkarz Zagłębia zrobić, gdy zaraz za zawodnikiem Cracovii nadjeżdżał kolejny - Patrik Valczak - który już spokojnie, lekko niedbale, przepchnął krążek za linię bramkową?
Druga tercja rozpoczęła się i zakończyła... mocnym uderzeniem. I to dosłownie! Ledwo hokeiści powrócili na plac gry, Zagłębie zdobyło swoją pierwszą bramkę. Kamil Duszak uderzył celnie z okolic niebieskiej linii po dograniu Tomasza Kozłowskiego. Mocnych uderzeń w końcówce tercji było kilka. Na 70 sekund przed tym jak wybrzmiała syrena, Sebastian Kowalówka "objechał" obronę i bramkarza Zagłębia, a następnie zza bramki zawinął piłkę do siatki. Cracovia mogła utrzymać trzybramkowe prowadzenie, ale... nie zdołała utrzymać koncentracji. Na trzy sekundy przed końcem tercji, niezdecydowanie gospodarzy pod własną bramką wykorzystał Marcin Kozłowski, który dał sosnowiczanom wygraną w tej części gry. To nie był jednak jeszcze koniec mocnych uderzeń. "Pasy" po wznowieniu gry miały tylko trzy sekundy do końca, więc zdecydowały się od razu uderzać z neutralnej strefy. Spodziewali się tego wszyscy, bo było to jedyne sensowne rozwiązanie, ale nie sędzia Włodzimierz Marczuk. W efekcie arbiter przyjął na kolano potężne uderzenie jednego z zawodników Cracovii i rozłożył się na lodzie z grymasem bólu na twarzy. Po chwili jednak wstał i dostał od kibiców brawa.
W trzeciej tercji wreszcie kibicom zgromadzonym w hali przy ulicy Siedleckiego było dane zobaczyć coś, czego nie uświadczyli w drugiej odsłonie, a więc składną, przemyślaną, szybką akcję. Przeprowadzili ją krakowianie. Trójkowa wymiana podań Damiana Słabonia, Daniela Laszkiewicza i Leszka Laszkiewicza, zakończona strzałem do pustej bramki tego ostatniego. Chwilę później zawodnikom obu drużyn puściły nerwy. Bójce Patrika Valczaka i Mateusza Białka w ostatnim momencie zapobiegli sędziowie, a obaj zawodnicy zostali wysłani na ławkę kar. Wtedy zaczęła się już prawdziwa demolka sosnowiczan. Po analizie wideo uznano kolejną bramkę Leszka Laszkiewicza, a w końcówce posypały się kolejne gole, w czym nie pomogła Zagłębiu zmiana bramkarza.
Sosnowiczanie drugi raz w tym sezonie ulegli Cracovii i to jeszcze powodem do wstydu nie jest. U siebie jednak potrafili jej stawić opór, przegrywając dopiero po dogrywce. Pod Wawelem zagrali jednak tylko jedną w miarę przyzwoitą tercję i niestety krakowianie to drużyna, która potrafiła to wykorzystać...
Po takich dwóch nokdaunach na początek, Zagłębie już do końca tercji nie mogło się pozbierać. Grę prowadzili zawodnicy Rudolfa Rohaczka, którzy mieli jeszcze kilka okazji do podwyższenia wyniku. Sosnowiczanie z rzadka potrafili wymienić kilka podań, próbowali swoich szans głównie w kontratakach, ale nawet gdy już udawało im się dojść do dogodnych sytuacji, zawsze dobrze zachowywał się Rafał Radziszewski. Na domiar złego, na 16 sekund przed końcem otwierającej tercji Aron Chmielewski obił bandę, wycofał do wjeżdżającego na wprost bramki Josefa Fojtika. Jego strzał zdołał jeszcze odbić Dzwonek, ale cóż miał bramkarz Zagłębia zrobić, gdy zaraz za zawodnikiem Cracovii nadjeżdżał kolejny - Patrik Valczak - który już spokojnie, lekko niedbale, przepchnął krążek za linię bramkową?
Druga tercja rozpoczęła się i zakończyła... mocnym uderzeniem. I to dosłownie! Ledwo hokeiści powrócili na plac gry, Zagłębie zdobyło swoją pierwszą bramkę. Kamil Duszak uderzył celnie z okolic niebieskiej linii po dograniu Tomasza Kozłowskiego. Mocnych uderzeń w końcówce tercji było kilka. Na 70 sekund przed tym jak wybrzmiała syrena, Sebastian Kowalówka "objechał" obronę i bramkarza Zagłębia, a następnie zza bramki zawinął piłkę do siatki. Cracovia mogła utrzymać trzybramkowe prowadzenie, ale... nie zdołała utrzymać koncentracji. Na trzy sekundy przed końcem tercji, niezdecydowanie gospodarzy pod własną bramką wykorzystał Marcin Kozłowski, który dał sosnowiczanom wygraną w tej części gry. To nie był jednak jeszcze koniec mocnych uderzeń. "Pasy" po wznowieniu gry miały tylko trzy sekundy do końca, więc zdecydowały się od razu uderzać z neutralnej strefy. Spodziewali się tego wszyscy, bo było to jedyne sensowne rozwiązanie, ale nie sędzia Włodzimierz Marczuk. W efekcie arbiter przyjął na kolano potężne uderzenie jednego z zawodników Cracovii i rozłożył się na lodzie z grymasem bólu na twarzy. Po chwili jednak wstał i dostał od kibiców brawa.
W trzeciej tercji wreszcie kibicom zgromadzonym w hali przy ulicy Siedleckiego było dane zobaczyć coś, czego nie uświadczyli w drugiej odsłonie, a więc składną, przemyślaną, szybką akcję. Przeprowadzili ją krakowianie. Trójkowa wymiana podań Damiana Słabonia, Daniela Laszkiewicza i Leszka Laszkiewicza, zakończona strzałem do pustej bramki tego ostatniego. Chwilę później zawodnikom obu drużyn puściły nerwy. Bójce Patrika Valczaka i Mateusza Białka w ostatnim momencie zapobiegli sędziowie, a obaj zawodnicy zostali wysłani na ławkę kar. Wtedy zaczęła się już prawdziwa demolka sosnowiczan. Po analizie wideo uznano kolejną bramkę Leszka Laszkiewicza, a w końcówce posypały się kolejne gole, w czym nie pomogła Zagłębiu zmiana bramkarza.
Sosnowiczanie drugi raz w tym sezonie ulegli Cracovii i to jeszcze powodem do wstydu nie jest. U siebie jednak potrafili jej stawić opór, przegrywając dopiero po dogrywce. Pod Wawelem zagrali jednak tylko jedną w miarę przyzwoitą tercję i niestety krakowianie to drużyna, która potrafiła to wykorzystać...
Polecane
Polska Hokej Liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku