Cracovia - GKS Tychy 5-0. Bolesna porażka
W pierwsze tercji oba zespoły szukały gola otwierającego wynik meczu. Zarówno Stefan Zigardy, jak i Rafał Radziszewski wywiązywali się ze swoich zadań bezbłędnie, sprzyjało im także szczęście. Golkiperowi GKS-u w sukurs przyszedł słupek, po strzale Marka Kalusa. W 17. minucie goście powinni objąć prowadzenie. Z bliska fatalnie spudłował jednak Jakub Witecki.
Pierwsza faza drugiej części meczu była wyrównana, po kilku minutach przewagę osiągnęli krakowianie. Zigadry dwoił się i troił, ale dwa razy skapitulował. W 30. minucie błąd popełnił Łukasz Sokół, z niefrasobliwości rywala skorzystał Grzegorz Pasiut, po uderzeniu którego „guma” odbiła się od poprzeczki i wpadła do bramki. Chwilę później ponownie w obozie gospodarzy zapanowała radość. Marek Kalus podał do Pasiuta, ten zapisał na swoim koncie drugiego gola. W końcówce tyszanie grali przez moment w przewadze dwóch zawodników, ale kontaktu nie złapali.
W trzeciej odsłonie podopieczni Rudolfa Rohacka postawili kropkę nad „i”. W 52. minucie komfort gry gospodarzom zapewnił Dennis McCauley, w bliska dopełnił formalności. W końcówce spotkania tyszan dobili Josef Fojtik oraz Bartosz Fraszko.