Co dalej z Unią Racibórz? "Nie wiem, czy wytrzymam psychicznie"
09.10.2011
Zespół z Raciborza jest bardzo zasłużony i ma bogate tradycje nawet na szczeblu dawnej II ligi. Tyle, że nie widać nawet cienia nadziei na powrót tamtych czasów świetności. Ba, wygląda na to, że nawet piąty szczebel rozgrywkowy, to w tej chwili za wysokie progi dla tej drużyny. Unia zajmuje ostatnie miejsce w tabeli II grupy IV ligi i przegrała ostatnie siedem meczów z rzędu. Nawet wewnątrz klubu pojawiają się głosy, że chyba lepiej byłoby spaść do okręgówki...
- Nie jest przypadkiem to, że zajmujemy ostatnie miejsce - uważa Roman Kowalczyk, kapitan i ostatni doświadczony piłkarz w raciborskim zespole. - Taki wniosek należy wyciągnąć, skoro nawet z Czechowicami w takiej dyspozycji, prowadząc na ich boisku, nie jesteśmy w stanie zdobyć punktu. Błędy indywidualne zadecydowały o wyniku. Po raz kolejny tracimy bramkę do szatni, nie jesteśmy w stanie utrzymać koncentracji. Kilku zawodników mamy kontuzjowanych po meczu z Podbeskidziem II i tu już naprawdę grają sami młodzieżowcy - tłumaczy Kowalczyk.
Czy jego zdaniem klub ma jakieś perspektywy? - Myślę, że dla tych młodych chłopaków nawet lepiej będzie pograć w niższej lidze, gdzie mają szansę grać, a nie tylko biegać za piłką, jak to ma miejsce w IV lidze. Tu nie uczą się raczej niczego. Ja na pewno do porażek nie jestem przyzwyczajony, ale kapitan ostatni schodzi z okrętu. Myślę więc, że do końca rundy dotrwam, a co będzie potem? Zobaczymy - mówi.
Podobnie sprawy widzi trener Andrzej Marców. - Dopóki klub nie będzie miał finansów na IV ligę, lepiej nie będzie. Jeśli w każdym meczu gramy sześcioma-siedmioma młodzieżowcami, to nie ma szans, bo młodzież popełnia zbyt dużo błędów. Nawet w Czechowicach mogły być punkty, ale gapiostwo, czy inne rzeczy, spowodowały, że ich nie ma. Jeszcze żeby było siedmiu młodzieżowców z rocznika 1991, to dałoby się grać. Ale to są chłopcy urodzeni w 1993 i 1994 roku. Sytuacja jest naprawdę trudna, bo ta drużyna jest zbyt młoda - uważa szkoleniowiec.
Czy i on nie ma już nadziei na uratowanie IV ligi dla Raciborza? - W mieście nie ma osób wspierających sport. Jest zbyt dużo sekcji sportowych i każda próbuje cokolwiek zrobić. W klubie nie ma do końca osób bardzo aktywnych w poszukiwaniu sponsorów. Latem wielu zawodników odeszło, ale nadzieja zawsze jest. Zawodnicy mówią nawet, że optymistą jestem bardzo wielkim, lecz nie wiem, czy ja wytrzymam psychicznie do końca rundy... - kończy Andrzej Marców.
- Nie jest przypadkiem to, że zajmujemy ostatnie miejsce - uważa Roman Kowalczyk, kapitan i ostatni doświadczony piłkarz w raciborskim zespole. - Taki wniosek należy wyciągnąć, skoro nawet z Czechowicami w takiej dyspozycji, prowadząc na ich boisku, nie jesteśmy w stanie zdobyć punktu. Błędy indywidualne zadecydowały o wyniku. Po raz kolejny tracimy bramkę do szatni, nie jesteśmy w stanie utrzymać koncentracji. Kilku zawodników mamy kontuzjowanych po meczu z Podbeskidziem II i tu już naprawdę grają sami młodzieżowcy - tłumaczy Kowalczyk.
Czy jego zdaniem klub ma jakieś perspektywy? - Myślę, że dla tych młodych chłopaków nawet lepiej będzie pograć w niższej lidze, gdzie mają szansę grać, a nie tylko biegać za piłką, jak to ma miejsce w IV lidze. Tu nie uczą się raczej niczego. Ja na pewno do porażek nie jestem przyzwyczajony, ale kapitan ostatni schodzi z okrętu. Myślę więc, że do końca rundy dotrwam, a co będzie potem? Zobaczymy - mówi.
Podobnie sprawy widzi trener Andrzej Marców. - Dopóki klub nie będzie miał finansów na IV ligę, lepiej nie będzie. Jeśli w każdym meczu gramy sześcioma-siedmioma młodzieżowcami, to nie ma szans, bo młodzież popełnia zbyt dużo błędów. Nawet w Czechowicach mogły być punkty, ale gapiostwo, czy inne rzeczy, spowodowały, że ich nie ma. Jeszcze żeby było siedmiu młodzieżowców z rocznika 1991, to dałoby się grać. Ale to są chłopcy urodzeni w 1993 i 1994 roku. Sytuacja jest naprawdę trudna, bo ta drużyna jest zbyt młoda - uważa szkoleniowiec.
Czy i on nie ma już nadziei na uratowanie IV ligi dla Raciborza? - W mieście nie ma osób wspierających sport. Jest zbyt dużo sekcji sportowych i każda próbuje cokolwiek zrobić. W klubie nie ma do końca osób bardzo aktywnych w poszukiwaniu sponsorów. Latem wielu zawodników odeszło, ale nadzieja zawsze jest. Zawodnicy mówią nawet, że optymistą jestem bardzo wielkim, lecz nie wiem, czy ja wytrzymam psychicznie do końca rundy... - kończy Andrzej Marców.
Polecane