Bramkarz Zdzieszowic strzelił gola, bo chciał... uruchomić napastników

14.11.2009
Marcin Feć powoli zbliża się do wieku dla piłkarza emerytalnego. Ale nie może mówić, że starość - nie radość. Właśnie zdobył... pierwszą bramkę w karierze. I to jaką!
Niedawno na naszych łamach Robert Żbikowski - a więc inny zawodnik z bogatą przeszłością obecnie grający w III lidze - powiedział, że Marcin Feć to... 50 procent wartości Ruchu Zdzieszowice. Napastnik Pniówka Pawłowice zachwycił się postawą 30-letniego bramkarza, gdy niedawno zagrali przeciwko sobie. - Miło takie rzeczy słyszeć. Robert pamięta mnie jeszcze z wyższych klas rozgrywkowych, nawet pokonywał mnie parokrotnie. Ale... Mimo wszystko przesadził. Na każdej pozycji jest u nas wartościowy piłkarz - skromnie odpowiada Feć. Postawa jego i całej drużyny ze Zdzieszowic jesienią rzeczywiście była imponująca. W efekcie na półmetku ligi "Zdzichy" wyprzedzają takie firmy jak bielska Stal czy Rozwój Katowice.

Klucz do sukcesu? - Nie tracić punktów w meczach ze słabszymi. Bo jeśli chodzi o personalia, wcale nie mamy najlepszego zespołu. Tyle że graliśmy najrówniej. I pierwsze miejsce jest zasłużone - wskazuje Feć, który niemal przez całą karierę związany był z Odrą Opole. Jak odnalazł się w klubie bez wielkich tradycji? Wystarczy powiedzieć, że mimo zainteresowania jego osobą, nie chce się ze Zdzieszowic ruszać. - Niektórzy pytają o moje nazwisko. Ale ja na 99 procent zostaję. Wytworzyła się fajna drużyna, są wyniki i dobra organizacja. Szkoda by to było odpuścić. Tym bardziej, że mamy szansę na awans - uśmiecha się.

Nie Rybnik, nie Katowice, nie Bielsko-Biała a Zdzieszowice? - pukają się z pewnością niektórzy po czole na myśl o ewentualnej promocji na wyższy szczebel dotąd mało znanego klubu. - Organizacyjnie jesteśmy gotowi. Ciekawe tylko, jak będą wyglądały sprawy transferowe... Ale to już nie moja działka - rozmyśla Feć. I od razu wskazuje przyczynę gorszych wyników przez wspomnianych potentatów ligi. - Na przykład taka Stal traciła punkty tam, gdzie nie powinno ich się tracić. I co z tego, że z nami wygrali... Najgorsze mecze są na boiskach słabeuszy, którzy murują bramkę i nastawiają się na kontry. A nie daj Boże, jak coś ustrzelą - wspomina niektóre momenty minionej rundy.

- Tak było chociażby w Psarach. Orzeł objął prowadzenie i mieliśmy problem - przypomina Feć. Ów pojedynek golkiper "Zdzichów" zapamięta chyba do końca życia. I to wcale nie dlatego, że Ruch wygrał ostatecznie 3-1. - Zdobyłem tam swoją pierwszą w karierze bramkę. I to ważną! Bo prowadziliśmy 2-1, ale gospodarze co jakiś czas mieli ochotę na wyrównanie. Złapaliśmy oddech po moim trafieniu - uśmiecha się Feć, który wcale nie był egzekutorem rzutu karnego. - Złapałem piłkę po dośrodkowaniu i... chciałem uruchomić napastników długim podaniem. Dostała poślizgu, bramkarz źle obliczył lot i wpadło. Powiedzmy, że w 99 procentach przypominała słynnego "Kuszczaka-puszczaka" - śmieje się.
autor: Stanisław Hajda

Przeczytaj również