BKS - Zdzieszowice 1-1. "Ostatni taki mecz był w 1974 roku..."

22.05.2010
- Mecz czołowych drużyn nie powinien się odbywać w takich warunkach. Zdrowy rozsądek przegrał z terminarzami, działaczami - irytował się po starciu z Ruchem Marek Mandla, trener BKS-u.
Trudno się z nim nie zgodzić. W Bielsku-Białej, podobnie jak w większości kraju, przez cały tydzień padał deszcz, a na dwie godziny przed meczem, nad miastem przeszła jeszcze burza, której towarzyszyła obfita ulewa.  - Myślałem, że ostatni taki mecz w historii futbolu rozegrano w 1974 roku - gorzko żartował po meczu szkoleniowiec gości.

Zawodnicy obu drużyn poszli jednak na całość. Nie przejmując się warunkami, walczyli niesamowicie i widowisko było całkiem atrakcyjne. W pierwszej połowie więcej okazji mieli gospodarze, zwłaszcza po strzałach z dystansu, które oddawali kolejno Marcin Rejmanowski i dwukrotnie Tomasz Wawrzyniak, ale piłka zawsze minimalnie mijała bramkę. Pomocnik bielszczan jeszcze w tym meczu wystąpił w roli głównej...

Najpierw jednak drugą część gry od mocnego uderzenia mogli zacząć goście, którym do szczęścia potrzebny był w Bielsku właściwie tylko remis. Tomasz Damrat znalazł się z piłką tuż przed bramkarzem Stali, ale Mateusz Rosół wykazał się świetnym refleksem. Chwilę później udało się go w końcu pokonać. Po rzucie rożnym, Tomasz Drąg z najbliższej odległości wpakował piłkę do siatki.

Niesamowite wydarzenia rozgrywały się w ostatnich dziesięciu minutach. Najpierw Łukasz Witor zagrał piłkę wzdłuż linii bramkowej, futbolówka w olbrzymim zamieszaniu trafiła do wspomnianego Wawrzyniaka, który z pięciu metrów huknął... wysoko w zasnute chmurami niebo. W następnej akcji udało się gospodarzom wyrównać. Marcin Feć interweniował poza polem karnym, odbił piłkę głową, ale zrobił to tak niefortunnie, że futbolówkę przejęli gospodarze. Marek Profic podał do Dariusza Ruckiego, a obrońca bielszczan z 20 metrów trafił w samo okienko bramki, w której ustawili się już obrońcy Ruchu.

- Stworzyliśmy dziś mnóstwo okazji, które powinniśmy wykorzystać. Zwłaszcza tą Tomka Wawrzyniaka. Wydawało się, że ma banalną sytuację, a jednak nie strzelił - dziwił się Mandla. - Po zdobytym golu trochę za mocno się cofnęliśmy i mogło się to źle skończyć. Wynik nie krzywdzi jednak żadnej z drużyn. Mamy pokaźną przewagę nad BKS-em, ale II-ligowcami jeszcze się nie czujemy - zastrzegł trener gości, Ryszard Remień. Natomiast Marcin Rejmanowski, zawodnik bielszczan, nie krył podziwu dla rywali. - Nieprzypadkowo są liderem. Widać, że to świetnie poustawiana drużyna. Chcieliśmy wygrać, żeby ich gonić, ale niestety się nie udało. Wątpię, żeby nagle zaczęli gubić punkty - zakończył.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również