BKS - Victoria 0-0. Przeszkadzali im nawet... chłopcy do podawania piłek

01.05.2010
- Przyjechaliśmy tu z nastawieniem na grę z kontry, tak samo jak wszystkie drużyny, które grają w Bielsku. Dopięliśmy swego! - cieszył się Artur Minkina, trener Victorii Częstochowa.
Wygląda na to, że III-ligowi rywale BKS-u znaleźli sposób na wywożenie z Bielska punktów. Wystarczy zagęścić środek pola, ustawić się wieloma zawodnikami w polu karnym i gracze Marka Mandli są zupełnie bezradni. Tak było w środowym meczu z Orłem Babienica/Psary, a spotkanie z Victorią niewiele od tego schematu odbiegało. Wprawdzie BKS ruszył z impetem na rywala, starając się szybko zdobyć gola, ale nic z tych planów nie wyszło - w pierwszej połowie nie udało się nawet stworzyć poważnej bramkowej okazji. Przeciwnie zaś goście - mimo, że ustawili się defensywnie, to dość chętnie wychodzili z kontratakami i, w przeciwieństwie do BKS-u, nie obawiali się strzałów z dystansu.

Przed rozpoczęciem drugiej odsłony szkoleniowiec gospodarzy długo przetrzymał w szatni swoich zawodników, ale nie przyniosło to kolosalnej zmiany w sposobie gry. Swoją szansę tuż po przerwie miał Łukasz Antczak, ale jego strzał z rzutu wolnego dobrze wybronił 39-letni weteran, Sebastian Łukiewicz. Chwilę później miała miejsce pierwsza i, jak się okazało, jedyna piękna akcja bielszczan. Piłka krążyła jak po sznurku - akcję zaczął na swojej połowie Łukasz Witor, który dograł do Krystiana Papatanasiu. Ten oddał futbolówkę Tomaszowi Wawrzyniakowi, a środkowy bielszczan natychmiastowym prostopadłym podaniem wypuścił Damiana Zdolskiego. Aktywny napastnik ograł obrońcę i dośrodkował idealnie na głowę tego... który tę akcję zaczął, czyli Witora. Młody skrzydłowy jednak, nie będąc atakowany w polu karnym, uderzył głową prosto w bramkarza. Tym sposobem zmarnował jedyną sytuację, w której BKS-owi dosłownie wszystko wychodziło...

Z czasem taktyka Stali stawała się coraz bardziej ofensywna, Marek Mandla coraz bardziej szalał przy linii autowej, ale na nic się to zdało. W końcówce Victoria zaczęła grać na czas, a zadanie ułatwiała im opieszałość... chłopców do podawania piłek. Już w drugim meczu z rzędu, podczas gdy piłkarze desperacko starali się zdobyć gola, ustawieni za liniami chłopcy nie spieszyli się, co dawało cenne sekundy rywalom BKS-u.

- Tak to jest, jak przeciwnik się w dziesięciu ustawi we własnym polu karnym! - wściekał się Przemysław Suchowski. - W awans jednak dalej wierzymy - dodał. Po meczu zadowolony był bramkarz gości, Sebastian Łukiewicz - BKS gra o awans, my jesteśmy w środku tabeli. Mimo to, staraliśmy się pokazać dobry futbol i to się chyba udało - powiedział. Natomiast szkoleniowiec Victorii skupił się na chwaleniu... przeciwnika. - Pokazali, że są bardzo dobrą drużyną. Mają duży potencjał ofensywny i w drugiej połowie nie pozwolili nam poszaleć. Nastawiliśmy się na grę z kontry, tak jak każda drużyna, która przyjeżdża do Bielska. Mimo to chcieliśmy walczyć o trzy punkty, bo teraz chłopcy mają przede wszystkim cieszyć się grą - zakończył.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również