BKS - TOR 3-0. "Bielszczanie są nieźli, ale Zdzieszowic nie dogonią"
24.04.2010
Nie od dziś wiadomo, że piłkarzom bialskiej Stali lepiej gra się z drużynami z górnych rejonów tabeli, niż z tymi walczącymi o utrzymanie. Dlatego potyczka z TOR-em nie mogła należeć do łatwych, choć końcowy wynik wskazuje co innego.
Pierwszą okazję do zdobycia gola miał Damian Zdolski, jednak piłka po jego technicznym strzale minimalnie minęła bramkę. Duże zagrożenie stwarzał też Przemysław Suchowski. Lewy obrońca Stali kilkakrotnie mógł zdobyć gola po strzałach głową, ale bardzo dobrymi interwencjami popisywał się Rafał Balsewicz. Bramkarz gości bezradny był dopiero po indywidualnej akcji Łukasza Witora, który przedarł się lewym skrzydłem i zdecydowanie wszedł w pole karne.
Kolejne gole padły dopiero w ostatnich minutach meczu. Przy obu swój wydatny udział miał wprowadzony chwilę wcześniej Tomasz Wawrzyniak. Pomocnik Stali strzelił w poniedziałek gola Energetykowi ROW Rybnik, a dziś dołożył kolejne trafienie, wykorzystując dokładne dośrodkowanie z prawej strony. Potem dośrodkował z rzutu rożnego, a po główce gola zdobył Radosław Maciejewski, który również rozpoczynał spotkanie na ławce rezerwowych. Było to idealne zwieńczenie świetnie wykonywanych przez pełne 90 minut stałych fragmentów gry. Praktycznie po każdym takim zagraniu, bramka gości była zagrożona.
Po meczu Marek Mandla, trener BKS-u, nie był do końca zadowolony. - Mieliśmy momenty dobrej gry, ale przez większość czasu piłka nie krążyła tak szybko, jak powinna. Potwierdziło się, że nie ma słabych drużyn i z każdym trzeba wybiegać zwycięstwo. Nie obawiamy się, że nie wytrzymamy trzech meczów w ciągu tygodnia, bo co piłkarze mają robić, jak nie grać? - zakończył.
- Wygrała drużyna zdecydowanie lepsza. W pierwszej połowie mieliśmy dobrą obronę i czekaliśmy na kontry, ale po golu dla BKS-u nie mieliśmy już szans. Bielszczanie mają niezły zespół, co roku są faworytem naszej ligi, ale myślę, że... Zdzieszowic już nie dogonią - ocenił Sławomir Sieńczewski, grający trener gości.
Pierwszą okazję do zdobycia gola miał Damian Zdolski, jednak piłka po jego technicznym strzale minimalnie minęła bramkę. Duże zagrożenie stwarzał też Przemysław Suchowski. Lewy obrońca Stali kilkakrotnie mógł zdobyć gola po strzałach głową, ale bardzo dobrymi interwencjami popisywał się Rafał Balsewicz. Bramkarz gości bezradny był dopiero po indywidualnej akcji Łukasza Witora, który przedarł się lewym skrzydłem i zdecydowanie wszedł w pole karne.
Kolejne gole padły dopiero w ostatnich minutach meczu. Przy obu swój wydatny udział miał wprowadzony chwilę wcześniej Tomasz Wawrzyniak. Pomocnik Stali strzelił w poniedziałek gola Energetykowi ROW Rybnik, a dziś dołożył kolejne trafienie, wykorzystując dokładne dośrodkowanie z prawej strony. Potem dośrodkował z rzutu rożnego, a po główce gola zdobył Radosław Maciejewski, który również rozpoczynał spotkanie na ławce rezerwowych. Było to idealne zwieńczenie świetnie wykonywanych przez pełne 90 minut stałych fragmentów gry. Praktycznie po każdym takim zagraniu, bramka gości była zagrożona.
Po meczu Marek Mandla, trener BKS-u, nie był do końca zadowolony. - Mieliśmy momenty dobrej gry, ale przez większość czasu piłka nie krążyła tak szybko, jak powinna. Potwierdziło się, że nie ma słabych drużyn i z każdym trzeba wybiegać zwycięstwo. Nie obawiamy się, że nie wytrzymamy trzech meczów w ciągu tygodnia, bo co piłkarze mają robić, jak nie grać? - zakończył.
- Wygrała drużyna zdecydowanie lepsza. W pierwszej połowie mieliśmy dobrą obronę i czekaliśmy na kontry, ale po golu dla BKS-u nie mieliśmy już szans. Bielszczanie mają niezły zespół, co roku są faworytem naszej ligi, ale myślę, że... Zdzieszowic już nie dogonią - ocenił Sławomir Sieńczewski, grający trener gości.
Polecane