BKS Stal - Skałka 1-0. Godzinę grali w dziesiątkę, ale derby dla nich!

11.05.2010
Teoretycznie gospodarze tego meczu nie powinni byli wygrać, ale... - Po prostu trzeba było zmienić styl gry, być konsekwentnym, zdeterminowanym i... biegać dwa razy więcej - rzucił Marek Mandla.
Jedyni III-ligowcy z Podbeskidzia postarali się o bardzo efektowną pierwszą połowę. Kto powiedział, że do dobrego widowiska trzeba bramek? Zarówno BKS, jak i Skałka ruszyły na siebie od początku jak zapaśnicy i właściwie każda akcja mogła się zakończyć zdobyciem bramki. Pierwszą okazję stworzyli sobie żabniczanie. Po przejęciu piłki w środku pola, przyjezdni wyszli w pięciu z kontratakiem. Ładne prostopadłe podanie Artura Mościckiego do Michala Vozara i słowacki napastnik znalazł się tuż przed Mateuszem Rosołem, bramkarzem BKS-u, który w imponujący sposób sparował zarówno pierwszy strzał Słowaka, jak i dobitkę Kamila Korepty. W odpowiedzi na tę sytuację, bardzo groźnie, tuż obok słupka, uderzał z woleja Przemysław Suchowski, lewy obrońca Stali.

W pierwszej części gry można było zauważyć niezwykłą prawidłowość. Aż ponad dziesięciokrotnie zawodnicy obu drużyn wykonywali rzuty rożne. Groźnie było szczególnie po tych dla gospodarzy, gdyż nie od dziś wiadomo, że Joachim Mikler, bramkarz beniaminka, ma pewne problemy z grą na przedpolu. Po jednym z kornerów, zawodnicy Marka Mandli mieli wprost wyśnioną sytuację. Z narożnika na długi słupek dośrodkował Tomasz Wawrzyniak. Piłkę do wbiegającego Radosława Maciejewskiego zgrał Suchowski, ale rozpędzony napastnik Stali strzelił z pięciu metrów ponad poprzeczką. Kluczowe dla przebiegu meczu wydarzenie miało miejsce na kwadrans przed gwizdkiem kończącym pierwszą część gry. Krystian Papatanasiu popełnił niepotrzebny, brutalny faul i sędzia z miejsca pokazał mu czerwoną kartkę. - W szatni powiedziałem chłopakom, że to, iż gramy w dziesiątkę, wcale nie oznacza, że przegramy. Po prostu trzeba było zmienić styl gry, być konsekwentnym, zdeterminowanym i... biegać dwa razy więcej - opowiadał po meczu trener Mandla.

Jego zawodnicy świetnie realizowali jego założenia taktyczne. Ustawili się na swojej połowie, stali blisko siebie i nie dawali żadnej szansy Skałce, która cały czas musiała bić głową w mur. Goście byli pewnie przez 70 procent czasu w posiadaniu piłki. Cóż jednak z tego, gdy w końcowych fragmentach meczu dobrze z rzutu wolnego dośrodkował Wojciech Musiał, a piłkę do siatki skierował Łukasz Witor, który... chwilę później opuścił boisko. Wiedział kiedy strzelić, bo do wejścia już był przygotowany Kamil Ozimina. Od tego momentu szkoleniowiec gospodarzy właściwie zakazywał swoim zawodnikom opuszczanie pola karnego, ale taka ultradefensywna taktyka zdała egzamin i BKS dowiózł do końca cenne zwycięstwo, przełamując się tym samym po trzech meczach bez zwycięstwa na własnym stadionie.

- Martwiłem się trochę o to, jak moi zawodnicy wytrzymają to spotkanie. Mieliśmy ostatnio maraton gier, a ławka jest, jaka jest. Musiałem wpuszczać piłkarzy, którzy mieli długą przerwę w grze, jak na przykład Witold Szczepanik, który ostatni raz zagrał w marcu. Wszystko przez ten brak drużyny rezerw... Przeszkadza nam wiele problemów organizacyjnych, które są w klubie, ale wykazaliśmy się charakterem. Zawsze mówiłem, że mam grupę graczy inteligentnych, którzy wiedzą czego chcą. Powiedziałem im, żeby czekali na swoją szansę, i to się opłaciło! - cieszył się po meczu opiekun zwycięzców.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również