BKS - Przyszłość 0-0. Nudna Sobota w Białej...
07.04.2012
Wydarzenie
W 13. minucie najpiękniejszą akcję meczu stworzyli zawodnicy BKS-u. Michał Suda przerzucił piłkę z lewej na prawą stronę do Marcina Gęsikowskiego, który nienagannie przyjął ją na pierś i z powietrza wypuścił wzdłuż linii Marcina Rejmanowskiego. Ten z pierwszej piłki dośrodkował do Tomasza Wawrzyniaka, a jego uderzenie głową minimalnie minęło bramkę gości. To była akcja płynna, przemyślana, wyćwiczona. Szkoda, że jedyna taka w całym meczu...
Bohater
Łukasz Antczak. Najbardziej doświadczony zawodnik i kapitan Stali jak zwykle łatał dziury w środku pola, a dodatkowo w 53. minucie stworzył najgroźniejszą sytuację po przerwie. Tak przymierzył z rzutu wolnego w okienko, że tylko dobra interwencja Piotra Pasia uratowała gości przed utratą gola.
Rozczarowanie
Kolejny raz wraca problem gry BKS-u na boisku przy Rychlińskiego. Wszyscy podkreślają, że Stal zajmuje miejsce za niskie w stosunku do potencjału i pewnie jest to prawda, ale gdyby nie konieczność gry u siebie, Stal byłaby pewnie w czołówce. Przed swoimi kibicami miała jednak problemy jesienią, a wiosną, po dobrym początku z Victorią Chróścice, kłopot zdaje się wracać...
Co ciekawego
- W 17. minucie najgroźniejszą sytuację stworzyli goście. Kamil Benauer dograł do Dawida Hanzela, a ten znalazł się w sytuacji sam na sam z Rafałem Zielińskim. Bramkarz BKS-u wykazał się jednak dobrym refleksem i instynktownie odbił piłkę nogą.
- Mecz rozgrywany w Wielką Sobotę przyciągnął na trybuny całkiem sporo widzów. Warto podkreślić, że BKS przez cały mecz prowadził głośny doping. Szkoda, że nie pozbawiony bluzgów nawet w wielkanocny czas.
- W pierwszej połowie Radosław Żbikowski, gracz Przyszłości, popisał się rzadko oglądanym na III-ligowych boiskach zagraniem, czyli przewrotką. Strzelał zza pola karnego i nie zagroził bramce, ale sam fakt, że piłka minęła ją tylko o kilka metrów należy zaznaczyć.
- Na ostatnie 10 minut w zespole BKS-u wszedł Marcin Pęszor (nie Sławomir, jak chciał bielski spiker), którego nie było w protokole meczowym. Albo nastąpiła zmiana tuż przed rozpoczęciem spotkania, albo bielszczanie będą mieli jeszcze problemy...
- Oba zespoły przedłużyły swoje serie meczów bez porażki do pięciu, ale obie przerwały za to passy sześciu spotkań ze strzeloną bramką.
W 13. minucie najpiękniejszą akcję meczu stworzyli zawodnicy BKS-u. Michał Suda przerzucił piłkę z lewej na prawą stronę do Marcina Gęsikowskiego, który nienagannie przyjął ją na pierś i z powietrza wypuścił wzdłuż linii Marcina Rejmanowskiego. Ten z pierwszej piłki dośrodkował do Tomasza Wawrzyniaka, a jego uderzenie głową minimalnie minęło bramkę gości. To była akcja płynna, przemyślana, wyćwiczona. Szkoda, że jedyna taka w całym meczu...
Bohater
Łukasz Antczak. Najbardziej doświadczony zawodnik i kapitan Stali jak zwykle łatał dziury w środku pola, a dodatkowo w 53. minucie stworzył najgroźniejszą sytuację po przerwie. Tak przymierzył z rzutu wolnego w okienko, że tylko dobra interwencja Piotra Pasia uratowała gości przed utratą gola.
Rozczarowanie
Kolejny raz wraca problem gry BKS-u na boisku przy Rychlińskiego. Wszyscy podkreślają, że Stal zajmuje miejsce za niskie w stosunku do potencjału i pewnie jest to prawda, ale gdyby nie konieczność gry u siebie, Stal byłaby pewnie w czołówce. Przed swoimi kibicami miała jednak problemy jesienią, a wiosną, po dobrym początku z Victorią Chróścice, kłopot zdaje się wracać...
Co ciekawego
- W 17. minucie najgroźniejszą sytuację stworzyli goście. Kamil Benauer dograł do Dawida Hanzela, a ten znalazł się w sytuacji sam na sam z Rafałem Zielińskim. Bramkarz BKS-u wykazał się jednak dobrym refleksem i instynktownie odbił piłkę nogą.
- Mecz rozgrywany w Wielką Sobotę przyciągnął na trybuny całkiem sporo widzów. Warto podkreślić, że BKS przez cały mecz prowadził głośny doping. Szkoda, że nie pozbawiony bluzgów nawet w wielkanocny czas.
- W pierwszej połowie Radosław Żbikowski, gracz Przyszłości, popisał się rzadko oglądanym na III-ligowych boiskach zagraniem, czyli przewrotką. Strzelał zza pola karnego i nie zagroził bramce, ale sam fakt, że piłka minęła ją tylko o kilka metrów należy zaznaczyć.
- Na ostatnie 10 minut w zespole BKS-u wszedł Marcin Pęszor (nie Sławomir, jak chciał bielski spiker), którego nie było w protokole meczowym. Albo nastąpiła zmiana tuż przed rozpoczęciem spotkania, albo bielszczanie będą mieli jeszcze problemy...
- Oba zespoły przedłużyły swoje serie meczów bez porażki do pięciu, ale obie przerwały za to passy sześciu spotkań ze strzeloną bramką.
Polecane