BKS - Polonia Łaziska 1-2. "Mieliśmy sytuacje nawet na 5-1"
09.10.2010
Gdy po jednej stronie staje lider, który nie przegrał jeszcze żadnego meczu, a po drugiej beniaminek, zajmujący skromne, 10 miejsce, faworyt może być tylko jeden. - III liga śląsko-opolska jest tak wyrównana, że każdy może zdobyć trzy punkty wszędzie - stwierdził Piotr Mrozek, opiekun Polonii Łaziska Górne. Miał rację, bo jego zespół od pierwszej minuty wykorzystywał słabszą dyspozycję bielszczan.
Już w pierwszych 20 minutach łaziszczanie powinni byli strzelić dwa gole, ale za każdym razem piłka zatrzymywała się na poprzeczce. Wyjątkowo piękne było zwłaszcza uderzenie Grzegorza Paździornego z rzutu wolnego. Polonii udało się objąć prowadzenie kilka minut później. Szarżującego Jacka Rączkę sfaulował w polu karnym, kapitan gospodarzy, Łukasz Antczak i sędzia bez wahania wskazał na 11. metr. Rzut karny wykorzystał Sebastian Hendel, choć Rafał Zieliński miał szansę obronić to uderzenie. Bielszczanie mieli swoje szanse, ale grali niefrasobliwie w obronie, co bezlitośnie wykorzystywał beniaminek. W samej końcówce pierwszej połowy Hendel ograł kilku zawodników BKS-u, strzelił prosto w bramkarza, ale wobec biernej postawy defensorów, dobił piłkę do bramki.
- Przez cały tydzień nakreślaliśmy sobie inny plan gry. Przeciwnik postawił bardzo trudne warunki,ale na to akurat byliśmy przygotowani - mówił Baron. Trener Marek Mandla na drugą połowę desygnował jeszcze więcej ofensywnych piłkarzy, ale na niewiele się to zdało. Łaziszczanie groźnie kontrowali i gdyby zachowali więcej zimnej krwi, to w Bielsku-Białej doszłoby do pogromu. Zamiast tego była... nerwówka, bo w ostatnim kwadransie, po rzucie wolnym z bliska do siatki trafił Tomasz Boczek. Końcówka była jednak pokazem... doświadczenia beniaminka. Polonia nie panikowała, ale trzymała piłkę daleko od własnej bramki i zasłużenie wygrała. - To dla nas duży sukces, ale cały czas wierzyliśmy, że stać nas na zwycięstwo w Bielsku. To nie był nasz najlepszy mecz w III lidze. Gdybyśmy wykorzystali sytuacje, które mieliśmy wygralibyśmy 5-1 albo 6-1 i wtedy byłby najlepszy. Tak to po prostu znaleźliśmy sposób na BKS - zakończył trener Mrozek.
Już w pierwszych 20 minutach łaziszczanie powinni byli strzelić dwa gole, ale za każdym razem piłka zatrzymywała się na poprzeczce. Wyjątkowo piękne było zwłaszcza uderzenie Grzegorza Paździornego z rzutu wolnego. Polonii udało się objąć prowadzenie kilka minut później. Szarżującego Jacka Rączkę sfaulował w polu karnym, kapitan gospodarzy, Łukasz Antczak i sędzia bez wahania wskazał na 11. metr. Rzut karny wykorzystał Sebastian Hendel, choć Rafał Zieliński miał szansę obronić to uderzenie. Bielszczanie mieli swoje szanse, ale grali niefrasobliwie w obronie, co bezlitośnie wykorzystywał beniaminek. W samej końcówce pierwszej połowy Hendel ograł kilku zawodników BKS-u, strzelił prosto w bramkarza, ale wobec biernej postawy defensorów, dobił piłkę do bramki.
- Przez cały tydzień nakreślaliśmy sobie inny plan gry. Przeciwnik postawił bardzo trudne warunki,ale na to akurat byliśmy przygotowani - mówił Baron. Trener Marek Mandla na drugą połowę desygnował jeszcze więcej ofensywnych piłkarzy, ale na niewiele się to zdało. Łaziszczanie groźnie kontrowali i gdyby zachowali więcej zimnej krwi, to w Bielsku-Białej doszłoby do pogromu. Zamiast tego była... nerwówka, bo w ostatnim kwadransie, po rzucie wolnym z bliska do siatki trafił Tomasz Boczek. Końcówka była jednak pokazem... doświadczenia beniaminka. Polonia nie panikowała, ale trzymała piłkę daleko od własnej bramki i zasłużenie wygrała. - To dla nas duży sukces, ale cały czas wierzyliśmy, że stać nas na zwycięstwo w Bielsku. To nie był nasz najlepszy mecz w III lidze. Gdybyśmy wykorzystali sytuacje, które mieliśmy wygralibyśmy 5-1 albo 6-1 i wtedy byłby najlepszy. Tak to po prostu znaleźliśmy sposób na BKS - zakończył trener Mrozek.
Polecane