BKS - Piotrówka 2-0. Nawet New York Cosmos musi płacić frycowe

28.08.2010
- Wygrała drużyna, która bardziej tego chciała. Chłopcy z naszego zespołu dopiero się uczą gry w III lidze - tłumaczył Piotr Lech, bramkarz LZS-u Piotrówka, po meczu z BKS-em Stal Bielsko-Biała.
Choć goście są absolutnym beniaminkiem III ligi, a gospodarze grają w tej klasie rozgrywkowej od lat, to rutyną Piotrówka bije piłkarzy Stali na głowę. - Zawodnicy tacy jak Piotr Lech, Ireneusz Adamski, czy choćby Łukasz Wijas mają chyba więcej doświadczenia niż cała historia BKS-u. W ogóle Piotrówka to trochę taki New York Cosmos - wielu piłkarzy zagranicznych, kilku, którzy mają za sobą występy w ekstraklasie. Pokazaliśmy im jednak, że to nie wszystko - cieszył się Marek Mandla, szkoleniowiec bielszczan.

Gospodarze nie zaczęli wcale najlepiej. Oddali inicjatywę gościom, z rzadka wychodzili do akcji ofensywnych większą ilością zawodników. Ponadto mieli spore problemy z upilnowaniem Rolanda Johna, skrzydłowego LZS-u. - To było celowy zabieg. Nie graliśmy efektownie, cofnęliśmy się, pozwalaliśmy im rozgrywać piłkę i czekaliśmy na kontry - przyznał Mandla. Po jednym z takich szybkich wypadów bielszczanie objęli prowadzenie. Damian Zdolski urwał się obrońcom, zszedł do boku i mocno - wydawało się, że niepotrzebnie - zwolnił akcję. Napastnik BKS-u podał jednak do Tomasza Wawrzyniaka, który uderzył z 20 metrów po ziemi, nie do obrony, tuż obok słupka. - Poszliśmy do przodu, bo nie ma znaczenia, czy się przegra jedną, dwoma, czy trzema bramkami. Nie udało się wyrównać. Szkoda, bo swoje szanse mieliśmy - martwił się bramkarz przyjezdnych.

Po czerwonej kartce, którą ujrzał w drugiej połowie Dawid Lech, Stal cofnęła się maksymalnie i broniła, nierzadko rozpaczliwie, korzystnego wyniku. Zawodnicy Marka Koniarka tak mocno rzucili się do ataku, że w końcówce meczu nadziali się na kontrę. Bartosz Wojtków wypuścił Wawrzyniaka, który w sytuacji sam na sam spokojnie przelobował Piotra Lecha. - Na razie płacimy frycowe, popełniamy proste błędy. Przecież to, co zrobiliśmy przy drugiej bramce, nie powinno się zdarzyć nawet trampkarzom - pieklił się trener gości. - Z przebiegu gry na pewno nie zasłużyliśmy na porażkę. Tak samo zresztą jak w pierwszym meczu z Oderką Opole - dodał. Nieco inne zdanie miał na ten temat Damian Zdolski, napastnik bielszczan. - Wygraliśmy zasłużenie, bo trzeba umieć wykorzystać sytuacje, które się stworzyło - zakończył.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również