BKS - Chróścice 2-2. Victoria zapewniła sobie utrzymanie!

12.06.2010
- Jako kapitan drużyny mówię: Niech zarząd doceni tę drużynę, zostawi ją w tym składzie, który jest, i wzmocni jedynie linię ataku dwoma zawodnikami - apelował po meczu Łukasz Antczak.
Zanim doszło do tego nawoływania, piłkarze BKS-u musieli zagrać z walczącą o utrzymanie Victorią Chróścice. Było to ostatnie spotkanie bielszczan w tym sezonie rozgrywane na własnym stadionie, ale mimo to frekwencja nie dopisała. - Szkoda, że nie wygraliśmy i nie pożegnaliśmy się lepiej z fanami. Dziękuję tym, którzy mimo upału i... Mistrzostw Świata pofatygowali się na stadion - mówił trener Marek Mandla. Była ich niestety zaledwie garstka (około 100 osób) i zamiast dopingu słyszalne były śpiewy z... festynu, który odbywał się w sąsiedniej szkole.

Bielszczanie starali się jednak zrobić wszystko, by ich sympatycy się nie nudzili i ruszyli ostro do przodu. Tuż po rozpoczęciu gry, gola powinien zdobyć Krystian Papatanasiu, ale jego piękny strzał z ponad 20 metrów na poprzeczkę zbił Krzysztof Bejca. Nie minęło pięć minut, a Victoria już przegrywała. Lewą stroną ładnie przedarł się Przemysław Suchowski, następnie zagrał na środek pola karnego do Tomasza Wawrzyniaka, który tylko dopełnił formalności. - Prowadziliśmy grę od początku, ale jedno nieporozumienie dało gościom wyrównanie - narzekał bramkarz Mateusz Rosół. Rzeczone nieporozumienie wykorzystał, przeprowadzając ciekawą indywidualną akcję, Radosław Dembiński. Jego "szczur" puszczony w gąszcz nóg zatrzymał się dopiero w siatce.

Piłkarzom dał się we znaki panujący upał. Na kwadrans przed końcem mieliśmy przykład na to, jak niewiele w piłce trzeba do zmiany wyniku. Ślamazarne podawanie futbolówki od zawodnika do zawodnika znudziło wreszcie Dariusza Ruckiego, który huknął bardzo mocno z dystansu. Bejca odbił piłkę przed siebie, z dobitką pospieszył Radosław Maciejewski, ale oddanie strzału uniemożliwił mu jeden z obrońców. Rzut karny! Jedenastkę pewnie wykorzystał Krystian Papatanasiu, uderzeniem w prawy dolny róg. Co ciekawe, niemal w tym samym momencie gola na 1-0 zdobył główny rywal bielszczan, Ruch Zdzieszowice.

Victorii do utrzymania potrzebny był jeden punkt, więc drużyna prowadzona przez Krzysztofa Joba rzuciła się do ataku. Wyrównanie padło w kompletnie nieoczekiwanych okolicznościach - rzut wolny z ponad 30 metrów wykonywali goście, piłka została zagrana na długi słupek, gdzie uderzył ją Sebastian Sarzała. Większość kibiców myślała, że trafił w boczną siatkę, ale było to tylko złudzenie. Wydaje się, że ta bramka zaskoczyła nawet Rosoła i innych zawodników Stali. - Szkoda straconych punktów na własnym boisku, gra z drużynami z dołu tabeli to nasza pięta achillesowa. Znowu zgubiliśmy gola po stałym fragmencie, co niewątpliwie martwi - smucił się Rosół.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również